Bolesna porażka Polaków na inaugurację mistrzostw Europy
Reprezentacja Polski poniosła bolesną porażkę na inaugurację mistrzostw świata w piłce ręcznej. Nasza drużyna nie była w stanie powstrzymać rozpędzonych Węgrów. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 21:29.


Miłosz Wałach: Walczyliśmy do końca, ale niestety się nie udało

Michał Olejniczak: Musimy trzymać głowy wysoko

Oceny po meczu Polska - Węgry

Handball Arena po meczu Polska - Węgry
Reprezentacja Polski spisywała się ostatnio dość przeciętnie. Kwalifikacje rozpoczęła od remisu z Portugalczykami, natomiast później poniosła dwie porażki - w drugim meczu z Portugalią oraz Izraelem.
ZOBACZ TAKŻE: Remis w meczu reprezentacji Polski
W ostatnim spotkaniu po emocjonującym boju pokonała za to Rumunię 30:29. Przed mistrzostwami Europy nasza drużyna rozegrała trzy sparingi. Pod koniec roku poległa z Czechami, a w ostatnich dniach najpierw zremisowała, a potem zwyciężyła z Serbią.
Inauguracyjne starcie z Węgrami rozpoczęliśmy w mocnym składzie. Od początku na parkiecie znaleźli się m.in. Michał Olejniczak, Arkadiusz Moryto czy Andrzej Widomski. I to właśnie ten ostatni zdobył pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Po chwili wynik podwyższył Maciej Gębala.
W 3. minucie po raz pierwszy piłkę z siatki musiał wyjmować Jakub Skrzyniarz. Nie udało się również obronić premierowego rzutu karnego i było 2:2. Mieliśmy problem, by zdobyć kolejną bramkę. Popełnialiśmy sporo błędów, dopóki Piotr Jędraszczyk nie zdecydował się na indywidualną akcję. Kilkadziesiąt sekund później wykorzystaliśmy pomyłkę Węgrów, wyprowadziliśmy kontrę i znów bramkarza pokonał Jędraszczyk.
Minęło 15 minut, a nasza skuteczność wynosiła zaledwie 44 proc. Brakowało nam zdecydowania pod bramką rywala. Selekcjoner Jota Gonzalez poprosił wówczas o pierwszą przerwę. Po niej nie było wcale lepiej, a na domiar złego dwuminutową karę dostał Gębala. Węgrzy byli bezlitośni, zwłaszcza bramkarz Palasics, który odbił piłkę choćby w sytuacji sam na sam z Olejniczakiem.
Pod koniec pierwszej połowy na parkiecie poślizgnął się Skrzyniarz i potrzebna była zmiana. Wprowadzony został Miłosz Wałach. I choć w defensywie nasza gra nie wyglądała źle, w ofensywie wciąż zdecydowanie brakowało nam skuteczności. Węgrzy bronili za to na poziomie 44 proc. Pod koniec zdobyliśmy jednak trzy bramki z rzędu, co zmusiło selekcjonera rywali do wzięcia czasu. I to nieco pomogło rywalom, którzy jako ostatni zanotowali trafienie w pierwszej połowie. Do przerwy było 14:10.
Początek drugiej odsłony również nie był dla nas udany. Była 34. minuta, kiedy po wideoweryfikacji sędzia pokazał czerwoną kartkę Wiktorowi Jankowskiemu i graliśmy w osłabieniu. Popełnialiśmy coraz więcej błędów. W pewnym momencie, kiedy zaryzykowaliśmy i zamiast bramkarza wprowadziliśmy dodatkowego zawodnika, straciliśmy piłkę i rywale rzucili do pustej bramki. Było 20:14.
Nie potrafiliśmy pokonać bramkarza nawet z rzutu karnego. Nie zrobił tego ani Czapliński, ani Moryto, ani nawet Daszek. Kolejne bramki Węgrów spowodowały, że ostatnią przerwę w tym spotkaniu poprosił Jota Gonzalez. Szanse na zwycięstwo malały z każdą sekundą, choć zdarzały się przebłyski, jak choćby ten Ariela Pietrasika, który zdobył bramkę na 19:24.
Ale błędów było wciąż bardzo dużo. Węgrzy bezlitośnie wykorzystywali, kiedy myliliśmy się w fazie ataku. Przy stanie 19:27 widać było, że rywale nie zamierzają już zwiększać tempa i skupią się na defensywie. Mimo to w banalny sposób traciliśmy piłkę, co tylko zachęcało ich do ofensywy. Nie udało nam się zdobyć bramki nawet w ostatnim rzucie karnym w meczu - tym razem spudłował Paterek. Ostatecznie Polacy polegli 21:29.
Polska - Węgry 21:29 (10:14)
Przejdź na Polsatsport.pl
