Nie wytrzymał nawet roku. Siatkarz wraca z emerytury, by pomóc swojemu klubowi
Siatkarz Andrus Raadik, 39-letni były reprezentant Estonii, postanowił wrócić po niespełna roku ze sportowej emerytury, by pomóc swojemu klubowi w decydującej części sezonu.

Raadik oficjalnie pożegnał się ze sportem w kwietniu 2025 roku, tuż po wygranej przez Parnu Vorkpalliklubi 3-0 rywalizacji z TalTechem o brązowy medal ligi estońskiej. Na emeryturze wytrzymał jednak niespełna rok. Jak podaje portal Delfi, Estończyk został ponownie zarejestrowany przez Parnu VK!
ZOBACZ TAKŻE: Siatkarski klub ściągnął 47-latka. Jeszcze rok temu grał w Lidze Mistrzów
Zdaniem dziennikarzy 39-latek nie będzie zawodnikiem pierwszego wyboru, a jedynie planem awaryjnym na wypadek kontuzji bądź chorób w zespole. Tym bardziej, że Raadik od zakończenia kariery nie trenował, a na co dzień mieszka nie w Estonii, lecz w Finlandii, kraju pochodzenia swojej żony, Eliny Raadik (notabene byłej kapitan siatkarskiej reprezentacji Finlandii).
- Parnu Vorkpalliklubi cały czas jest w moim sercu i jeśli tylko klub będzie mnie potrzebował, zamierzam mu pomagać - skomentował krótko powrót ze sportowej emerytury Raadik.
39-letni Raadik nigdy nie był gwiazdą światowego formatu. Ot, jedno mistrzostwo, trzy srebra i osiem brązowych medali ligi estońskiej, dwa triumfy w Lidze Bałtyckiej, srebro, trzy brązowe medale i tytuł MVP ligi fińskiej, do tego cztery Puchary Estonii i jeden Finlandii to z całą pewnością nie jest dorobek, który kogokolwiek - nawet w samej Estonii! - rzucałby na kolana.
Doświadczony przyjmujący był jednak ceniony za drogę, którą przeszedł, a także za niezwykle barwne i zawsze dosadne wywiady, których udzielał dziennikarzom.
Aby zrozumieć fenomen Raadika, należałoby cofnąć się do jego wczesnej młodości. Sam siatkarz w rozmowie z dziennikiem "Ohtuleht" w 2013 roku, a więc będąc dopiero u progu zawodowej kariery, wypalił, że sport uratował go przed niechybnym więzieniem, a być może nawet śmiercią! Estończyk nie stronił bowiem od szemranego towarzystwa i awantur i dopiero pierwsze sukcesy na parkiecie sprawiły, że zaczął wychodzić na ludzi.
Jego porywczy charakter dawał jednak o sobie znać również w trakcie kariery. Dziennikarze bardzo chętnie zapraszali go przed mikrofon lub kamerę, wiedząc, że Raadik nie będzie gryzł się w język i zawsze powie to, co leży mu na sercu. Dość powiedzieć, że z fińskiego Savo Volley został wyrzucony z hukiem... właśnie za wywiad, w którym - łagodnie mówiąc - podważył kompetencje szkoleniowca klubu i profesjonalizm jego władz.
O tym, jak trudny w prowadzeniu był 39-latek, przekonał się nawet doskonale znany polskim kibicom Gheorghe Cretu. Gdy Rumun został trenerem reprezentacji Estonii (prowadził ją w latach 2014-2019) i zaprosił Andrusa Raadika na zgrupowanie, ten odparł, że... jest za słaby na to, by występować w kadrze i woli nie marnować swojego i cudzego czasu. Ostatecznie Cretu zdołał jednak przekonać przyjmującego do gry.
- Kiedy zostałem selekcjonerem Estonii, poprosiłem moich asystentów, by ocenili zawodników, którzy mieli już za sobą debiuty w kadrze, ale z różnych powodów już w niej nie występowali. Wspomnieli mi oni o Raadiku, ale istotnie - odmówił mi on wówczas, twierdząc, że nie nadaje się do gry w drużynie narodowej. Dopiero później, tuż przed eliminacjami mistrzostw świata, udało mi się przekonać "Radzę" do powrotu, zapewniając go, że jeśli mi zaufa, reprezentacja będzie miała z niego pożytek. Widziałem bowiem jego mecze i zdawałem sobie sprawę, że było w nim coś, czego nie da się wytrenować ani kupić za żadne pieniądze: ogromne pokłady emocji i gotowość do poświęcania się dla dobra zespołu. Bardzo szybko wkomponował się w kadrę i był dla niej prawdziwym darem, a reprezentacja była również darem dla niego. Jestem dumny, że mogłem dołożyć cegiełkę w jego karierze - powiedział Cretu w rozmowie z portalem volley.ee.
Andrus Raadik, który wsportowym CV miał występy w fińskich zespołach Pielaveden Sampo i Savo Volley, tureckim Arhavi Belediyespor, a nawet... tunezyjskim CS Sfaxien, zgodnie z obietnicą, złożoną kiedyś kibicom, zakończył w 2025 roku karierę w Parnu Vorkpalliklubi - klubie, w którym stawiał pierwsze kroki w zawodowej siatkówce. Estoński dziennik "Postimees" poświęcił mu wówczas całą stronę, określając go mianem "Awanturnika, który zdobył serca kibiców".
Przejdź na Polsatsport.pl
