Brutalny cios w Adama Małysza! Jest mocna odpowiedź! "Czy taki PKOl pilnuje zasad fair play”
Żyjemy w epoce burzenia pomników. Szefostwo PKOl-u wzięło się za jeden z największych polskiego sportu – Adama Małysza, który oberwał podczas powołania kadry na IO Mediolan – Cortina d’Ampezzo. Czym podpadł legendarny skoczek, a dziś prezes PZN-u? Chciał wysłać na igrzyska narciarzy, jakich wskazali mu trenerzy kadry narodowej, a nie media, czy rodzice.

Adam Małysz na czele zdrowego rozsądku, a nie rankingu historycznego
Na początku sezonu, w grudniu ubiegłego roku, PZN chciał wysłać na igrzyska skoczków wedle rankingu olimpijskiego FIS. Zestawienie to brało pod uwagę także ubiegły sezon i najwyżej spośród naszych zawodników plasowali się w nim: polski lider z poprzedniego sezonu Paweł Wąsek, Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Aleksander Zniszczoł, który jednak szybko stracił szanse przez fatalną dyspozycję. Co najważniejsze, ranking ten przekreślał szanse na olimpijski paszport dla najlepszego obecnie naszego skoczka - Kacpra Tomasiaka, którego w ubiegłym sezonie nie było w Pucharze Świata. Dlatego Adam Małysz postanowił przestać się kierować historycznymi startami, tylko brać pod uwagę wyniki tu i teraz. Na tej podstawie trener Maciej Maciusiak zaproponował kadrę na IO: Tomasiak, Stoch, Wąsek, a zarząd, z Małyszem na czele, ją zatwierdził.
Dziwnym trafem wszyscy przyjęli to z ulgą i każdy ekspert uznał, że oto zatriumfował zdrowy rozsądek. „Zwiększyliśmy swoje szanse na niespodziankę pod postacią medalu” – słychać głosy.
Gdy podobne odejście od historycznych rankingów PZN zastosował także w narciarstwie alpejskim, podniósł się raban. Szerokim echem odbiły się protesty rodziców 31-letniego Michała Jasiczka i 25-letniej Anieli Sawickiej, w miejsce których PZN chciał posłać do Włoch – młodsze pokolenie: 19-letnią i bardziej wszechstronną Nikolę Komorowską i 27-letniego Piotra Habdasa. Pod wpływem tych protestów Komorowska zrezygnowała z igrzysk. Związek ugiął się pod presją i zmienił decyzję, stawiając na Sawicką.
"Po przekrojowej ocenie wszystkich tych elementów, Zarząd zgodził się z podnoszonymi argumentami, wskazującymi na niezgodność poprzedniej uchwały decyzji z obowiązującymi w Polskim Związku Narciarskim Wytycznymi Sportowymi" – napisał w minioną niedzielę PZN.
"Zarząd pragnie podkreślić, że wcześniejsza uchwała dotycząca składu Kadry Narodowej - zarówno w tej, jak i w każdej innej dyscyplinie - była podyktowana wyłącznie troską o rozwój narciarstwa oraz dążeniem do jak najlepszych wyników sportowych zawodników reprezentujących Polskę. Zarząd pragnie stanowczo podkreślić, że nie stały za nią żadne inne motywy. W tej dyscyplinie poziom obu zawodniczek jest bardzo zbliżony co spowodowało, że decyzja co do składu była trudna" – dodał federacja.
Medialna jatka z grzebaniem w życiorysach działaczy
W medialnej jatce doszło do bardzo przykrych zdarzeń. Dziennikarze, nie mający nic wspólnego ze sportami zimowymi, a ostatnio nawet ze sportem, zaczęli grzebać w życiorysach działaczy PZN-u i Tatrzańskiego Związku Narciarskiego, czy czasami nie mieli nic wspólnego ze służbami PRL-u, no bo jeśli tak, „to już wiadomo, skąd takie zamieszanie.”
Nikt nie spojrzał do rankingu PŚ w narciarstwie alpejskim, gdzie w klasyfikacji generalnej, czy w klasyfikacjach zjazdu, slalomu, slalomu giganta czy supergiganta jest sklasyfikowana tylko jedna Polka – Maryna Gąsienica-Daniel, która w gigancie jest dziesiąta na świecie.
Adam Małysz oddał decyzję w ręce trenerów kadr narodowych
Byłem jedynym dziennikarzem, który w miniony czwartek pofatygował się do siedziby PZN-u z okazji obrad zarządu. I długo rozmawiałem z prezesem Małyszem, który jest wielkim fachowcem w skokach, ale nie ukrywa, że w pozostałych dyscyplinach, jak biegi, czy narciarstwo alpejskie zdaje się na opinię swoich trenerów. Zanim doszło do głosowania nad składem kadry alpejczyków na IO prezes Małysz zadzwonił do trenera kadry i zapytał, których narciarzy mają przegłosować. Tak też zrobili.
- Do dzisiaj od braci Jasiczków nie mamy żadnych badań lekarskich, przez co nie możemy ich wysłać na igrzyska. Badania te potwierdzają zdolność do uprawiania sportu, a my nie dostaliśmy ich, więc nie możemy ryzykować – powiedział mi Adam Małysz.
Bezprecedensowa ingerencja PKOl-u. W obronie zawodników?
PKOl postanowił jednak wysłać na igrzyska Michała Jasiczka, a nie Piotra Habdasa, zasłaniając się interesem zawodnika. Komitet nie potrzebował konsultacji z trenerem. Przy okazji szef PKOl-u ostro zaatakował prezesa Małysza za nieobecność na posiedzeniu zarządu komitetu. Zarządu, którego jest członkiem.
- Ja nie mogłem się stawić, uzgodniłem wcześniej z PKOl-em, że reprezentował mnie będzie sekretarz generalny PZN-u Tomasz Grzywacz. Ale na żądanie prezesa Piesiewicza nie został wpuszczony. Musiał stać za drzwiami – powiedział nam prezes Małysz.
Czy tak powinna wyglądać współpraca PKOl-u z ważnym związkiem sportów zimowych w przeddzień igrzysk?
PZN odpowiada PKOl-owi: Kwalifikacje przez rzut monetą?
PZN reaguje komunikatem, w którym pyta czy droga do Igrzysk Olimpijskich wiedzie przez system kwalifikacji czy rzut monetą.
„Zarząd PKOl-u, wbrew uchwale Zarządu PZN-u, usunął ze składu reprezentacji olimpijskiej Piotra Habdasa, zawodnika narciarstwa alpejskiego, legalnie i zgodnie z Wytycznymi Sportowymi PZN rekomendowanego przez trenera głównego - Klemena Berganta – jako godnego reprezentanta Polski na najważniejszej imprezie sportowej. Jak widać nie ma większego znaczenia zdanie jednego z większych autorytetów trenerskich w tym sporcie pracującego w naszym kraju. Zarząd PKOl-u uznał jego wybór oraz uchwałę Zarządu PZN za niewystarczającą merytorycznie i autorytatywnie zadecydował o zmianie nominacji, kierując się rzekomym dobrem zawodników – ciekawe tylko których. Niestety, w swojej decyzji oparł się tylko na wybranych zasadach wyrwanych z regulaminu związkowego, oczywiście tylko na tych, które pasowały do podjętej i jedynie słusznej decyzji” – czytam w komunikacie PZN-u.
Władze PKOl-u argumentowały tę decyzję niepełnymi informacjami, jakimi dysponowały przed poniedziałkowym posiedzeniem Zarządu.
„Niestety, jest to znaczące minięcie się z prawdą, gdyż wszystkie regulaminy, na których opartych jest system kwalifikacji do igrzysk zostały do PKOl-u dostarczone zgodnie z wystosowanym pismem z dnia 23 stycznia br. przez - Marka Pałusa – Sekretarza Generalnego PKOl. Co więcej, władze PKOl-u miały możliwość uzyskania wszelkich niezbędnych informacji z pierwszej ręki od przedstawiciela PZN, Sekretarza Generalnego – Tomasza Grzywacza, który przyjechał do Warszawy na posiedzenie Zarządu PKOl w zastępstwie Prezesa – Adama Małysza. Niestety, mimo wcześniejszych deklaracji, decyzją Prezesa Radosława Piesiewicza, nie został nawet wpuszczony na salę. Czy było to celowe działanie, aby obradujący Zarząd PKOl nie miał dostępu do pełnej informacji i podejmował decyzję bez głębszej refleksji? A może po prostu nawet o tym nie wiedział, że ktoś zmienił - wbrew decyzji związku - skład jego reprezentacji. Czy tak się współcześnie zarządza sportem olimpijskim? Błędy się zdarzają każdemu, nie popełnia ich tylko ten kto nic nie robi. Są jednak decyzje, nawet te błędne, które w porę naprawione, minimalizują krzywdę wyrządzoną tym, którzy swoje miejsce w składzie reprezentacji wywalczyli ciężką pracą i zgodnie z obowiązującymi zasadami” – dodaje PZN.
„Wiemy o tym doskonale, bo sami takowe popełniliśmy. My jednak potrafiliśmy się przyznać do popełnionego błędu i wrócić do zasad oraz obowiązujących reguł, naprawiając wyrządzone krzywdy i przywracając wiarę w fundamentalne zasady zdrowej rywalizacji. Mamy nadzieję, że Zarząd PKOl-u będzie potrafił dostrzec swój błąd (o ile jest jego świadom) i w porę go naprawić, minimalizując krzywdę tych, którzy zawsze zasad się trzymają. Jeśli nie, to niestety będziemy wszyscy świadkami przełomowego momentu w historii polskiego sportu. Niestety bardzo niechlubnego, gdyż doszło do precedensu, którego konsekwencje długofalowe są właściwie nie do zatrzymania. PKOl swoją dzisiejszą decyzją pokazał wszystkim, że gwałt na związkowych zasadach i regulaminach kwalifikacyjnych, w imię rzekomego działania na korzyść zawodników, jest w pełni akceptowalny. Tym samym być może już przy okazji kolejnych igrzysk o miejsca w reprezentacji będzie trzeba zabiegać przy ‘zielonym stoliku’ u Prezesa a nie w zdrowej sportowej rywalizacji. Zresztą co za różnica, czy miejsce w reprezentacji wywalczy się na sportowych arenach w wielomiesięcznych zmaganiach zgodnych z międzynarodowymi standardami kwalifikacyjnymi czy podczas rzutu monetą w PKOl-u?” – pyta w swym piśmie PZN.
„Jest to tym bardziej przykre, że owego gwałtu dokonała organizacja, która jest (a właściwie powinna być) ambasadorem wszelkich najpiękniejszych idei olimpizmu w tym walki wg zasad fair play. Czy na pewno środowisko sportowe chce takiego ruchu olimpijskiego?” – pyta Polski Związek Narciarski.
Przejdź na Polsatsport.pl

