Bożydar Iwanow: Intrygująca? Tak! Ale czy mocniejsza?
Od co najmniej roku zewsząd jesteśmy bombardowani przekazem, że polska Ekstraklasa idzie mocno w górę. Nie zaprzeczam. Ale czy potwierdzam? Waham się. Czekam. Na pewno jest dużo ciekawsza. Intrygująca. Emocjonująca. To nie ulega wątpliwości. Z ostatecznym werdyktem co do wzrostu się wstrzymam.

Nasze optymistyczne i radosne przekonanie poparte jest przesuwaniem się w górę w rankingu UEFA. Parę lat temu mieliśmy Lecha Poznań w ćwierćfinale Ligi Konferencji, a w ubiegłym roku nawet dwa kluby na tym etapie. Teraz do fazy ligowej tych rozgrywek dostał się komplet polskich zespołów. Trzy grać będą dalej, a Raków Częstochowa jest nawet od razu w 1/8 finału. Tak jak przed rokiem Legia Warszawa. Czy jeśli w ćwierćfinale nie zagra żaden polski zespół albo awansuje tam tylko jedna drużyna, oznaczać to będzie spadek naszej siły w Europie?
Wiadomo, że powodzenie zależeć będzie nie tylko od dyspozycji, ale również, a może przede wszystkim, od wyników losowania. W ubiegłym sezonie do półfinału LK wszedł przecież szwedzki Djurgarden Sztokholm. Także dlatego, że po drodze nie wpadł ani na Real Betis ani na Chelsea, na których zakończyła się europejska batalia Jagiellonii Białystok i Legii Warszawa.
ZOBACZ TAKŻE: Papszun zabrał głos po porażce. "Trzeba realnie spojrzeć na sytuację"
Dość często dla kontrastu przywołuje przykład Cypru. Kraju, który nie licząc jego północnej kontrolowanej przez Turcję części, ma niespełna milion mieszkańców. Czy tamtejsza liga powinna być "przemocna", skoro Paphos zagrało w Champions League i było o krok od awansu do fazy play off? Zabrakło mu dwóch goli – wtedy Benfice nie pomogłaby nawet słynna "główka" bramkarza Trubina. Do tego w walce o Ligę Mistrzów bez większych problemów wyeliminowało Crvenę Zvezdę, która wcześniej ograła naszego mistrza Lecha Poznań. A w ósemce Ligi Konferencji znalazł się AEK Larnaca - latem pozbawił szans na Ligę Europy Legię, a dalej gra także Omonia Nikozja.
Powtórzę raz jeszcze: Cypr, nawet licząc ten północy, zamieszkuje mniej ludzi niż naszą stolicę. Może w sporcie nie ma to decydującego znaczenia, bo liczą się pieniądze inwestowane w kluby, na Wyspie Afrodyty często "wschodniego" pochodzenia, ale ważne jest także, jak się je inwestuje.
Cypr ma klika niezłych zespołów w lidze, w porywach sześć. Reszta to słabeusze. Chłopcy do bicia. Podobnie jest w Serbii gdzie poza Zvezdą i Partizanem nikogo poważnego nie ma. W Lidze Mistrzów gra norweskie Bodo Glimt, a w Lidze Europy Brann Bergen. I właśnie cypryjski oraz norweski "efekt" powinien być tym, do czego ma – i powinna - dążyć polska Ekstraklasa.
Fascynująca, niesamowita, przez cały sezon i znów już po przerwie, jeszcze niepełnej kolejce w pierwszych dniach lutego i w końcówce stycznia. Niespodziankami sypnęło jak śniegiem w poprzednich tygodniach. Legii europejskie puchary odjechały już chyba bezpowrotnie. W Poznaniu, mimo że w lidze jeszcze nic się nie stało, coraz mocniej zerka się na krajowy puchar. To może – choć nie musi – być ostatnia deska ratunku do wielkopolskiego giganta. Dwa najbogatsze kluby na "dzień dobry" przegrały swoje domowe spotkania. Z Koroną Kielce i Lechią Gdańsk. Gdyby był to wypadek przy pracy, to przymknąłbym na to oko. Ale "Kolejorz" jest dziewiąty, a Legia siedemnasta.
Przejdź na Polsatsport.pl
