Władimir Semirunnij. Obywatelstwo, narodowość, rodzice. Skąd pochodzi?

Zimowe

Prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Rafał Tataruch i dyrektor sportowy Konrad Niedźwiedzki o srebrnym medaliście olimpijskim na 10 000 m Władimirze Semirunniju mówią: „nasz Władziu”, „swój chłop”, „nasz człowiek”. Sam sportowiec, który uciekł z Rosji, zapewnia, że Polska jest jego domem.

Portret młodego mężczyzny w białej kurtce sportowej, trzymającego w dłoni srebrny medal, z uśmiechem na twarzy.
fot. PAP
Kto to Władimir Semirunnij? Obywatelstwo, narodowość, rodzice. Skąd pochodzi?

23-letni panczenista po zdobyciu srebrnego medalu w Mediolanie od razu podziękował wielu Polakom, w tym prezydentowi kraju i działaczom PZŁS. Choć zdobycz zadedykował samemu sobie, zapewnił, że jest to też medal dla Polski.

 

- Dziękuję każdemu, kto we mnie wierzył, to nie było na marne. Wszystko to, co powiedziałem, że zrobię, zrobiłem. Dziękuję każdemu kibicowi, który oglądał, wierzył we mnie - mówił tegoroczny mistrz Europy w Tomaszowie Mazowieckim na 5000 m i wicemistrz na 1500 m.

Władimir Semirunnij obywatelstwo

Polskie obywatelstwo Semirunnij ma od sierpnia ubiegłego roku, ale cały proces zmiany barw zaczął się dwa lata wcześniej, ok. półtora roku po rozpoczęciu inwazji Rosji na Ukrainę.

 

- Napisał do mnie latem 2023 roku, rozmawialiśmy o tym, czego on oczekuje, jak wygląda sytuacja z naszej strony, i rozpoczęliśmy procedurę poprzez PZŁS i zarząd, później przez ministerstwo. Kiedy wszystko było już wyjaśnione, został zgłoszony jako sparingpartner i finalnie jako reprezentant Polski - relacjonował Niedźwiedzki.

Skąd pochodzi Władimir Semirunnij?

Kolejne przeszkody, które trzeba było pokonać, bardziej szczegółowo wyliczył Tataruch. W proces zaangażowana była też m.in. Międzynarodowa Unia Łyżwiarska (ISU).

 

- To jest młody Rosjanin, który uciekł od wcielenia do armii, bo on tam dostał bilet do wojska. To był bardzo trudny temat, więc chcieliśmy pomóc, tym bardziej że to był człowiek, który już w tak młodym wieku miał jakieś sukcesy na arenie światowej. Rozpoczęliśmy całą procedurę. Rosyjska Federacja Łyżwiarska w ogóle nie odpowiadała na nasze prośby i pytania. Dopiero interwencja wyższej instancji, czyli Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej, spowodowała, że Rosjanie dostali ultimatum: albo odpowiedzą Polakom, albo w określonym momencie Władek zmieni barwy narodowe. W końcu odpowiedzieli i podali datę tego przejścia. Potem kolejne etapy: zgoda ISU na starty w Pucharze Świata, mistrzostwach Europy, mistrzostwach świata, bo tam nie trzeba mieć obywatelstwa - opowiadał.

 

 

Dodał, że gdy do PZŁS dotarł list Semirunnija, decyzja, jak na niego zareagować, nie była oczywista i nie zapadła od razu.

 

- Zastanawialiśmy się, co z tym zrobić, czy jesteśmy w stanie, czy warto. Zaufaliśmy mu. Przyjęliśmy go, chcieliśmy go sprawdzić, zobaczyć, jak się będzie zachowywał. Pamiętam odbiór go z Dworca Wschodniego, z autobusu, przez Obwód Kaliningradzki. Jeszcze wtedy była w miarę dobra komunikacja do Polski. Udało się go zawieźć do Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie ma swoją ostoję. Tam mieszka, tam trenuje - relacjonował.

Władimir Semirunnij pochodzenie

Pochodzenie zawodnika w dobie rosyjskiej agresji na Ukrainę mogło budzić wątpliwości i wywoływać kontrowersje. Dlatego musiał zostać poddany kontrolom, ale sam PZŁS mógł ją prowadzić tylko w ograniczonym zakresie.

 

- Musieliśmy uwierzyć w to, że to, co on nam powie, to jest prawda. Wiedzieliśmy też, że jeśli zaczniemy się starać o obywatelstwo, to już specjalistyczne służby sprawdzą faktycznie, czy nie był żołnierzem, czy nie był finansowany, czy nie był w jakiś sposób powiązany. Jak tylko dostaliśmy informację, że w momencie, kiedy przekraczał granicę, dostał bilet do wojska, kazało nam to myśleć, że jednak chyba dobrze robimy. Potem polskie służby, które go sprawdziły, utwierdziły nas w przekonaniu, że to jest człowiek godny zaufania - dodał Tataruch.

 

Semirunnij urzekł go także tym, że szybko i chętnie zaczął się uczyć polskiego hymnu. Jego zdaniem młody sportowiec już wtedy wiedział, że to mu się kiedyś przyda.

 

 

Niedźwiedzki nie ukrywał radości, że po tych wszystkich przejściach zarówno Semirunnij, jak i cały PZŁS, mają w końcu powody do zadowolenia.

 

- Przeszliśmy sporo nerwowych chwil, niektóre były bardzo stresujące, to wszystko trwało. Cieszę się, że to się zakończyło happy endem, że tyle ludzi z ministerstwa, z kancelarii prezydenta pomogło. Władimir się odwdzięczył - stwierdził.

 

- Nie mamy wpływu na to, gdzie się rodzimy. Robimy wszystko, żeby robić to, co kochamy, szukamy swojej pasji. On znalazł swoją, był to sport. Chciał się realizować, chciał normalnie funkcjonować i tę normalność znalazł u nas. W paszporcie ma miejsce urodzenia poza Polską, ale tutaj mieszka, jest w polskim klubie, ma polską dziewczynę, mówi po polsku, miał wyuczony hymn, zresztą śpiewał go też w Tomaszowie - przypomniał dyrektor sportowy PZŁS.

 

Obaj działacze podkreślają, że Semirunnij to nie tylko wybitny talent sportowy, ale też osoba, z którą łatwo i miło się współpracuje.

 

- To jest człowiek szalenie pracowity, naprawdę dobra osoba. Jest bardzo wdzięczny za to, co go spotkało i gdzie jest. Jest odporny, ambitny. Jest bardzo sympatyczny - wyliczał Niedźwiedzki.

 

 

- To jest bardzo towarzyska osoba, zjednał sobie wszystkich kolegów w drużynie, świetnie opowiada kawały. Czuje się tą dobrą duszę - mówił z kolei Tataruch.

 

Także Semirunnij cieszył się, że po wielu latach starań mógł w końcu skupić się na tym, co dla niego najważniejsze.

 

- To był mój pierwszy sezon, kiedy myślałem tylko o treningach i tylko o igrzyskach - powiedział.

 

Jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie miał pewności, że będzie mógł w ogóle wziąć udział w igrzyskach Mediolan-Cortina d'Ampezzo.

Władimir Semirunnij rodzice

Po zdobyciu medalu skontaktował się z pozostającymi w Rosji rodzicami, z którymi spotyka się bardzo rzadko.

 

- Z mamą nie widziałem się półtora roku. Myślę, że po tym medalu nie będzie problemu, żeby ogarnąć jej wizę, gdzieś ją spotkać, choćby na tydzień gdzieś na wakacjach. Zadzwoniłem od razu do rodziców, tata powiedział mi, że jestem najlepszym synem, a ja jemu, że jest najlepszym ojcem. Dziękuję im, że wierzyli we mnie, w mój cel - zakończył wzruszony.

 

 

Jego srebro było 25. medalem dla Polski w historii zimowych igrzysk i pierwszym w łyżwiarstwie szybkim od 2014 roku.

PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie