Iwanow: Rower dobry. Niech Frederiksen pedałuje

Wieczorem Lech Poznań (prawdopodobnie) postawi kropkę nad "i" i awansuje do 1/8 finału Ligi Konferencji. Fińskie KuPS Kuopio chciałoby postraszyć mistrza Polski, ale raczej za bardzo nie ma czym i kim. Zespół Nielsa Frederiksena chce dziś upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Wygrać bez gigantycznego wysiłku. I zachować energię na niedzielne spotkanie z Rakowem Częstochowa.

Trener Lecha Poznań podczas konferencji prasowej
fot. PAP
Niels Frederiksen

W Poznaniu jest trochę jak w Warszawie, choć chyba nie aż na taką skalę. Euforia wymienia miejsca ze zgorzkniałością i przygnębieniem. Lech zaczął rok od dwóch porażek, teraz ma cztery z rzędu wygrane na swoim koncie. Jeśli dopisze dwie kolejne, będzie bardzo dobrze. Ale ewentualna przegrana z "Medalikami" znów wywróci tabelę do góry nogami. Raków stanie się kolejnym kandydatem do mistrzostwa, a Lech wróci do roli zespołu, który nie po raz pierwszy zawodzi w ważnym momencie.

 

ZOBACZ TAKŻE: Gdzie oglądać rewanżowe mecze Ligi Europy? - 26.02. Sprawdź plan transmisji!


Duński szkoleniowiec musi wykazać się umiejętnością racjonalnego zarządzania zespołem. Kto ma grać dziś i w jakim wymiarze, kto ma odpocząć przed weekendem? Decyzje przed i w trakcie spotkania w Finlandii były dobre. W niełatwym meczu z Kielcach również. Dziś prawdopodobnie dla Lecha najłatwiejsze spotkanie do końca wszystkich rozgrywek. Jednak przy Bułgarskiej nie da się zagrać tylko zmiennikami i na pół gwizdka.


Dyrektor sportowy Tomasz Rząsa i właściciele klubu stworzyli trenerowi cieplarniane warunki. O żadną pozycję nie musi się martwić. Zabezpieczone jest każde miejsce, choć wiadomo, że są przecież kartki i kontuzje. Że nie wszyscy spisują się na miarę wydanych kwot? Tak jest w każdym polskim klubie. Ale jeśli pewnego miejsca w składzie nie mają Skrzypczak, Douglas, Palma, Walemark czy Agnero, to wygląda to godnie. Lada moment wróci Murawski i w środku pola będzie jeszcze gęściej niż jest obecnie.


Tomasz Rząsa jeszcze niedawno oglądał na trybunach transparenty ze swoim nazwiskiem i nie były one dla niego miłe. Po zdobyciu mistrzostwa Polski były reprezentant Polski mógł tylko się uśmiechnąć, bo wykonał swą pracę na piątkę z plusem. Teraz też dał trenerowi narzędzia dobrze naoliwione i zaostrzone. Jego rola dobiegła końca wraz z zamknięciem letniego i zimowego okna. W tym roku poza drugim bramkarzem nikt co prawda nie doszedł - bo nie było takiej potrzeby. Frederiksen dostał niezły rower, więc niech pedałuje. Oby najdalej w Conference League. W Ekstraklasie też nie może być tylko w peletonie.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie