Michał Niewiński przed MŚ w short tracku: Patrzę na świat przez różowe okulary
Nie zamierzam kalkulować ani zastanawiać się jaki wynik mnie zadowoli. Podchodzę do tego z dużym dystansem, bo największa presja jest już za nami. Po prostu wyjdę na lód, dam z siebie sto procent, a wyścigi pokażą, co się wydarzy – mówi reprezentant Polski w short tracku, Michał Niewiński. Transmisje zawodów w Montrealu w sobotę i niedzielę o 18:30 w Polsacie Sport 3 i online w Polsat Box Go.

Grzegorz Michalewski: Parafrazując nasze popularne powiedzenie: święta, święta i po świętach. Za nami igrzyska olimpijskie, a więc najważniejsza impreza czterolecia. Jak oceniasz swój występ w Mediolanie?
ZOBACZ TAKŻE: Zaczynamy mistrzostwa świata! Polacy walczą o medale. Gdzie obejrzeć?
Michał Niewiński: Czas na podsumowanie i analizę jeszcze przyjdzie, w tym momencie skupiam się na tym, co jeszcze mam do zrobienia, czyli na mistrzostwach świata.
W przeciwieństwie do igrzysk w Pekinie, wydaje się, że teraz mogłeś dosłownie poczuć ten prawdziwy olimpijski klimat. Tętniąca życiem wioska olimpijska, obecność kibiców na trybunach na pewno sprawiły, że te zawody zapadną Ci na dłużej w pamięci.
Tak naprawdę to porównywanie niekoniecznie jest możliwe, ponieważ to dosłownie były dwa inne światy. Pierwszy czynnik, który na to wpływał, to pandemia a drugi to właśnie kraj, w którym odbywały się igrzyska olimpijskie. We Włoszech miło było bez masek, pleksi i codziennych testów, a najbardziej szczęśliwy byłem, widząc na trybunach kibiców z Polski, bliskie mi osoby, a przede wszystkim moich rodziców i siostrę. Z drugiej strony było też czuć, że Chińczycy przyłożyli się do niektórych kwestii bardziej niż Włosi.
A sportowo jak ocenisz swoje indywidualne starty we Włoszech. Najlepiej spisałeś się na 1000 metrów, kończąc rywalizację na 9. miejscu.
Tak jak mówiłem, na pełne podsumowanie przyjdzie jeszcze czas. Ogólnie, kończąc poprzedni sezon, liczyłem na więcej. Z drugiej strony, patrząc na początek tego sezonu i na to, jak się on później układał, ten wynik daje mi pewien spokój. W mojej głowie to nie jest ani wielkie osiągnięcie, ani porażka. Zobaczymy jeszcze, jak spojrzę na to z perspektywy czasu i co wtedy będę o tym myślał.
Duże nadzieje wiązaliście w rywalizacji sztafet mieszanych. Niestety, już na starcie uciekli wam Holendrzy oraz Włosi i później nie było już szans, aby ich dogonić.
Mogę wypowiedzieć się tylko za siebie — po wyścigu na 1000 metrów miałem jedynie około 10–12 minut przerwy. Startowałem jako ostatni, a zaraz potem jechaliśmy pierwszy wyścig sztafety mieszanej, więc ten czas na regenerację był po prostu zbyt krótki.
Poprzednie mistrzostwa świata w Pekinie były dla nas wyjątkowe, bo zaowocowały zdobyciem trzech medali. Jaki wynik uzyskany w Montrealu będzie dla Ciebie satysfakcjonujący?
Najważniejszym celem w tym roku były igrzyska olimpijskie. Jadąc na mistrzostwa świata nie zamierzam kalkulować ani zastanawiać się, jaki wynik mnie zadowoli. Podchodzę do tego z dużym dystansem, bo największa presja jest już za nami. Po prostu wyjdę na lód, dam z siebie sto procent, a wyścigi pokażą, co się wydarzy.
Zauważyłem w Twoich przygotowaniach do tych zawodów pewne zmiany. Taką nowością na pewno są różowe okulary. Czy ten pomysł podsunęła Ci Natalia Maliszewska, która jest wielką miłośniczką tego koloru?
Jeśli chodzi o okulary, to mam na ich punkcie małego fioła i mam ich sporo, ale w tym sezonie postawiłem właśnie na ten kolor. Przy tak wymagającym roku wolałem patrzeć na świat przez różowe okulary. A jeśli chodzi o Natalkę, to kilka razy przymierzałem jej okulary, więc może gdzieś podświadomie też miało to na mnie wpływ.
Transmisja mistrzostw świata w short tracku w Montrealu w sobotę i niedzielę od 18:30 w Polsacie Sport 3 i online w Polsat Box Go.
Przejdź na Polsatsport.pl
