Brutalna diagnoza polskiego trenera. Tym się różnimy od zachodu

W wyjątkowych okolicznościach ze względu na mecze polskich drużyn w Lidze Konferencji, gościem "wyjazdowej" odsłony Polsat Futbol Cast był Marek Motyka. Znany trener opowiedział o realiach szkoleniowców jakie panują w naszym kraju w porównaniu do lig zagranicznych.

Mężczyzna w zimowej kurtce i golfie stoi na boisku piłkarskim, z tyłu widoczne są światła stadionu i telebim
fot. Cyfrasport
Ostatnią ofiarą transferowej karuzeli był Łukasz Piszczek, którego zwolniono z GKS-u Tychy

Motyka to bardzo doświadczony polski trener, który w trakcie swojej kariery pracował m.in. w Polonii Warszawa, Górniku Zabrze czy Koronie Kielce. Doskonale zna realia związane z tym fachem i wielokrotnie musiał doświadczać przedwczesnego odejścia z klubów. Jego zdaniem szkoleniowcy w naszym kraju nie dostają wystarczająco dużo czasu na pracę z zespołem.

 

- U nas jest taka tendencja, że trenerzy podpisują kontrakty na pół roku, rok z opcją przedłużenia. Na zachodzie trenerzy nie podpisują kontraktów poniżej trzech lat. Guardiola już chyba trzeci raz przedłuża kontrakt z Manchesterem City, gdzie wcześniej zawsze pracował po trzy, cztery lata i odchodził z klubu. Zdobył sześć razy mistrzostwo Anglii i nagle poniósł sześć porażek z rzędu. Co by się w Polsce stało? Praktycznie już by nie pracował. A co zrobili w Anglii? Zaprosili go i przedłużyli z nim umowę o trzy lata - przyznał.

 

ZOBACZ TAKŻE: Szczęsny wrócił do bramki Barcelony. Na jak długo? Hiszpanie już wiedzą!

 

67-latek podaje przykład, kiedy trener staje się ofiarą, gdy klub woli poświęcić szkoleniowca niż wymienić zawodników.

 

- W polskich ligach trenerzy są za szybko zwalniani i wszystko zwala się od razu na trenera. Przy nadmiarze zawodników inwestujesz w określoną grupę. I ona cię zawodzi, więc próbujesz innych, szukasz rozwiązania, ale jeżeli posadzisz na ławce zawodników, którzy są najdrożsi i chcą być liderami, to jesteś ich wrogiem. Za chwilę może się okazać, że mogą grać przeciwko tobie, ponieważ wyczują, że ich akcje spadły, więc będą się modlić, żeby klub zmienił trenera - powiedział.

 

W ostatnich latach wyjątkiem był casus Marka Papszuna w Rakowie Częstochowa, który mógł liczyć na olbrzymie zaufanie ze strony klubu.

 

- Mnie się podobał pan Papszun, który w Rakowie pracował siedem lat i zdobył mistrzostwo Polski. Miał tak duże poparcie od głównego sponsora, że można było wymienić wszystkich zawodników, a trener i tak by został. Jeżeli trener ma tak mocną pozycję u działaczy, to jego akcje naprawdę są dużo mocniejsze - podkreślił Motyka.

 

Zupełnie inaczej potoczył się los Łukasza Piszczka, którego niedawno, po serii kilku nieudanych meczów, zwolnił pierwszoligowy GKS Tychy.

 

- Przegrali parę meczów i zwolnili Piszczka. Poświęcono tego człowieka, który dopiero co zaczął poznawać tych zawodników. Przecież ten człowiek nie zapomina swoich umiejętności. On powinien mieć więcej czasu, bo na pewno z tych porażek też wyciąga wnioski. Zawodnicy, którzy przegrywają bardziej skupiają się na analizie tego, co zrobili źle niż ci, którzy wygrywają, a grają "padlinę" - skwitował Motyka.

Fragment rozmowy w załączonym materiale wideo.

Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie