Bożydar Iwanow: "Starzy" młodym? Czy "młody" starym?
Czy sportowa Polska zbudziła się dziś z wypiekami na twarzy, zrywając się kilka razy w nocy zlana potem, z nastrojem wielkiego oczekiwania i nerwowym odliczaniem godzin do meczu z Albanią? Biało-czerwone flagi nie powiewają z balkonów, a taksówkarze nie wpinają na dachy narodowych barw. Gorączka, jeśli jest, to raczej wewnętrzna.

Zainteresowanie biletami na PGE Narodowy było oczywiście gigantyczne, tak samo, jak dziennikarzy, tym bardziej że ci rosną jak grzyby po deszczu, a każdy youtuber może przecież określać się tym mianem. Czekamy z nadzieją czy raczej niepokojem?
Niby to "tylko" Albania i pierwszy z baraży o mundial, więc ani nie jest to rywal budzący aż tak wielką grozę, ani nie jest to decydujące starcie. Znów jednak myśląc o dużym turnieju, musimy przechodzić przez dodatkową drogę. Choć w sumie jesteśmy do tego już przyzwyczajeni.
ZOBACZ TAKŻE: Skład na mecz Polska - Albania. Na kogo postawi Jan Urban?
O Katar walczyliśmy ze Szwecją, u siebie. I mieliśmy ten przywilej, że z półfinału z Rosją "zwolniły" nas wiadome względy, do tego los dał nam najważniejszy mecz na własnym terenie. Pierwszą przeszkodą o EURO 2024 była słabiutka Estonia, na PGE Narodowym. Potem w Cardiff z Walią przez 120 minut nie oddaliśmy żadnego celnego strzału, za to pięciokrotnie pewnie wykonywaliśmy rzuty karne. Było dosłownie o włos.
Teraz wciąż nie wiedząc, z kim w finale, czekamy na w miarę spokojny mecz, choć z tym rywalem nigdy przecież nie wygrywaliśmy ze spokojem. Nawet przy wyniku 4:1. Pesymiści myśląc – baraże – mówią "do trzech razy sztuka". Że dwa razy uciekliśmy spod topora, raz będąc tuż przed ścięciem. Oby byli w błędzie.
Jesteśmy na etapie schyłku naszych gwiazd, które przez dekadę decydowały o pozycji polskiej piłki na międzynarodowej arenie. Robert Lewandowski latem skończy 39 lat. Piotr Zieliński niebawem będzie miał 32 lata. U Jana Bednarka niebawem też pojawi się z przodu "trójka".
Nie cierpimy - jeszcze - na brak liderów i piłkarskich osobowości pobudzających wyobraźnię, ale jednak już zaczynamy odczuwać głód nowych idoli i herosów. Jeżeli największy "hype" podczas tego zgrupowania budzi siedemnastoletni debiutant, który po raz pierwszy pojawił się w tym zaszczytnym gronie, to jest to znak czasu. Nawet Robert Lewandowski na tradycyjnej pierwszej konferencji prasowej otrzymywał pytania właśnie o niego. Dziś pojawiają się pytania nie "czy", ale w jak długim wymiarze czasowym na murawie pojawi się Oskar Pietuszewski. Wiele osób, nie tylko kibiców, lecz i ekspertów, widzi go nawet w podstawowym składzie. Część nawet postrzega go jako zbawcę. Czyli zawodnika, który napisze romantyczną historię, wprowadzając nas na mistrzostwa świata w trzech krajach Ameryki Północnej.
"Lewy" przeżyje brak awansu na mundial, choć jak każdy o nim marzy. "Zielek" był już na EURO 2016, ale wtedy nie odegrał tak znaczącej roli, a dziś jest w być może najlepszej formie od lat, więc wreszcie mógłby być to jego turniej. To samo można powiedzieć o Janku – jego najważniejszy moment MŚ to gol z Japonią w Rosji. W meczu wygranym, ale już bez znaczenia. Po którym więcej mówiło się o chęci przeprowadzenia pewnej zmiany niż o bramce dającej zwycięstwo 1:0.
Każdy z tej trójki może czuć jednak niedosyt związany z najważniejszymi reprezentacyjnymi turniejami i każdy z nich wie, że tych szans nie dostanie już zbyt wiele, jeśli otrzyma je jeszcze w ogóle. Kto dziś wyznaczy drogę na przyszłość polskiej piłki? "Starzy" młodym? Czy to "młodzi", a może po prostu "młody", przedłuży młodość "starszyźnie"? Tylko sześć dni i jedynie dwa mecze. Ale mające wpływ na tak długi czas i na tak wiele.
Przejdź na Polsatsport.pl