25:0 w finale siatkarskiego pucharu! "Zawodnicy nie rozumieli, co się dzieje"
Siatkarze SCM Zalau wygrali z Coroną Braszów 3:1 w finale siatkarskiego Pucharu Rumunii. Decydujący set został wpisany do protokołu z wynikiem 25:0, choć na parkiecie... górą byli zawodnicy Corony.

Pierwsza odsłona finałowego starcia padła łupem drużyny z Braszowa, która wygrała 25:20. W dwóch kolejnych setach triumfowali jednak zawodnicy SCM Zalau (27:25 i 25:14). W czwartej, niezwykle zaciętej, partii ze zwycięstwa cieszyła się Corona, która po długiej grze na przewagi wygrała 34:32.
ZOBACZ TAKŻE: Uniknął spadku i... powalczy o mistrzostwo. Zaskakujący transfer asa PlusLigi
Gdy obie drużyny szykowały się już do tie-breaka, doszło do ogromnego zamieszania. Dopatrzono się bowiem naruszenia przepisów przez zespół z Braszowa, w wyniku którego czwarty set zweryfikowano na 25:0 na korzyść Zalau.
- Powinniśmy byli rozstrzygnąć czwarty set na naszą korzyść w sportowej walce, ale niestety pozwoliliśmy rywalom na złapanie wiatru w żagle i ostatecznie przegraliśmy tę partię 32:34. Zeszliśmy z boiska i przy ławkach zaczęliśmy dyskutować o planie gry na tie-break. Nagle wybuchło straszne zamieszanie i na początku zawodnicy nie rozumieli, co się dzieje. Dopiero po chwili okazało się, że ktoś wypatrzył, iż przy stanie 23:24 albo 24:25 Braszów dokonał zmiany w składzie, wpuszczając na zagrywkę kolejnego obcokrajowca. Jak się okazało, po tej zmianie rywale mieli na boisku o jednego "stranieri" za dużo, dlatego mecz został przerwany przed tie-breakiem, a w protokole widnieje wynik 25:0 dla nas - wytłumaczył w rozmowie z estońskim dziennikiem "Ohtuleht" Albert Hurt, reprezentant Estonii i zawodnik SCM Zalau.
Przepisy w Rumunii nakazują, by w barwach każdej rywalizującej drużyny w każdym fragmencie gry na parkiecie przebywało minimum 2 rodzimych zawodników. Po zmianie w końcówce czwartego seta ekipa z Braszowa miała przez krótki moment w składzie zaledwie jednego Rumuna...
Przejdź na Polsatsport.pl
