Polacy u progu sezonu. "Najwyższa forma ma nadejść na MŚ"
Reprezentacje Polski kajakarek i kajakarzy finiszują z przygotowaniami do nadchodzącego sezonu. Za niespełna miesiąc rusza cykl Pucharu Świata, rozpoczynający kwalifikacje na igrzyska olimpijskie, które już za dwa lata odbędą się w Los Angeles. - Najwięcej punktów do rankingu będzie można zdobyć na MŚ i to w Poznaniu chcemy być w szczytowej dyspozycji - podkreślają zgodnie kadrowicze.

Od jesieni nasze reprezentacje przygotowują się do nowego sezonu i walki o medale na najważniejszych regatach. Na zgrupowaniach trenerzy cały czas dozują zawodnikom wysokie obciążenia i dopiero później przyjdzie czas na schodzenie z intensywności, tak aby zbudować szybkość pozwalającą na rywalizację z najlepszymi na świecie.
ZOBACZ TAKŻE: Siedmiokrotna mistrzyni olimpijska rozpoczyna karierę w... gastronomii. To legenda sportu
W sobotę w Wałczu swoje ostatnie przedsezonowe zgrupowanie rozpoczęły polskie kajakarki. – Poprzednie zgrupowania klimatyczne były dość owocne, ale to już czas, by zawitać do Wałcza na końcówkę przygotowań. Dziewczyny powolutku nastawiają się na rywalizację, na pewno są ciekawe swoich możliwości i chcą się sprawdzić na tle koleżanek. Na dwóch ostatnich zgrupowaniach we Włoszech były wstępne przymiarki, odbyliśmy parę sprawdzianów pod kątem sprawdzenia przygotowania kondycyjnego poszczególnych zawodniczek, ale najważniejszy test nadejdzie na konsultacjach w Wałczu – mówi Zbigniew Kowalczuk, trener seniorskiej reprezentacji Polski kajakarek, który w ostatnich tygodniach sprawdzał warianty osad, jakie mogą reprezentować nasz kraj w najbliższych Pucharach Świata w Szeged i Brandenburgu w konkurencji K-2 500 m. W poprzednim sezonie wzorowo przebiegała współpraca między Martyną Klatt a Anną Puławską, która finalnie doprowadziła je do złota MŚ w Mediolanie i ME w Racicach. Bardzo możliwe, że mistrzowska para zostanie zachowana i stanie do walki o obronę tytułów. Najpierw czekają nas jednak regaty konsultacyjne w Wałczu, po których trenerzy uzyskają odpowiedź, jak w warunkach startowych u progu sezonu radzą sobie poszczególne zawodniczki.
– W Sabaudii sporadycznie schodziliśmy na dwójki. Niektóre osady były złożone wedle mojej koncepcji, a część z nich była efektem rozmów z dziewczynami. Wychodzę z założenia, że skoro mamy mistrzynie świata i Europy, to przede wszystkim musimy poszukać dwójki, która mogłaby nawiązać równorzędną rywalizację z Anią i Martyną. Wypróbowaliśmy parę wariantów, ale obecnie wydaje się, że ciężko będzie sprostać osadzie Klatt/Puławska. Poza dobrym zgraniem jednym z podstawowych elementów skuteczności osady jest indywidualny poziom zawodniczek. Jeśli któraś z nich znacząco obniżyłaby loty, to z pewnością taka dwójka stanęłaby pod znakiem zapytania, ale tak się nie dzieje. Zarówno Ania, jak i Martyna nie mają obniżki formy, więc są solidne podstawy, aby dalej na nie stawiać – podkreśla Kowalczuk, który ma już w głowie wstępne koncepcje czwórek na pierwsze Puchary Świata w Szeged i Brandenburgu. – Na pewno planujemy wystawić dwie czwórki. W głowie mam pewne wstępne koncepcje, również ze szlakowymi, natomiast dużą podpowiedzią dla mnie będą wyniki
podczas regat konsultacyjnych – zaznacza szkoleniowiec seniorskiej reprezentacji Polski kajakarek.
W Portugalii do konsultacji w Wałczu i kolejnych regat szykują się polscy kajakarze. Seniorska kadra narodowa, która od jesieni 2021 roku jest prowadzona przez trenera Ryszarda Hoppego, jest skupiona na osiąganiu w najbliższych miesiącach jeszcze lepszych wyników niż w poprzednich latach. Szkoleniowiec zapewnia, że forma poszczególnych reprezentantów jest wyższa niż rok temu o tej porze, a każdy z nich mniej więcej w równym stopniu poprawił swoje czasy z poprzedniego sezonu. Dużym problemem jest natomiast nieobecność jednego z filarów kadry.
– Z problemami zdrowotnymi zmaga się Kuba Stepun, chwilowo jest wyłączony z treningów i wiadomo już, że zabraknie go podczas regat konsultacyjnych w Wałczu, a także na pierwszych PŚ. To wielka strata dla naszej reprezentacji, bo jego walory i doświadczenie w kontekście budowy dwójek i czwórek z pewnością by nam się przydały. Mamy świadomość, że od pierwszych startów trzeba bardzo mocno pływać i cały czas skupiamy się na doborze odpowiednich osób wokół nowych szlakowych, czyli Aleksa Boruckiego i Valeriego Vicheva – tłumaczy trener Hoppe.
Borucki w ubiegłym roku przebojem wdarł się do pierwszej reprezentacji kajakarzy. Niespełna 20-letni zawodnik KKW 1929 Kraków, który licznie zdobywał medale MŚ i ME na etapie juniorskim, bez kompleksów wszedł w seniorskie buty i znakomicie radził sobie w rywalizacji z dużo bardziej doświadczonymi kajakarzami. Na ME w Racicach, w parze z Vichevem zajął szóste miejsce w finale konkurencji K-2 500 m, a miesiąc później na MME w Pitesti wspólnie zdobyli złoto w dwójce na dystansach 500 i 1000 m. W ostatnich miesiącach Borucki borykał się z problemami zdrowotnymi. Jesienią zawodnik przeszedł rekonstrukcję więzadeł krzyżowych, ale już w lutym dołączył do treningów z resztą kadrowiczów.
– Wydaje mi się, że powoli wszystko wraca do normalności, na wcześniejszą ścieżkę. To była złożona kontuzja, której swoją drogą nikomu nie życzę. Kiedyś do takich kwestii podchodziłem z dystansem, ale powrót do sprawności po urazie nie jest taki prosty, jak się wydaje. Po kontuzji przewidywano, że przez 9-12 miesięcy mogę być poza sportem. Wróciłem bardzo szybko, ale kosztowało mnie to dużo pracy, cierpliwości i determinacji, żeby startować już w tym sezonie – opowiada Borucki. – Dużo przygotowywałem się na rowerze stacjonarnym, kiedy chłopacy byli w Szczyrku i później w Afryce. Wiadomo, że tak szybko nie osiągnę wydajności nogi na poprzednim poziomie, ale staram się tego nie analizować i na każdym treningu daję z siebie tyle, ile mogę – dodaje.
Ewentualne pucharowe starty Boruckiego w roli szlakowego nie będą nowością dla samego zawodnika. – W kadrach juniorskich, w 2022 r. zajęliśmy piąte miejsce na MŚJ, a rok później, jak pełnoprawnie stałem się juniorem, również szlakowałem czwórce i wtedy byliśmy trzeci na MŚJ. Wiem, z czym to się wiąże, ale oczywiście mam świadomość, że seniorskie pływanie troszeczkę się różni od juniorskiego. Wydaje mi się, że jednak jestem na to gotowy i odnajdę się w tej roli – wskazuje 20-latek, który mimo krótszych przygotowań z kadrą narodową nie odczuwa, aby jego forma odbiegała od dyspozycji kolegów z reprezentacji. – Czuję, że jestem na takim samym poziomie, co koledzy. Mieliśmy sprawdziany w marcu, które pokazały, że wcale nie widać po mnie, że jestem po kontuzji. To efekt tego, że rzuciłem wszystko na jedną kartę, żeby jak najszybciej wrócić. Kosztowało mnie to strasznie dużo pracy, ale dobrze, że ta praca przynosi rezultaty – dodaje Borucki.
Główną imprezą sprinterów w tym sezonie będą mistrzostwa świata w Poznaniu (26-30 sierpnia), na których będzie można zdobyć najwięcej punktów do rankingu olimpijskiego. Zawodnicy zgodnie podkreślają, że start przed własną publicznością na poznańskiej Malcie będzie czymś wyjątkowym.
– Z zawodami międzynarodowymi w Poznaniu mam dość dobre wspomnienia. Na Turnieju Nadziei Olimpijskich na Malcie wygrałem wszystko trzy konkurencje jedynek na 200, 500 i 1000 m. Bardzo dobrze zapatruję się na MŚ w Poznaniu – dopowiada Borucki, który w każdym kolejnym sezonie chce być lepszą wersją siebie sprzed roku. – Wiem, że dużo osób obserwuje mnie i interesowało się moimi problemami zdrowotnymi, dlatego chcę też pokazać, że nawet jeśli zdrowie czasami nie jest takie, jakbyśmy chcieli, to mimo przeszkód można osiągać duże rzeczy – kończy zawodnik.
Przejdź na Polsatsport.pl
