Zbigniew Boniek z mocnym przekazem! "Robert Lewandowski nie może się na to obrażać"

- Trzeba sobie jasno powiedzieć i Robert nie może się tego wstydzić, nie może się na to obrażać: Lewandowski w Barcelonie jest dzisiaj rezerwowym zawodnikiem, jeśli wszyscy są do dyspozycji trenera Flicka, a przecież jeszcze nie było Raphinhi. Czyli w tak ważnym meczu zdrowy Robert Lewandowski nie wychodzi od pierwszej minuty na boisko! Coś to znaczy - powiedział nam Zbigniew Boniek.

Zbigniew Boniek w okręgu, obok niego fragment meczu piłki nożnej z zawodnikami Atletico i Barcelony.
fot. PAP
Zbigniew Boniek ocenia rewanżowe starcie Atletico z Barceloną w Lidze Mistrzów i grę Roberta Lewandowskiego

Michał Białoński, Polsat Sport: Rewanżowe starcie Ligi Mistrzów Atletico – Barcelona 1-2 okrzyknął pan najlepszym meczem w tym roku. Aż tak pana zachwyciło?

 

Zbigniew Boniek: Myślę, że pod względem emocji, szybkości, pressingu, zmian rezultatu, polemiki i przede wszystkim jakości, muszę powiedzieć, że w tym roku jeszcze takiego meczu nie oglądałem.

 

Jedni mówią, że sędzia znowu skrzywdził Barcelonę, zbyt pochopną czerwoną kartką dla Erica Garcii i brakiem rzutu karnego po faulu na Danim Olmo. Inni, jak Andres Iniesta, stwierdzili, że taktycznie Atletico przechytrzyło Barcę, która nie uczy się na swych błędach i znowu odpada z Ligi Mistrzów przez niestabilną, dziurawą defensywę. Faktycznie, już po 24 minutach Barcelona odrobiła straty z pierwszego meczu, ale już po sześciu minutach dała się skontrować, mając na wyjeździe wynik gwarantujący co najmniej dogrywkę.

 

To są dwie zupełnie różne teorie i sytuacje. Pierwsza to jest ocena gry Barcelony. Pierwsze pytanie jest takie: „Dlaczego Barcelona nie awansowała, pomimo że zagrała dwa dobre mecze”? Drugie, to jest ocena pracy sędziego, a tego nie można łączyć. Jeżeli chodzi o arbitra, to ja mówię tak: zawsze utyskuje strona przegrana. Nie wydaje mi się, żeby po rewanżu polemikę w sprawie sędziowania wywoływało Atletico Madryt. Zawsze jest tak, że w piłce polemizuje ten, kto przegrał.

 

ZOBACZ TAKŻE: Oto był trener i człowiek. Polska piłka nie była gotowa na Jacka Magierę

Zbigniew Boniek: Największym problemem Barcelony był brak Raphinhi

A jak pan ocenia te kontrowersje?

 

Mi się wydaje, że faulu na Olmo nie było. To była przepychanka, ale na koniec piłkę nogą wybił zawodnik Atletico, natomiast gdyby sędzia w tej sytuacji podyktował rzut karny, to też by się obronił. Ale to są rzeczy, które się mogą zdarzać w piłce.

 

Natomiast piłkarze Barcelony w obu meczach dostali czerwone kartki, bo grają bardzo wysoko w obronie, na granicy ryzyka i od czasu do czasu to przynosi negatywne skutki. Natomiast największym problemem Barcelony był brak Raphinhi w obu meczach. Mało kto o tym mówi, ale dziś jedynym zawodnikiem, który robi różnicę w Barcy nie jest ani Lewandowski, ani Yamal, którzy grał naprawdę dobry mecz, ani Ferran Torres, tylko właśnie Brazylijczyk. Raphinha jest zawodnikiem, którego trudno zastąpić, zawodnikiem konkretnym, szybkim, który w każdym meczu kreuje sytuacje i strzela bramki. Jego brak odbił się na grze Barcelony, ale i tak generalnie ona źle nie grała.

 

Czasami w takich meczach decydują niuanse. Wszyscy mówią o błędach sędziowskich, ale gdyby Araujo lub Lewandowski trafili do siatki po uderzeniach głową w końcówce, to mielibyśmy co najmniej dogrywkę.

 

Mecz był tak wyrównany, że ja bym bardziej pochwalił obydwie drużyny niż szukał dziury w całym. Oczywiście, jeżeli się nie awansuje, to można wyciągać wnioski w nieskończoność i każdy może mieć swoją teorię. Barcelona podobała mi się w obydwu meczach, grała bardzo ryzykownie, wysoko, ale trzeba ją pochwalić za zaangażowanie, chęci, a Atletico za podejście taktyczne do tego meczu. Proszę zwrócić uwagę, że Atletico podniosło się, przegrywając 0:2, który groził im dogrywką. Natomiast Barcelona grała dobrze, ale jednostajnie, równo: „Idziemy do przodu, idziemy do przodu, idziemy do przodu”. Bokser, który ciągle idzie do przodu, zawsze jest narażony na mocną kontrę. I Barcelona dostawała takie kontry.

Czy Robert Lewandowski pożegnał się z Ligą Mistrzów? Boniek: Byłoby przykro

Czy dla Roberta Lewandowskiego mógł to być ostatni mecz w Lidze Mistrzów? W 144 występach zdobył 109 goli, lepsi są tylko Cristiano Ronaldo ze 140 bramkami i Leo Messi ze 129 trafieniami.

 

Myślę, że tymi statystykami nikt się specjalnie nie interesuje. Pewnie, byłoby przykro, gdyby to był ostatni mecz Roberta w Champions League. Wiadomo, że Robert musi podjąć jakieś decyzje. Widziałem Ferrana Torresa, który zagrał od pierwszej minuty w tak ważnym meczu. Trzeba sobie jasno powiedzieć i Robert nie może się tego wstydzić, nie może się na to obrażać: Lewandowski w Barcelonie jest dzisiaj rezerwowym zawodnikiem, jeśli wszyscy są do dyspozycji trenera Flicka, a przecież jeszcze nie było Raphinhi. Czyli w tak ważnym meczu zdrowy Robert Lewandowski nie wychodzi od pierwszej minuty na boisko! Coś to znaczy.

 

Czy Bayern – PSG będzie przedwczesnym finałem Champions League?

 

Absolutnie się nie zgadzam, nie wiem, kto wymyśla takie rzeczy. To jest normalny półfinał. Nie można z góry zakładać, że Arsenal, bądź Atletico nie mogą wygrać finału. W zeszłym roku wielu uznawało za pewniaka Inter, który w finale przyjął od PSG 0:5.

Oczywiście, ja też uważam, że faworytem finały będzie zwycięzca dwumeczu Bayern – PSG, ale to wcale nie znaczy, że musi wygrać.

Zbigniew Boniek o błędzie Jana Bednarka: Takie mity sami tworzymy

W Lidze Europy mieliśmy przykrą przygodę Jana Bednarka, który na początku rewanżu Porto z Nottingham Forest wyleciał z boiska po brzydkim faulu na Woodzie, który doznał kontuzji. Prysł czas wielkiego polskiego tria z mocnego FC Porto, które uznało wyższość drużyny broniącej się przed spadkiem z Premier League. Jakub Kiwior nie podniósł się z ławki rezerwowych, a Oskar Pietuszewski nie został nawet zgłoszony do fazy pucharowej Ligi Europy.

 

Rzeczywiście, ta interwencja Bednarka w ogóle nie była potrzebna. To nie działo się pod bramką, Wood nie miał okazji strzeleckiej. Początek meczu, nie ma zagrożenia, więc trzeba bardziej używać głowy. W takim meczu trzeba być zimnym jak kobra, szczególnie gdy grasz na środku obrony. Janek popełnił błąd, po analizie VAR kwalifikował się on do pokazania czerwonej kartki.

 

Natomiast co do mitu, czy czaru wielkiego polskiego tria w FC Porto, my takie opowieści sami tworzymy. Nie dziwmy się później, że nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością.

 

W Lidze Europy na placu boju zostały: SC Freiburg, Aston Villa, Braga i Nottingham. Dwa zespoły z Premier League.

 

W zeszłym roku do ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Anglii przebiły się tylko Arsenal i Aston Villa i wszyscy mówili o kryzysie Wyspiarzy. Za to Liga Europy była ich wewnętrzną rozgrywką, bo w finale zmierzyły się Manchester United i Tottenham. Teraz do finału może się przebić tylko jeden angielski zespół, bo Notthingam trafiło na Aston Villę. Prawda jest taka, że jak się zaczyna poważna piłka, to dominują drużyny z topowych czterech-pięciu krajów. Inne nie dochodzą tak wysoko. Dlatego niezmiennie mamy w tych bataliach drużyny angielskie, niemieckie, hiszpańskie i francuskie.

 

Podejrzewam, że w tym roku zaczną się opowieści o kryzysie piłki hiszpańskiego, bo Real, Barcelona, Betis Sewilla i Celta Vigo odpadły, a do półfinałów przebiły się tylko Atletico i Rayo Vallecano w Lidze Konferencji.

Zbigniew Boniek o pożegnaniu Jacka Magiery

W czwartkowe południe polska piłka wstrzymała oddech, by oddać hołd Jackowi Magierze. Takiego pożegnania, z głową państwa, wierchuszką PZPN-u, selekcjonerem Janem Urbanem i kapitanem Robertem Lewandowskim dawno nie było. Ale trener Magiera zasłużył chyba na takie honory jak mało kto?

 

Śmierć Jacka była tak nagła, tak nieprzewidywalna, że wstrząsnęła wszystkim. Jacek był przecież w sile wieku, nie miał nawet 50 lat, więc można go było określić wciąż młodym trenerem. Jego odejście naprawdę wszystkich zaskoczyło. Do tego jego osobowość, człowieka spokojnego, zrównoważonego, niezwykle inteligentnego, wrażliwego spowodowała, że rzeczywiście cała Polska piłka się troszeczkę zatrzymała. Życie idzie do przodu, dzisiaj już każdy myśli o swoich problemach. A to, co mnie najbardziej boli, to fakt, iż dla nas to był smutny tydzień, a dla wdowy po Jacku – pani Magdy, dzieci – Małgosi i Janka konsekwencje pozostaną niestety na bardzo długo. Trzeba żyć bez ojca cały czas i to boli. Trzeba się podnieść, trzeba być twardym, trzymam za nich kciuki. Podkreślam jeszcze raz, śmierć Jacka strasznie wszystkich zaskoczyła, że tak powiem, ucięła nam nogi.

 

PZPN planuje wesprzeć finansowo rodzinę Jacka Magiery. To dobry ruch prezesa Cezarego Kuleszy. 

 

Uważam, że PZPN bardzo pomógł w organizacji pogrzebu, pan Leśnodorski również się do tego przyczynił, natomiast PZPN jest tak wielką i mocną organizacją, że zarząd może spokojnie zdecydować, iż np. 50 procent pensji Jacka Magiery zasila konto wdowy po nim tak długo jak Jan Urban jest selekcjonerem. Wydaje mi się, że nikt by się na takie rozwiązanie nie obraził, a rodzinie pozwoliłoby na ułożenie życia na nowo. Trzymam kciuki, aby najbliższym Jacka wszystko się jak najlepiej układało. Mam nadzieję, że Janek przebije się do poważnej piłki tak jak jego ojciec.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie