Na Łazienkowskiej „zimna wojna” trwa od kilku miesięcy. Ogień, który za kurtyną płonął przez długi czas, ujrzał światło dzienne na początku października ub.r., gdy konflikt właścicieli opisał „Przegląd Sportowy”. Spór dotyczył m.in. strategii i długoterminowej wizji rozwoju drużyny, sposobu dysponowania budżetem, w tym środkami zarobionymi na awansie do Ligi Mistrzów, czy organizacji pracy klubu.

Meksykański standoff

Dzień po dniu buchały kolejne płomienie pożaru: najpierw Leśnodorski potwierdził zatarg na antenie stacji Eleven, w odpowiedzi Mioduski przyznał w nc+, że jako większościowy udziałowiec złożył formalny wniosek o odwołanie zarządu Legii (w skład, którego wchodzą prezes Leśnodorski i wiceprezes Jakub Szumielewicz). 9 października opublikował też oświadczenie, w którym poinformował, że „nie ma obecnie realnej kontroli nad spółką” i wycofuje się z bieżącej działalności klubu do czasu rozwiązania sporu.

W kolejnych tygodniach, niczym w meksykańskim standoffowie, żaden z właścicieli nie był w stanie wykonać kroku kończącego wyniszczający spór. W uprzywilejowanej sytuacji był Mioduski, posiadacz 60 proc. legijnych akcji (w styczniu 2014 roku, gdy związał się z Legią, nabył 80 proc.; następnie we wrześniu tego samego roku 20 proc. akcji odkupił Maciej Wandzel; ostatnie 20 proc. posiada Leśnodorski – przyp. aut.). Absolwent Harvardu jako jedyny ma wynikającą z umowy możliwość wykupienia rywali. Duet Leśnodorski-Wandzel jednak ani myślał o sprzedaży swojego pakietu. Konflikt się przeciągał, więc w listopadzie Mioduski miał zaproponować rozwiązanie sytuacji za pomocą licytacji systemem Vickrey’a, znanym też jako „aukcja drugiej ceny”. Zainteresowani mieliby złożyć pisemne, tajne oferty w zalakowanych kopertach. Klub przejąłby ten, kto zapłaciłby najwięcej.

Ile za Legię?

Nowina o propozycji ujrzała światło dzienne na początku grudnia. Jak dowiedział się Polsatsport.pl po miesiącu negocjacji współwłaściciele doszli w końcu do porozumienia ws. sposobu licytacji.

Według naszych informacji w ciągu dwóch najbliższych tygodni ma zostać podpisana umowa dotycząca procedur, według których klub w pełni trafi albo w ręce Mioduskiego, albo Leśnodorskiego/Wandzla. W tej chwili udziałowcy aktywnie poszukują inwestora, który umożliwi im sfinansowanie transakcji. Jeżeli dokumenty zostaną parafowane, pod koniec lutego w Warszawie odbędzie się owa licytacja. Wtedy też dowiemy się, kto zostanie starym-nowym właścicielem Legii.

Obie strony konfliktu deklarują dziś chęć pozostania na Łazienkowskiej, więc największą tajemnicą jest oczywiście cena, jaką będzie trzeba zapłacić za samodzielną władzę. Według nieoficjalnych informacji za przejęcie Legii Mioduski i Leśnodorski zapłacili grupie ITI 40 mln zł. Reszta miała zostać wypłacona w ratach. Całkowita kwota nigdy nie została jednak ujawniona. W roku 2017 dzięki pieniądzom uzyskanym za awans do Champions League,  budżet Legii ma wynieść jednak aż 250 mln zł, czyli dwukrotnie więcej, niż kilka lat temu. To sprawia, że za mistrzów Polski będzie trzeba wyłożyć zapewne więcej, niż w 2014 r. Ile? Wiele wskazuje, że to okaże się już pod koniec lutego.