Do soboty Manchester City miał na koncie piętanście wygranych z rzędu i apetyt na śrubowanie rekordu. Rywalem w 18. kolejce Premier League był Tottenham, który był bardzo komplementowany przez Pepa Guardiolę. Hiszpański menedżer był zdania, że "Spurs" zawsze pozostają wierni swojej filozofii i zawsze dążą do strzelania kolejnych goli.

Mimo że na Etihad Stadium spotkały się z pozoru dwie równe drużyny, to po raz kolejny Manchester City pokazał, że na Wyspach Brytyjskich nie ma nich mocnych. A przecież w tym hitowym meczu nie wystąpił znajdujący się ostatnio w wybitnej formie David Silva. I bez niego "Obywatele" pokazali klasę, pewnie wygrywając 4:1. Nie dość, że gospodarze byli lepsi, to jeszcze sprzyjało im wyjątkowe szczęście.

Strzelanie rozpoczął Ilkay Guendogan, który znalazł się kompletnie niepilnowany po wykonanym rzucie rożnym. Później swojego gola dorzucił Kevin de Bruyne, a rzutu karnego nie wykorzystał Gabriel Jesus. To nie wpłynęło źle na gospodarzy, bo za chwilę piękną akcję wykończył Raheem Sterling. Anglik w końcówce zdobył też drugą bramkę, otrzymując prezezent od Erika Diera.

W ostatniej akcji meczu honorowego gola dla Tottenhamu strzelił Christian Eriksen.

Manchester City - Tottenham 4:1 (1:0)

Bramki: Guendogan 14, De Bruyne 70, Sterling 80, 90 - Eriksen 90+3.

Manchester City: Ederson - Walker, Otamendi, Mangala, Delph - De Bruyne, Fernandinho, Guendogan (83 Foden) - Sterling, Aguero (58 Jesus), Sane (85 Bernardo Silva).

Tottenham: Lloris - Trippier, Dier, Vertonghen, Rose (89 Davies) - Dembele, Winks - Eriksen, Alli (84 Sissoko), Son (77 Lamela) - Kane.

Żółte kartki: Otamendi, Delph - Kane, Dembele, Alli, Sissoko.