Geoff Bent, Roger Byrne, Eddie Colman, Duncan Edwards, Mark Jones, David Pegg, Tom Taylor, Liam Whelan, sekretarz klubu Walter Crickmer i trenerzy Tom Curry, Bert Whalley - to nazwiska piłkarzy i działaczy Manchesteru United, ofiar katastrofy lotniczej w pobliżu Monachium.

Zespół "Czerwonych Diabłów" tamtego dnia wracał do kraju po meczu z Crveną Zvezdą Belgrad. Po remisie 3:3 Manchester awansował do półfinału rozgrywek.

Samolot Airspeed AS.57 Ambassador 2 linii British European Airways, który wylądował w Niemczech, żeby uzupełnić zapas paliwa rozbił się podczas trzeciej próby startu. W katastrofie zginęły 23 osoby - oprócz piłkarzy, trzech pracowników klubu, ośmiu dziennikarzy, dwóch członków załogi i dwóch innych pasażerów.

W 60. rocznicę tragedii środowisko sportowe oddało hołd zmarłym. "Nigdy was nie zapomnimy" - napisano na stronie klubu.

Katastrofę przeżył m.in. znany menedżer Matt Busby, którego rannego znaleziono obok maszyny. Szczęście miał także Bobby Charlton, którego z samolotu wyciągnął Harry Gregg. Osiem lat później Charlton został mistrzem świata. Tytuł zadedykował wtedy kolegom z drużyny, którzy zginęli w Monachium.

Dwóch piłkarzy, którzy przeżyli tragedię, nigdy później nie wyszło już na boisko. Nie było zbiorowego pogrzebu, gdyż nie chciały tego rodziny.

Policyjne śledztwo wykazało, że przyczyną katastrofy nie był wcale błąd kapitana Kennetha "Kena" Raymenta, którego o to początkowo oskarżano. Dochodzenie ujawniło, że maszyna nie mogła się oderwać z powodu bardzo złych warunków atmosferycznych. Pas startowy pokryty był błotem pośniegowym znacznie ograniczającym prędkość, przez co maszyna uderzyła w stojący w pobliżu budynek.