Trener Lisowski przyznał, że w najbliższej przyszłości złotą sztafetę czeka kilka ważnych startów, jak mistrzostwa Europy w Belinie, ale najważniejsze są igrzyska.

- Teraz się cieszymy, świętujemy sukces, ale trzeba już myśleć o przyszłości. Naszym kolejnym celem jest medal na igrzyskach i wszystko już tak planujemy, aby być tam w jak najlepszej formie. Mamy już rozpisany plan pracy na Tokio, a także zarezerwowane miejsca na zgrupowania, aby mieć jak najlepsze warunki. Po drodze będą jeszcze ważne starty, ale igrzyska, to igrzyska, są najważniejsze – przyznał.

Szkoleniowiec zdradził, że sami zawodnicy też doskonale zdają sobie sprawę, że sukces w Birmingham, to dopiero początek, a celem jest sukces za dwa lata w Tokio.

- Rozmawiałem z nimi i powiedzieli mi, że zamieniliby ten złoty medal halowych mistrzostw świata i rekord świata za medal na igrzyskach. Może to być nawet brązowy. Mistrzostwa świata, czy Europy są ważne, medale tam zdobyte też cieszą, ale najważniejsze zawsze były igrzyska. Dlatego wszystko teraz podporządkujemy, aby i tam stanąć na podium – dodał.

Lisowski, razem z trzema biegaczami z Wrocławia którzy wchodzili w skład mistrzowskiej sztafety – Jakubem Krzewiną, Łukaszem Krawczukiem (obaj Śląsk Wrocław) i Rafałem Omelko (AZS AWF Wrocław) – po sukcesie w Birmingham dostali od marszałka województwa dolnośląskiego nagrody pieniężne (zawodnicy po 10 tysięcy złotych, trener 5 tysięcy). Docenione zostały również srebrne medalistki mistrzostw w sztafecie kobiet 4x400 m Joanna Linkiewicz (AZS AWF Wrocław) i Natalia Kaczmarek (AZS AWF Wrocław) oraz ich trener Marek Rożej (zawodniczki dostały po 6 tysięcy złotych, trener 5 tysięcy).

- Bardzo się cieszymy z tego medalu, ale sukces chłopców przyćmił nasz wynik. Ale nie ma się co dziwić, bo zrobili coś bardzo wielkiego – przyznała z uśmiechem Kaczmarek.

Krzewina natomiast stwierdził, że chociaż od finałowego biegu minęło już kilka dni, jeszcze nie do końca dociera do niego, co osiągnęli. - Nie miałem nawet czasu spokojnie sobie przeanalizować ten start. W czwartek wylatuję na zgrupowanie i chyba dopiero w samolocie będę miał trochę spokoju. Chcieliśmy w Birmingham poprawić rekord Europy, ale nie spodziewaliśmy się, że pobijemy rekord świata. Radość była ogromna, ale trzeba już zakończyć świętowanie, zejść na ziemię i wziąć się do pracy – dopowiedział.