ONICO długo plasowało się w czołówce w fazie zasadniczej, ale słabsze wyniki w ostatnich kilku kolejkach sprawiły, że do miejsca w najlepszej szóstce rozgrywek zabrakło mu punktu. Stołecznemu zespołowi, który za cel na ten sezon miał postawiony właśnie znalezienie się w tym gronie, pozostała wówczas tylko walka o siódmą lokatę. W pierwszym pojedynku z Cuprum Lubin stołeczna ekipa wygrała 3:1, ale w poniedziałkowy wieczór w hali Torwar przegrała w takim stosunku, a następnie uległa przeciwnikom w złotym secie 16:18.

 

"Myślę, że ten mecz był taki, jak ten sezon. Ten ostatni set był taki, jak cały ten sezon. Czyli na początku Lubin nam uciekł tak, jak rywale w tabeli na początku rozgrywek. Potem goniliśmy, dogoniliśmy, przegoniliśmy i mieliśmy swoje szanse, ale w końcówce byliśmy minimalnie gorsi. To jest chyba najlepsze podsumowanie całego sezonu, nie tylko tego meczu i złotego seta" - podkreślił w rozmowie z dziennikarzami Wrona.

 

Jak dodał, on i jego koledzy są bardzo rozczarowani takim przebiegiem wydarzeń w zakończonych już dla nich rozgrywkach.

 

"Boli nas to, bo na pewno marzyliśmy, by ugrać coś więcej. Gdzieś tam się może zagapiliśmy w pewnym momencie i ta szóstka nam uciekła. Mamy nauczkę - cały klub, zawodnicy, sztab. Wyciągniemy na pewno wnioski przed kolejnym sezonem. Teraz wakacje, możemy zresetować głowy. Ale przerwa na pewno szybko zleci i niedługo widzimy się ponownie na Torwarze" - zaznaczył.

 

Kapitan warszawskiej drużyny przyznał, że w poniedziałek na pierwszym planie bardziej niż walka o siódmą lokatę był pożegnalny mecz kończącego karierę przyjmującego ONICO Guillaume'a Samiki.

 

"Bardziej chcieliśmy się cieszyć tymi ostatnimi chwilami na boisku Samika. Cieszyć się, że mieliśmy tutaj zaszczyt razem z nim grać. Chcieliśmy wygrać oczywiście dla kibiców, ale też dla niego, żeby pozytywniej trochę zakończyć jego karierę. Marzył się jemu i nam medal, ale nie udało się" - podsumował.

 

Wrona wychwalał wieloletniego reprezentanta Francji, który w stołecznej ekipie spędził trzy sezony, a w przeszłości występował też m.in. w drużynach Jastrzębskiego Węgla (2008/09) i Zaksy Kędzierzyn-Koźle (2011/12) oraz AZS Częstochowa (2014/15).

 

"Jest przede wszystkim świetnym człowiekiem, genialnym kompanem do rozmów, do treningu, tak naprawdę do wszystkiego. Będzie go u nas bardzo brakowało w drużynie. Był tutaj takim naszym trochę ojcem i przywódcą. I może ja byłem kapitanem, ale Samik zawsze mnie wspierał i on prowadził tę drużynę. Ludzi z tak wielkim sercem do sportu jak on spotkałem bardzo niewielu. Do dzisiejszego dnia to niedościgniony wzór i wszyscy - młodzi i starsi zawodnicy - powinni z niego brać przykład. Zasłużył, żeby odchodzić, kończąc medalem, najlepiej złotym i to przy pełnej hali" - zaznaczył środkowy warszawskiego zespołu.

 

Wraz z resztą kolegów z drużyny wręczył po zakończeniu ostatniego w karierze pojedynku Samice koszyk z bagietkami. Zaproszono też na środek saksofonistę, który zagrał specjalnie dla 36-letniego Francuza utwór "My Way" spopularyzowany przez Franka Sinatrę. Wyświetlono też film z życzeniami i gratulacjami od kolegów z boiska, rywali i trenerów. Doświadczony siatkarz oglądał go, trzymając w ramionach niespełna roczną córeczkę Justine.

 

Samikę docenili też rywale. Łukasz Kaczmarek, który otrzymał w poniedziałkowy wieczór statuetkę MVP, wręczył ją od razu Francuzowi.

 

"Podczas tej całej uroczystości miałem łzy w oczach. Przed moim ostatnim spotkaniem spałem dobrze, ale decyzja o zakończeniu kariery nie była łatwa" - powiedział Samica, który wyjątkowo tego dnia był kapitanem ONICO.

 

Pełniący tę rolę w Cuprum Michał Masny przyznał, że kluczem do poniedziałkowego zwycięstwa jego zespołu był brak presji.

 

"Zagraliśmy bez spinania się i gra się po prostu kleiła. Zagraliśmy dobry mecz. Wiadomo, że chce się wygrać każde spotkanie, ale tak naprawdę ten dwumecz z ONICO nie miał jakiegoś wielkiego znaczenia. Bo powiedzmy sobie szczerze - to, czy zajmie się siódme, czy ósme miejsce, jest bez większej różnicy. Teraz przed nami długi, zasłużony odpoczynek" - zaznaczył.