Wisła ma 25 mln złotych długów (13 mln jeszcze z czasów Bogusława Cupiała) i właściwie jest bankrutem. Piłkarze i trenerzy nie dostają pensji od połowy lipca. Wystawiają klubowi faktury, odprowadzają podatki, opłacają ubezpieczenie, ale pieniędzy nie oglądają. Większość żyje z pożyczek. Niezależnych finansowo jest niewielu (Marcin Wasilewski, Paweł Brożek) i nie ma możliwości, aby wytrwali dłużej niż do końca rundy w grudniu.

 

Ostatnia obietnica wypłacenia pensji za jeden miesiąc pod koniec listopada też nie została dotrzymana. Mało tego, pracownicy klubu mają przeświadczenie, że zaległych pieniędzy mogą już nie otrzymać, jeśli nie znajdzie się inwestor i klub zostanie postawiony w stan upadłości. 

 

Jak na sytuację organizacyjną, drużyna gra świetnie. Nie wygląda jak bezdomny pies, ale dzielnie walczy, prezentując się jako jeden z najciekawszych zespołów w Ekstraklasie i zajmując szóste miejsce w tabeli. Nie jest żadną tajemnicą, że zawodnicy i trenerzy traktują obecnie swoją grę jak okno wystawowe. To nie jest przypadek, że lepiej wyglądają w starciach przeciwko klubom, w których mogą niebawem znaleźć zatrudnienie.

 

Małopolski Związek Piłki Nożnej zaapelował do prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego o pomoc: „Sytuacja jest skrajnie krytyczna i nie gwarantuje możliwości rywalizowania w Ekstraklasie...” - czytamy w specjalnej uchwale z czwartku.

 

Tyle, że ratunku ze strony miasta raczej nie będzie, bo Wisła jest spółką, a nie stowarzyszeniem i raczej nie będzie podstaw, aby przelewać miejskie pieniądze na jej konto. Tym bardziej, że są poważne uwagi co do transparentności działań obecnych władz Wisły w ostatnich latach, a określanie ich reputacji nadszarpniętą jest najłagodniejszym z możliwych.

 

Reasumując, jesteśmy w przededniu jednej z największych kompromitacji polskiej piłki w 2018 roku. Bo taką byłoby wycofanie w trakcie rozgrywek jednej z jej najlepszych drużyn i upadek jednego z najbardziej renomowanych polskich klubów w historii. A zrzucenie całej winy wyłącznie na obecnych nieudolnych działaczy Wisły byłoby uproszczeniem. To będzie większy wstyd niż klęska reprezentacji na mundialu czy kompromitacja naszych przedstawicieli latem w europejskich pucharach.