Zaskakujące słowa eksperta o Świątek. Jest też pytanie o jej współpracę z Fissettem

- Mam mieszane uczucie – mówi nam Tomasz Tomaszewski, gdy po przegranym Australian Open pytamy o dalszą współpracę Igi Świątek z trenerem Wimem Fissettem. - Wprawdzie wygrała z nim mój ukochany Wimbledon, ale mam wrażenie, że Tomek Wiktorowski, upraszczając jej tenis, wnosił dużo więcej – analizuje ekspert tenisa w Polsacie Sport.

Trener Wim Fissette i Iga Świątek na korcie tenisowym.
fot. PAP
Co dalej ze współpracą Świątek - Fissette?

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Co można powiedzieć o formie Igi Świątek po Australian Open? Wielu ekspertów liczyło na jej wygraną, a Polka pokazała oblicze znane z United Cup, gdzie miała problem z topowymi rywalkami.

 

Tomasz Tomaszewski, ekspert tenisa w Polsacie Sport: Rzeczywiście ten początek sezonu u Igi Świątek może trochę rozczarowywać. Sam spodziewałem się po Australian Open czegoś więcej.

 

Dlaczego nie wyszło?

 

Na pewno trzeba podkreślić, że Rybakina jest tenisistką wybitną i w meczu z Igą znakomicie wykorzystała swoje atuty. Zresztą wygrała cały turniej, a w finale pokonała najlepszą od dwóch lat Arynę Sabalankę.

 

Niedosyt jednak jest.

 

Nasuwają się bowiem pytania. Choćby o to, jak funkcjonuje współpraca naszej tenisistki z trenerem Wimem Fissettem. Czy ona się go słucha?

 

Jaka jest według pana odpowiedź?

 

Nie do końca widać na korcie reakcję na jego wskazówki. To widać zwłaszcza wtedy, kiedy Iga przegrywa. Wtedy zaczynają się problemy. Ona nie potrafi, a to jest ważne w przypadku tenisistki tej klasy, zmienić taktyki, gdy wymaga tego sytuacja. Tu chodzi między innymi o rytm gry. Często w takich sytuacjach Iga gra jeszcze szybciej, jeszcze mocniej, jakby się gdzieś spieszyła. Choć prosiłoby się, żeby właśnie wtedy zwolniła i pokazała coś innego, plan B.

 

To jest na pewno jakiś materiał do analizy i przemyśleń.

 

Wokół Igi jest zawsze jakaś taka aura tajemnicy. Ona jest bardzo wrażliwa, przy tym inteligentna, a jej postawa na korcie łączy się z tym, co określilibyśmy mianem psyche. Jestem jednak spokojny o jej karierę na dłuższym dystansie. Ma dopiero 24 lata i wierzę, że najlepsze ma wciąż przed sobą. I jeszcze wygra niejeden turniej wielkoszlemowy.

 

Wróćmy jednak raz jeszcze do trenera Fissette.

 

Mam mieszane uczucie. Wprawdzie wygrała z nim mój ukochany Wimbledon, ale mam wrażenie, że Tomek Wiktorowski, upraszczając jej tenis, wnosił dużo więcej.

 

Co to znaczy?

 

Na razie to takie luźne myśli. Oczywiście te najbliższe miesiące dadzą nam pełniejszy obraz sytuacji. Sam jestem ciekaw, jak to się rozwinie. Dajmy sobie czas do Rolanda Garrosa.

 

Ciekawe słowa powiedziała Iga Świątek na konferencji. Chodzi o to, że chce grać mniej.

 

To mądre, że chce oszczędzać swoje ciało. Będzie też miała więcej czasu na treningi, rozwinięcie swoich umiejętności, taktyki, by jeszcze lepiej wykorzystywać swoje nieprzeciętne atuty.

 

A co z trenerem Fissettem?

 

Na razie nic. Za wcześnie na jakieś daleko idące wnioski. Szczerze mówiąc, nad tą współpracą zastanawiałem się przed Wimbledonem, ale kiedy wygrała w tak fantastycznym stylu, to ogarnęła mnie wielka radość. Zrozumiałem, że myliłem się co do Fissette'a. Teraz moje wątpliwości co do funkcjonowania tego duetu wracają. Iga nie jest już postrachem dla tych najlepszych, Gauff, Rybakiny czy Sabalenki. Pewnie one znalazły klucz. To zawsze powinno skłaniać do refleksji.

 

Co dalej?

 

Być może, co bardzo prawdopodobne, że Iga nie będzie już nigdy tak dominować kobiecego tenisa, jak to miało miejsce w latach 2023-2025. Ale nawet, pomimo tego może ciągle dołączyć do największych postaci w historii tenisa. Ma już na koncie sześć tytułów mając 24 lata.

 

Jakieś konkluzje?

 

Poczekałbym do marca, pamiętając o tym, że Iga Świątek jest najlepszą tenisistką w historii polskiego sportu. Dajmy jej wsparcie, cieszmy się z tego, co jest i pamiętajmy jej największe triumfy.

 

A co jeśli chodzi o Hurkacza? W odróżnieniu od Świątek zachwycił w United Cup, a w Australian Open już nie było tak różowo.

 

Hubert faktycznie zaskoczył. W United Cup wygrywał z zawodnikami z TOP10, a w szlemie odpadł w drugiej rundzie z niezbyt wysoko notowanym rywalem. Nie wiem jednak, co zdecydowało. Być może chodziło wyłącznie o to, że po tak długiej przerwie i tak intensywnym graniu, jakie miał Hurkacz w United Cup, nastąpiło wahanie formy, które przesądziło o porażce z Quinnem.

 

Szkoda jednak tego wszystkiego, bo ten obrazek, który dostaliśmy przed Australian Open był zwyczajnie piękny.

 

Ja też ogromnie się cieszyłem z jego formy na United Cup. To było coś porywającego. Ten mecz ze Zverevem, kiedy wrócił po tak długiej przerwie, po tylu miesiącach pauzy i zagrał wspaniale, pokonał trzecią rakietę świata. I to jeszcze w jakim stylu. Wydawało się, że to Hurkacz jeszcze lepszy niż przed tą przerwą. Poprawił kilka elementów, w tym wspaniałą pracę nóg. Grał na nieprawdopodobnym luzie. To był maestro Hurkacz. W zasadzie cały United Cup był dla Hurkacza wspaniały. Po raz pierwszy wyszedł z cienia Igi Świątek, zagrał główną rolę i poprowadził Polskę do zwycięstwa.

 

I w kontekście tych wyników liczyliśmy na coś więcej w Australian Open.

 

I pierwszy mecz z Griekspoorem był dobry. To dawało nadzieję. Zwłaszcza że rywal w drugiej rundzie nie był z górnej półki. Niestety nie wyszło.

 

Co teraz?

 

Patrząc na Djokovica można powiedzieć, że jeśli Hurkaczowi dopisze zdrowie, to przed nim jeszcze wiele lat dobrego grania. Ten sezon będzie jednak dla Huberta bardzo ważny. Czekam na amerykańskie turnieje w Indian Wells i w Miami. Przedtem zagra w Dubaju. Hurkacz jest tenisistą z olbrzymim potencjałem. Warunki, styl, serwis i talent do pracy. Życzę mu z całego serca, żeby się jeszcze rozwinął.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie