I choć w naszym kraju kabaddi nadal jest sportem egzotycznym, to w Azji - przede wszystkim w Azji Południowo-Wschodniej, Japonii i Iranie - cieszy się ogromną popularnością. Polska jako jeden z dwóch krajów europejskich otrzymała szansę występu na MŚ w Indiach. Grono reprezentacji Starego Kontynentu uzupełniła Anglia. Najwięcej przedstawicieli - aż sześciu - miał kontynent azjatycki, dwunastu uczestników zostało podzielonych na dwie grupy liczące po sześć zespołów. Turniej rozpoczął sie 7 października w indyjskim mieście Ahmedbad, a 17 października Polacy zagrali swój ostatni mecz i stali się autorami największej niespodzianki całej imprezy.

Czym jest kabaddi?

W lipcu 2015 roku za sprawą naszego kapitana Michała Śpiczko na naszym portalu pojawił się artykuł nieco przybliżający zasady niezbyt popularnej w Polsce dyscypliny sportu. - Zasady kabaddi przypominają nieco te obowiązujące w popularnym „berku”. Dwie drużyny składające się z siedmiu zawodników rywalizują na prostokątnym boisku. Wyznaczony przez drużynę atakujący wchodzi na połowę przeciwnika, a jego zadaniem jest dotknięcie rywala i powrót na własne pole. Zadanie nie jest proste, gdyż w przypadku dotknięcia, cała przeciwna drużyna rzuca się na atakującego. Dotknięty zawodnik zostaje wyeliminowany z gry, a drużyna gra w osłabieniu - pisaliśmy kilka miesięcy temu.


Zasady punktacji w kabaddi:


 


Z futbolu amerykańskiego do… kabaddi! Polak podbija Indie

Śpiczko w drugim sezonie indyjskich rozgrywek Pro Kabaddi League był jedynym Europejczykiem, a jego drużyna Bengaluru Bulls przegrała dopiero w finale. Najważniejsze mecze PKL w Indiach ogląda nawet ponad 220 milionów widzów. Śpiczko walnie przyczynił się do rozwoju kabaddi w Polsce i między innymi dzięki jego osobie reprezentacja Polski otrzymała szansę udziału na mistrzostwach świata w Indiach.

Przez wiele miesięcy Polacy skrupulatnie kompletowali skład reprezentacji biało-czerwonych. Do gry potrzebni są zawodnicy o ponadprzeciętnej sile, niezłych warunkach fizycznych oraz bardzo sprawni gimnastycznie. Wydaje się, że do tego opisu doskonale pasują np. zapaśnicy, ale Polska reprezentacja postawiła na przedstawicieli sportów drużynowych - przede wszystkim futbolu amerykańskiego.

Dwie twarze biało-czerwonych

Polacy rywalizację w Ahmedabadzie rozpoczęli od meczu z Kenią. Przed rozpoczęciem MŚ wydawało się, że afrykański rywal nie powinien okazać się większą przeszkodą dla biało-czerwonych, ale rzeczywistość przyniosła gorzkie rozczarowanie. Po bardzo wyrównanym spotkaniu Polacy ulegli Kenii 48:54 (SKRÓT).

W drugim meczu nasza reprezentacja zmierzyła się z Tajlandią i w tym wypadku o naszej przewadze mowy nie było. Błyskawicznie Tajowie zaznaczyli swoją przewagę i do przerwy prowadzili już 36:8. W drugiej odsłonie drużyna z Azji dała nieco odpocząć swoim asom i pozwoliła Polakom na zdobycie 17 punktów. Ostatecznie spotkanie zakończyło się rezultatem 65:25 dla Tajlandii (SKRÓT). Po tej porażce szanse na awans do półfinałów (dwie drużyny z każdej grupy) były mocne zależne od pozostałych wyników i zmalały praktycznie do zera.

W trzecim meczu biało-czerwoni ponownie niezbyt dobrze rozpoczęli rywalizację i Japonia dość skrupulatnie wykorzystała naszą bierną postawę. Do przerwy niekorzystny rezultat 10:19, a całe spotkanie zakończyło się porażką podopiecznych Harwindera Singha 22:33 (SKRÓT).

Na przełamanie kiepskiej serii Polakom przyszło zmierzyć się z drużyną, która również nie miała na swoim koncie żadnego zwycięstwa. Reprezentacja USA od początku nie potrafiła poradzić sobie z dobrze dysponowanym Michałem Śpiczko i Amerykanie do przerwy przegrywali już 14:37. W drugiej odsłonie biało-czerwoni pod dowództwem swojego kapitana powiększyli swoją przewagę, a całe spotkanie zakończyło się rezultatem 75:29. Polacy byli pierwszą reprezentacją, która w jednym spotkaniu zdołała przekroczyć granicę 70 punktów!

Na zakończenie Polacy w konfrontacji z jednym z głównych faworytów - Iranem - mieli cieszyć się z ostatnich minut turnieju i przeżytych chwil w Indiach. Nie mieli nic do stracenia i brak jakiejkolwiek presji przerodził się w jedną z największych niespodzianek całego turnieju. Znakomicie w szeregach biało-czerwonych spisywali się Piotr Pamulak oraz Michał Śpiczko i do przerwy nasza reprezentacja prowadziła 17:14. W drugiej odsłonie podopieczni Harwindera Singha nie dawali za wygraną i po ostatnim gwizdku na tablicy wyników widniał rezultat 41:25. Po zakończonym spotkaniu Polacy zostali pożegnani gromkim dopingiem obecnych w hali kibiców.

 


Polacy do Indii jechali z wielkimi medalowymi nadziejami, ale ostatecznie zakończyli zmagania na fazie grupowej. I choć cel nie został zrealizowany, to z pewnością w przyszłych sezonach indyjskiej Pro Kabaddi League możemy liczyć na występy większej liczby zawodników niż tylko Michała Śpiczko. A może w niedalekiej przyszłości powstanie Polska Liga Kabaddi? Na razie musimy zadowolić się facebookowym fanpagem Polskiej Federacji Kabaddi (TUTAJ).

 

Mistrzostwa Świata w odmianie standardowej kabaddi jeszcze się nie zakończyły. 19 października odbędą się ostatnie mecze grupowe (A: Bangladesz vs Argentyna, B: Tajlandia vs Japonia) i o ile dwa pierwsze miejsca w grupie A są już pewne, to w grupie B o drugie miejsce i awans do półfinału walczą jeszcze trzy zespoły - Kenia, Tajlandia oraz Japonia. W 1/2 finału, 21 października, wystąpią na pewno reprezentacje Indii, Iranu oraz jedyna niepokonana drużyna Południowej Korei. Ostatni mecz turnieju, którego stawką będą złote medale, odbędzie się 22 października o godzine 21:00.