Piłka nożna

Wandzel odpowiada Mioduskiemu: Same kłamstwa!...

Już 6 stycznia Polsatsport.pl poinformował, iż do końca lutego miało okazać się, kto zostanie starym-nowym właścicielem warszawskiej Legii. Do boju o stołeczny klub mieli stanąć obecni udziałowcy: większościowy właściciel Dariusz Mioduski i duet Bogusław Leśnodorski-Maciej Wandzel. Według wstępnych założeń dokumenty dotyczące procedur miały zostać podpisane w ciągu dwóch tygodni (czyli pod koniec stycznia). Ustalony termin był jednak kilkukrotnie odkładany z powodu przeciągających się negocjacji.

 

Ostatecznie, według ustnych porozumień, parafowanie dokumentów miało nastąpić w tym tygodniu. Jak udało nam się dowiedzieć – w najbliższych dniach do tego nie dojdzie.

 

Mioduski przerywa milczenie

 

W czwartkowe popołudnie skontaktował się z nami współwłaściciel Legii Dariusz Mioduski. - Chociaż obiecywałem, że nie będę udzielał się medialnie, to mleko się rozlało. Sprawy zaszły za daleko, abym wciąż milczał. Muszę reagować, dlatego chciałbym wszystko wyjaśnić. Oficjalnie - stwierdził i opowiedział nam swoją wersję wydarzeń.

 

Po raz pierwszy rozmowy miały zostać zerwane w piątek. Wtedy, jak zrelacjonował nam Mioduski: "grupa negocjacyjna Macieja Wandzla opuściła salę". Mimo tego właściciele Legii porozumieli się w sprawie kolejnej rundy rozmów, która odbyła się we wtorek. Właśnie na ten dzień zaplanowano ewentualne podpisanie dokumentów regulujących procedury licytacji. W spotkaniu  mediowanym tak jak wcześniej przez przedstawicieli Polskiej Rady Biznesu - wzięli udział Mioduski oraz Wandzel. Ustalono, że kolejne pertraktacje odbędą się w czwartek. - Zamiast tego w środę wieczorem otrzymałem maila w którym panowie poinformowali mnie, że ze spotkania nici… - mówi Mioduski.

 

Wóz albo przewóz

 

Sebastian Staszewski: Dlaczego wciąż nie doszło do porozumienia ws. wykupienia Legii przez Pana, bądź duet Bogusław Leśnodorski-Maciej Wandzel?

 

Dariusz Mioduski: Dla mnie cały spór dotyczy dwóch kluczowych kwestii. Po pierwsze na pewno nie zgodzę się na możliwość wykupienia mnie z Legii za... pieniądze Legii. Nie mogę tego zrobić ani ja, ani inni współwłaściciele. To są dla mnie kwestie kardynalne, fundamentalne i na pewno nie będzie tu akceptacji. A wiem, że na tym zależy rywalom.

 

A druga kwestia?

 

To próba wpłynięcia na mnie, abym zgodził się na coś, na co z oczywistej oczywistości zgodzić się nie mogę. Panowie Leśnodorski i Wandzel chcieliby, abym przystał na zwolnienie zarządu (w jego skład wchodzi Leśnodorski i wiceprezes zarządu Jakub Szumielewicz – przyp. red.) z odpowiedzialności za wszystko, co zarząd zrobił w ostatnich latach. Czyli teoretycznie zwolniłbym ich nawet z tego, że działali na szkodę spółki.

 

Ale z tego co wiem w Legii miał miejsce audyt, zarządzony zresztą przez Pana...

 

Fakt, w ostatnich tygodniach robiłem taki audyt – prawny i finansowy. Natomiast nie mam żadnej pewności, czy aby na pewno klub nie zawarł umów, o których nie wiem. Jeżeli wszystko jest w porządku, to czego obawiają się Leśnodorski i Wandzel? Bo czegoś muszą, skoro wnoszą o taki punkt w umowie. To jest dla mnie najbardziej dziwne.

 

Zapytam najprościej jak się da, co dalej?

 

Tego nie wiem. Ja wierzę, że to gra moich rywali, że przeciągają linę. Może nie mają jeszcze środków, może nie mają czasu. Jeżeli będą chcieli, to muszą zgodzić się na te dwie kwestie w formie, jaką proponuję. Jeżeli nie zgodzą się, to znaczy, że mają inne motywacje. To będzie znaczyło też, że rezygnują z możliwości wykupu. 2 marca jest dla nich datą, do której ten shoot-out może mieć miejsce. Jeżeli nie, zabiorę im tą możliwość.