- Ludzie muszą sobie pomagać, tym bardziej takim osobom jak Elisabeth Revol, która zasługuje na szacunek. Przetrwanie zimą ekstremalnych warunków Nanga Parbat przy takich okolicznościach świadczy o jej niesamowitej klasie i odwadze - powiedział Urubko hiszpańskiemu portalowi Desnivel.com.

Następnie Rosjanin z polskim paszportem odniósł się do własnego stanu oraz kondycji psycho-fizycznej.

- Jestem bardzo zmęczony, ponieważ od początku akcji nie spałem. W dodatku nie piłem przez 20 godzin, a moje oczy zostały mocno podrażnione przez słońce, jednak niesamowicie się cieszę. Obecnie znajdujemy się w hotelu w Skardzie, gdzie odpoczniemy w poczuciu, że zrobiliśmy to, co trzeba było zrobić. Nie jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani, ponieważ nie mogliśmy pomóc Tomkowi, ale wspaniale było uratować Eli - dodał.

Wytłumaczył również dlaczego podjął decyzję o wspinaczce właścnie na ścianie Kinshofera.

- Jest ona dobrze oporęczowana przez komercyjne ekspedycje, w dodatku obecnie nie jest specjalnie oblodzona, co ułatwia wspinaczkę. Dzięki temu byliśmy w stanie wspinać się w szybkim tempie i w rezultacie dotarliśmy do Revol w krótkim czasie. Liny były w dobrym stanie i mogliśmy korzystać z nich bez specjalnego ryzyka - powiedział Urubko.

Następnie poruszył on również temat lądowania helikopterem oraz przewyższenia, które pokonał razem z Bieleckim.

- Pokonaliśmy około 1200 metrów. Nie mogliśmy siedzieć bezczynnie, skoro z Adamem mieliśmy okazję, by pomóc innej osobie, przy okazji udawadniając, że jesteśmy nie tylko sportowcami, ale i ludźmi. Musieliśmy zrobić swoje. Niesamowitą robotę wykonał również pilot śmigłowca, który wysadził nas w miejscu, gdzie nie lądował od tej pory nikt. Gdy zbliżaliśmy się do pierwszego obozu krzyknąłem do niego: "Jeżeli możesz wysadź nas tutaj". Odpowiedział "Spróbuję", po czym zrobił to w iście hollywoodzkim stylu! Następnie szliśmy w zupełnych ciemnościach, nic nie widziałem. Nagle na wysokości około 6000 metrów ktoś powiedział w radiu, że zauważono przed nami światło. Zacząłem krzyczeć i mimo mocno wiejącego wiatru usłyszałem głos w ciemności. To był cud! - zrelacjonował akcję Urubko.

Himalaista odniósł się również do odmrożeń, których doznała Revol.

- Jej odmrożenia nie są tak bardzo poważne. W swojej karierze widziałem wiele znacznie gorszych. Myślę, że obejdzie się bez operacji i za rok będziemy widzieć Francuzkę wspinającą się na jeden ze szczytów. Co do moich odmrożeń, to gdy ściągnąłem rękawice, to palce moich rąk były białe. Po ogrzaniu zrobiły się sine, ale nic mi nie będzie. Nie są to poważne odmrożenia - dodał.

Na koniec odniósł się również do sytuacji Mackiewicza.

- Musieliśmy dokonać wyboru, czy pomóc Elisabeth przetrwać, czy bez większych nadziei kontynuować wspinaczkę po Tomka. Dotarły do nas informacje o nadchodzącym załamaniu pogody, a do tego Eli nie była w stanie poruszać się samodzielnie. Postanowiliśmy skupić się na pomocy Francuzce, choć nawet w tym momencie jesteśmy z Adamem gotowi wrócić po Tomka, jeżeli ktoś da nam szansę. Nie mniej jednak minęły już 4 dni, odkąd doznał choroby wysokościowej, a Eli powiedziała nam, że gdy się z nim rozstawała, to praktycznie nie kontaktował. Szanse, że nadal żyje oceniam jako minimalne - zakończył Urubko.

W sobotę wieczorem czasu miejscowego ratownicy w sładzie: Adam Bielecki, Denis Urubko, Jarosław Botor i Piotr Tomala wylądowali w okolicy obozu pierwszego i mimo zmroku zdecydowali się niezwłocznie rozpocząć akcję ratunkową. Początkowo szacowano, że odnalezienie Revol potrwa około 1,5 dnia, jednak para Urubko-Bielecki pokonała około 1000 metrów przewyższenia w ciągu zaledwie 8 godzin i to w dodatku w nocy! Ostatecznie odszukali wycieńczoną kobietę na wysokości około 6000 m.n.p.m., po czym w równie ekspresowym tempie sprowadzili ją do obozu.

Decyzja o zaprzestaniu akcji ratowniczej i nie wchodzeniu po Mackiewicza była podyktowana paroma czynnikami, m.in. nadchodzącym załamaniem pogodowym (wiatr o prędkości powyżej 80km/h, nadchodząca burza śnieżna), stanem zdrowia Revol, który wykluczał samodzielne poruszanie się (Francuzka posiada odmrożenia rąk i stóp najwyższego, czwartego stopnia), a także tym co powiedziała ratownikom na temat stanu Mackiewicza, gdyż to ona widziała go po raz ostatni. Według jej relacji, gdy zostawiła go na wysokości 7200 m.n.p.m. Polak już nie kontaktował. Szanse, że przeżył noc były więc minimalne.