Agenci piłkarscy zdradzają kulisy swojej pracy. „Niesamowity wgląd do nieznanego świata”

Piłka nożna
Agenci piłkarscy zdradzają kulisy swojej pracy. „Niesamowity wgląd do nieznanego świata”
fot. PAP

Angielscy dziennikarze spędzili pełny tydzień zimowego okienka transferowego z agencją piłkarską LPM. Zapiski z każdego z siedmiu dni dostarczają znakomity wgląd do świata, który nie do końca znany jest kibicom i opowiada zakres problemów z jakimi borykają się futbolowi agenci.

Agencja LPM powstała w 2008 roku z inicjatywy byłego piłkarza m.in. Leicester City, Lee Philpotta. W skład której wchodzą jeszcze Jon Dean, Chris Greenhill i Jonny Hughes. Reprezentują około siedemdziesięciu piłkarzy i brali udział w rozmowach kontraktowych na każdym poziomie rozgrywkowym w Anglii i nie tylko.
 
„Nie lubię poniedziałku”
 
Poniedziałki zawsze są szalone. Zadzwoniłem do trzydziestu dziewięciu różnych osób, ale to nic nadzwyczajnego. Od pierwszego stycznia jestem pod telefonem od 9:00 do 22:00 każdego dnia. Nie wydaje mi się, żebym od grudnia wyłączył kiedykolwiek telefon przed 22:00 – przyznaje Lee.
 
Niektórzy menadżerowie chyba w ogóle nie śpią. Warto jednak podkreślić, że połączenia o późnych porach zazwyczaj są wykonywane wyłącznie przez nich, rzadko odwrotnie. Ja nigdy nie zadzwoniłbym do menadżera kiedy jest już późna pora, bo nie chciałbym, żeby facet po drugiej stronie patrzył na swój wyświetlacz i pomyślał „ten koleś ma nie po kolei w głowie”. Niestety kluby nie myślą w ten sposób. Kiedyś dostałem telefon od menadżera o północy w sobotę. Okazało się, że zadzwonił do mnie z jakimś drobiazgiem, który na spokojnie mógł poczekać do dnia następnego. On jednak założył, że nie śpię jeszcze o tej porze. Tak się akurat stało, że faktycznie jeszcze wtedy nie spałem – opowiada Jon.
 
Jednym z powodów dlaczego poniedziałki są tak intensywne jest fakt, że mecze w weekend mogą dokonać wielu zmian dotyczących piłkarzy. Dostałem telefon o 8:00 rano z informacją od dyrektora sportowego, że jeden z moich zawodników nie znajduje się w ich planach i dają mi wolną rękę, abym szukał dla niego nowego klubu. Szybko znalazłem dwie drużyny grające na tym samym poziomie rozgrywkowym. Przedstawiłem im propozycję, jeden z tych klubów zgodził się na podpisanie kontraktu, wszystko było już dogadane... - wspomina Chris. - Nagle dostaje telefon od tego pierwszego klubu. Okazuje się, że doszło do zmian na stanowisku pierwszego trenera i nowy szkoleniowiec ma zupełnie inne zdanie na temat mojego zawodnika. Życzy sobie, aby został i nigdzie nie odchodził. Zarówno mój piłkarz jak i nowy menadżer są zadowoleni, podobnie jak ja, bo wiem, że pod jego wodzą znowu odzyska radość z gry w piłkę. Musiałem jednak odkręcić przygotowaną już na stole propozycję nowego kontraktu z innym klubem – mówi jeden z agentów.
 
Miałem podobny przypadek. Współpracowałem z pewnym menadżerem i jego sztabem przy okazji różnych transferów. Spodobał im się jeden z zawodników. Podpisanie umowy było już blisko, ale stracił pracę. W takich sytuacjach musisz upewnić się, że klub też jest zwolennikiem pozyskania takiego piłkarza. Czasami odchodzi menadżer, ale kluby są chętne do kupna. W tym przypadku trener był wielkim zwolennikiem transferu, ale klub nie podzielał jego opinii. Zdarza się – kwituje Jon.
 
Agent musi być Aniołem Stróżem zawodnika
 
Praca agenta nie kończy się w momencie sfinalizowania kontraktu. Agent cały czas musi bacznie monitorować swoich zawodników. Jeden z nich wrócił do swojego macierzystego klubu z półrocznego wypożyczenia. Czeka go już kolejne wypożyczenie, ale jeżeli wystąpi w najbliższym meczu, to będzie oznaczać, że zagrał w tym roku już w dwóch klubach. Przepisy FIFA mówią o tym, że zawodnik nie może zagrać w trzech klubach w jednym roku kalendarzowym. To głupia zasada, bo ogranicza piłkarzy. Jeżeli jednak wystąpi w najbliższym spotkaniu, wówczas nie będzie mógł pójść na kolejne wypożyczenie – zaznacza Lee. – O całej tej sytuacji powiedziałem mojemu zawodnikowi, aby miał tego świadomość. Wykonałem kilka telefonów do władz FA, aby wyjaśnić tę sytuację. Oczywiście musiałem także skontaktować się z jego macierzystym klubem, aby upewnić się czy zagra lub nie. Wszystko wskazywało na to, że zagra, ponieważ w zespole jest kilka kontuzji. Obawiałem się jednak takiego scenariusza, że zagra, ale kiedy kontuzjowani zawodnicy wrócą do zdrowia, on zostanie odstawiony na boczny tor już do końca sezonu i zamiast pójść na wypożyczenie, będzie siedział na trybunach – mówi Lee.
 
To jest właśnie nasza rola, agentów, aby pilnować takich sytuacji. Jest naprawdę wielu zawodników, którzy utknęli w klubach, bo nikt – ani klub, ani zawodnik – nie był świadomy przepisów – przyznaje Jon.
 
Pewien 17-latek, jeden z moich młodych podopiecznych był załamany, ponieważ okazało się, że nie dostanie profesjonalnego kontraktu w jednym z klubów angielskiej League One. Moim zadaniem było poradzić sobie z jego rozczarowaniem i znaleźć mu inny klub. Udało mi się nawiązać w tej sprawie kontakt z klubem, z którym już wcześniej wielokrotnie współpracowałem i wiedziałem, że u nich się odnajdzie. Musieli jednak go zobaczyć na żywo, więc zadzwoniłem do jego matki, aby pojechał ze mną na tydzień na testy. Szczęśliwie sprawdził się i dostał kontrakt. Powiedziałem mu, że sam w jego wieku znalazłem się w takiej sytuacji kiedy miałem 16 lat i byłem bez klubu , ale udało mi się ciężką pracą trafić do Premier League. To mu pomogło zdać sobie sprawę, że to nie koniec świata i trzeba robić swoje – mówi Lee.
 
Czasami najmniej oczekiwana oferta okazuje się najbardziej ekscytująca. Najważniejsze jest dążenie do celu. Miałem zawodnika, któremu chciałem znaleźć lepszy klub, bo wiedziałem, że stać go na więcej. Znalazłem idealny klub dla niego. Pasował do ich systemu, profilu, a także pod względem finansowym. Dzwoniłem do nich, wysyłałem maile, sms-y, ale z ich strony nie było pilności. Nagle jednak, któregoś dnia dostałem telefon od ich menadżera, że są zainteresowani transferem i chcą tego dokonać w odstępie kilku dni. To pokazuje, że nigdy nic nie wiadomo. Być może ich budżet uległ zmianie albo ludzie zmienili swoje podejście. To utwierdziło mnie, że warto było przez kilka miesięcy ignorować ich obojętność – twierdzi Jon.
 
Środa to najlepszy dzień dla agentów
 
Środa to najlepszy dzień do rozmów, ponieważ większość drużyn ma wtedy wolne, toteż zawodnicy lub menadżerowie są dostępni. 
 
W środę spotkałem się z kilkoma moimi piłkarzami na kawie. Dosłownie rozłożyliśmy na stole mapę kraju i zrobiliśmy listę klubów do których pasowaliby profilem. Znaliśmy ich menadżerów, wiedzieliśmy jakie mają budżety, więc udało nam się wspólnie stworzyć listę faworyzowanych drużyn. Czasami jest tak, że to ja wychodzę z inicjatywą, czasami zawodnik, bo stwierdził, że skontaktował się z nim trener danego zespołu. Moim zadaniem jest dowiedzieć się jak najwięcej szczegółów – podkreśla Jon.
 
Wspominałem o zawodniku, który był już na jednym wypożyczeniu, a za chwilę miał pójść na kolejne. Nie mógł jednak zagrać chociażby minuty w swoim macierzystym zespole, aby nie mieć na swoim koncie trzech klubów w jednym roku. Na szczęście znalazł się tylko na ławce rezerwowych. Udało mi się w tej sprawie porozmawiać z jego menadżerem, który zrozumiał sytuację i obiecał, że wejdzie na boisko tylko w ostateczności. Szczęśliwie takiej konieczności nie było i wciąż może szukać sobie innego klubu – mówi Lee.
 
Agent piłkarski niczym agent 007
 
Wywiad środowiskowy i zadawanie wielu pytań klubom to norma dla agenta piłkarskiego, który musi uzyskać jak najwięcej informacji dla dobra swojego zawodnika. Niczym agent jej Królewskiej Mości należy przeniknąć w szeregi klubu i nie bać się poruszać niewygodnych kwestii.
 
Jeden z moich zawodników w poprzednim roku przykuwał sporą uwagę klubów. Zdobywał sporo bramek i szykowano już dla niego oferty w styczniowym okienku. Tak się jednak nie stało, ponieważ doznał kontuzji. Wrócił jednak do zdrowia i zainteresowane kluby wciąż chciały go pozyskać – przytacza Lee.
 
W takich sytuacjach pytamy się dlaczego pragną go pozyskać? Dlaczego chcą jego, zamiast kogoś innego? W jaki sposób zamierzają z niego korzystać? Jakie są aspiracje drużyny? Jakie pozostałe transfery planuje klub? Czasami niektóre kluby zbierają wszystkie możliwe środki, aby pozyskać piłkarza, ale ucinanie kosztów ma potem wpływ na kiepskie funkcjonowanie klubu. Trzeba rozważyć wiele możliwości. Czy klub myśli o zawodniku przyszłościowo? Co się stanie jeżeli będzie w kiepskiej formie? Czy w planach jest podwyżka za wyniki? Czy koszty dojazdu będą uwzględnione w umowie? Rozmawiałem w ten sposób z piętnastoma różnymi osobami w sprawie kontraktu. Sekretarki, członkowie zarządu, menadżerowie, asystenci menadżerów, zawodnik, jego rodzina, nawet FA. Tego typu kontrakty nie dojdą do skutku bez pośredników. Jest tyle zainteresowanych stron, że ty jesteś klejem, który trzyma umowę w całości – zdradza Jon.
 
Agenci mają reputację wyzyskiwaczy. Ludzie słyszą o tzw. super agentach, którzy tylko przychodzą, podpisują czek. Ale na pewnym etapie, nawet jeżeli wszyscy są zwolennikami podpisania umowy, samo fizyczne doprowadzenie do tego, sprawdzenie wszystkiego, monitorowanie całego procesu to jedna, wielka batalia. Ponadto trzeba pamiętać, że na niższym poziomie rozgrywkowym sztaby pracują na pół etatu, pół zawodowo. Dla nich tego typu umowy to nowość. Takie kontrakty widzą może raz w roku, podczas gdy ja mam z nimi do czynienia sześć, siedem razy w jednym okienku. Jeżeli ja nie uczestniczę w podpisaniu takiej umowy, to nikt tego nie zrobi. Potrzeba wtedy wykonać około pięćdziesięciu telefonów, aby dopiąć wszystkiego – kontynuuje swoje opowiadania Jon.
 
Weekend, czyli wszyscy na mecz
 
Piątek, sobota, niedziela to dni, które dla agenta piłkarskiego stoją pod znakiem wizyt na stadionach. Tym bardziej, że agenci pracują nie tylko dla zawodników, ale także dla klubów, o czym często się nie mówi.
 
Po weekendzie, poniedziałek, wtorek, środa i czwartek oznaczają chaos. Praca dla klubów to zupełnie druga strona medalu w naszej branży. Kluby często mają nadwyżkę jeśli chodzi o zawodników i proszą o znalezienie dla nich innego miejsca do gry. Czasami to działa w odwrotną stronę. Ponieważ rozmawiamy z klubami każdego dnia, niektóre z nich zdradzają nam, że rozpaczliwie szukają napastnika. Potrzebują np. rosłej „9”. Nie mamy akurat w naszej stajni takiego piłkarza, ale wiemy gdzie tacy piłkarze są dostępni. Jeżeli klub dla którego pracujemy posiada takiego zawodnika, wówczas pomagamy zaaranżować transfer – mówi Lee.
 
Transfery Last Minute. O co w tym chodzi?
 
Pewnie wielu z was zastanawiało się dlaczego niektóre transfery są finalizowane dopiero na kilka minut przed zakończeniem okienka transferowego? Dla ludzi z zewnątrz jest to trochę niezrozumiałe, ale według agentów takie sytuacje są nieuniknione.
 
Wciąż czekamy na ofertę i nie znam konkretnego powodu na opóźnienie. Zdaję sobie sprawę, że koniec końców oferta się zjawi, ale jest duże prawdopodobieństwo, że wydarzy się jeszcze coś innego. Umowa to tylko jedna część całego łańcucha. Klub kupujący może czekać na odejście jednego z ich piłkarzy, tak aby mogli zebrać fundusze na kupno mojego zawodnika. Podobnie klub sprzedający nie sprzeda zawodnika dopóki nie znajdą zastępstwa, to wszystko się ze sobą łączy. To efekt domina. Kluby nie czekają celowo do ostatniej chwili. Po prostu na sfinalizowanie umowy składa się wiele czynników. Mam taką sytuację z jednym z moich obrońców. Jeden klub Premier League oraz kilka z Championship są nim zainteresowane, ale złożą ofertę tylko wtedy, kiedy stracą swoich obrońców w styczniu. W tym momencie nie wpłynęła za niego żadna oferta, ale wystarczy, że z każdego z tych klubów ktoś odejdzie, wówczas rzutem na taśmę ustawi się po niego kolejka – uśmiecha się Lee.
 
Media jako nierozłączny element transferów
 
Jonny w agencji LPM jest odpowiedzialny za relacje z mediami. - Kluby oczywiście same przeprowadzają wywiady ze swoimi zawodnikami po podpisaniu kontraktu, ale w niektórych przypadkach chcemy, aby finalizacja kontraktu miała większy zasięg medialny niż tylko telewizja klubowa. Mam dobre relacje z wieloma nadawcami oraz redakcjami gazet, więc zawsze puszczam im cynk, aby mogli przygotować sobie wcześniej materiał do publikacji – zdradza Jonny.
 
Niektórzy zawodnicy są bardziej skorzy do udzielania wywiadów, inni mniej. Nad tymi drugimi pracujemy, aby czuli się komfortowo w takich sytuacjach. Robimy wszystko, aby wiedzieli czego się spodziewać, jakich pytań, itd. W dzisiejszych czasach media odgrywają kluczową rolę w futbolu, więc to dobra okazja, aby zaprezentować pozytywny wizerunek piłkarza szerszej publiczności – przyznaje Jonny.
 
Kiedy kończy się tydzień, telefony nie przestają dzwonić. Niektóre oferty są odrzucane momentalnie, inne są rozpatrywane. Lee wciąż jednak myśli o 17-latku, który dzięki niemu niedawno dostał zawodowy kontrakt i pragnie zrobić karierę piłkarza. I to jest chyba najpiękniejsze co agent piłkarski może zrobić.
Krystian Natoński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze