Owczarz: Momentami nie mogłam patrzeć w lustro... Chyba mam talent do MMA

Sporty walki

Karolina Owczarz (1-0, 1 SUB) potrzebowała minuty, by wygrać walkę z Paulinę Raszewską (0-1) na gali KSW 42. - Nastawiłam się na jedną akcję, którą zrobiłam 15 razy w szatni, a po raz 16 zrobiłam w klatce - powiedziała w rozmowie z Polsatem Sport News.

Aleksandra Szutenberg: Mataleo - tak nazywa się akcja, którą skończyłaś Paulinę Raszewską. Czy to była jedyna opcja, ponieważ twój trener powiedział, że ćwiczyliście to tysiące razy. Miałaś wariant awaryjny?

 

Karolina Owczarz: To był mój plan na walkę. Ćwiczyliśmy to tysiące razy, ale nie było tak, że miałam przygotowane tylko to. Byłam przygotowana, by bić się z Pauliną Raszewską w każdej płaszczyźnie. Wiadomo, że chciałam sprowadzić walkę do parteru, bo właśnie tę płaszczyznę trenowałam bardzo długo. Właściwie w każdej pozycji na ziemi dobrze bym sobie poradziła, ale byłam gotowa także na bicie się w stójce. Nastawiłam się jednak na akcję, która zrobiłam 15 razy w szatni, a po raz 16 zrobiłam w klatce.

 

Wszystko poszło perfekcyjnie, choć miało się skończyć w... 15 sekund. Takie było podobno założenie.

 

To oczywiście w formie żartu! Przez 15 sekund ciężko wyprowadzić jakąkolwiek akcję, ale przypuszczaliśmy, że walka zakończy się w pierwszej rundzie. Nawet w najfajniejszych scenariuszach nie wyobrażaliśmy, że skończy się to tak szybko. To był wymarzony debiut, ale nie było tam żadnego przypadku.

 

Trenowałaś do walki trzy miesiące. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie zdołałaś dojść do wymarzonego debiutu?

 

Od początku powtarzałam, że jestem sportowcem z krwi i kości, a rękawice na kołek odwiesiłam tylko na jakiś czas. Po prostu mam chyba do tego talent! Szybko łapię te techniki, a mój trener od parteru Emil Grzelak rzeczywiście chwali, że szybko się uczę. Do fajnego poziomu brakuje mi bardzo dużo, ale by wygrać walkę, to trzeba pracować z najlepszymi. Nie bez powodu przeprowadziłam się do Łodzi. Zmieniłam swoje życie o 180 stopni, bo chcę pracować z najlepszymi. Sparuję na co dzień z najlepszymi dziewczynami w tym kraju i na świecie, wycierają mną matę i robią mi straszną krzywdę, ale to przynosi efekt. Spędzałam na macie prawie 5 godzin dziennie, a przechodziłam tam piekło. Momentami nie mogłam patrzeć w lustro, bo wyglądałam jak zombie. Było warto! Warto zaryzykować, bo to uczucie towarzyszące mi po walce jest jednym z najpiękniejszych na świecie.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.

jb, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze