Pindera: Tylko po co był konkurs?

Sporty walki
Pindera: Tylko po co był konkurs?
fot. PAP

Władze Polskiego Związku Bokserskiego podjęły decyzję. Nowym trenerem męskiej kadry został Ukrainiec Iwan Juszczenko, a żeńską reprezentację poprowadzi, miejmy nadzieję do sukcesów, Karolina Michalczuk, jedyna polska mistrzyni świata.

O tym, że to właśnie Juszczenko będzie następcą  Karola Chabrosa mówiło się już przed ogłoszeniem konkursu na trenerów kadry. Padały też inne nazwiska, ale Juszczenko, który ostatnio pracował w klubie RUSHH Kielce, którego trenerem i prezesem jest Grzegorz Nowaczyk, wiceprezes PZB, wydawał się być najpewniejszym z kandydatów.

To, że ostatecznie postawiono na Ukraińca, rezygnując z tych, którzy zgłosili się do  konkursu, nie jest więc dla mnie zaskoczeniem, gdyż spodziewałem się właśnie takiego rozstrzygnięcia. Można tylko zadać pytanie, po co konkurs ogłaszano, jeśli z góry zakładano, że nie wyłoni on nowego trenera?

Juszczenko ma dobre referencje, jest solidnym trenerem, prowadził żeńską kadrę Azerbejdżanu, a jego córki, Jana Aleksiejewna i Anna Alimardanowa, to medalistki wielkich imprez. Yana była wicemistrzynią świata w 2014 roku w koreańskim Jeju, zaś Anna wicemistrzynią Europy, i to całkiem niedawno, bo w 2016 roku w Sofii.

Nie wiem oczywiście jak sobie Juszczenko poradzi z naszą męską kadrą, ale to już inna sprawa. Białorusin Walery Korniłow, który był trenerem reprezentacji Polski w latach 2013-2014 nie dał rady. Juszczence życzę jak najlepiej, ale czeka go trudne zadanie. Igrzyska olimpijskie już za dwa lata, o kwalifikacje będzie bardzo ciężko, a wielkich talentów w polskim boksie nie widać.

Z mistrzostw świata juniorów rozgrywanych w Budapeszcie Polacy wracają bez medalu, zarówno kobiety jak i mężczyźni, a wywalczyli je tam reprezentanci 24 krajów. Niestety to kolejna impreza, która potwierdza słabość naszego olimpijskiego boksu.

I dotyczy to w równym stopniu polskiego boksu kobiecego jak i męskiego. Wybór w tej sytuacji Karoliny Michalczuk jest wyborem odważnym, ale nie pozbawionym sensu. Co do tego, że była zawodniczką wybitną, nie ma wątpliwości. Jako jedyna z Polek wywalczyła złoty medal mistrzostw świata, dwukrotnie była mistrzynią Europy, w sumie przywiozła dziesięć medali z tych imprez. Wzięła też w udział w igrzyskach w Londynie (2012), ale medalu olimpijskiego nie zdobyła. Kto wie, może dokona tego prowadząc żeńską reprezentację. Z pewnością będzie to dla niej ogromne wyzwanie, tym bardziej, że trenerskie doświadczenie nie będzie jej atutem. Ma jednak po swojej stronie inne argumenty, co daje nadzieję, że wybór był słuszny i ta misja może się powieść.

Wiele będzie zależeć od tego z kim nowi trenerzy, Juszczenko i Michalczuk będą współpracować. Dziś trenerski nos już nie wystarcza, o wynikach decyduje w dużej mierze przygotowanie fizyczne, więc udział medycyny sportowej jest w tym procesie niezbędny. Bez odpowiednich fachowców w sztabach szkoleniowych ciężko będzie podbić świat. Problem w tym, że takie przygotowania kosztują. I to może być przeszkoda trudna do sforsowania.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze