Igor Marczak: Skąd wziął się pomysł powrotu do świata boksu w roli promotora?

Dariusz Michalczewski: Zastanawiałem się nad ty, bardzo długo, bardzo długo mnie na to namawiali. Odrzucałem to jednak od siebie. Bardzo chciałem, ale mówiłem, że jeszcze nie teraz. W końcu mój wspólnik powiedział, iż chce zrobić galę. W pewnym momencie przyłapałem się na tym, jak sam siebie nazwałem "promotorem". Od trzynastu lat robiłem biznesy, ale na spotkaniach biznesowych wstawałem co chwilę i pytałem, kiedy koniec. Teraz jak spotykamy się i rozmawiamy o boksie, to mogę godzinami rozmawiać i ani razu nie było mi nudno. Robimy galę 8 grudnia i musiałem zacząć od poziomu sportowego i dobrania odpowiednich zawodników. To czasami duży problem, ale wydaje się, że dałem radę.

Na pana gali ma się pojawić Roy Jones Jr. W przeszłości Pana walka z nim się nie odbyła. Pytanie, czy obaj wejdziecie razem do ringu i czy zaczął Pan przygotowania?

Boksuję już od paru tygodni, robię trening stricte bokserski. Z Royem Jonesem Jr. pierwszy raz w ringu będziemy 8 grudnia. W jakiej formie to się odbędzie, to na razie niespodzianka.

Przyszła ostatnio do nas bardzo smutna wiadomość o śmierci Graciano Rocchigianiego, Pana byłego rywala. Jak odebrał Pan tę informację?

Dowiedziałem się o śmierci Graciano i oczywiście byłem na pogrzebie. Było bardzo przykro, pojawili się znajomi bokserzy i kibice. On któryś raz z rzędu wychodził na prostą, dostał show w telewizji, zaczął zarabiać pieniądze. Graciano miał jednak zawsze problemy m.in. z alkoholem. On całe życie szedł pod prąd, ale był dobrym człowiekiem, człowiekiem z zasadami.

Jak Pan wspomina Wasze walki?

Walka w 1996 roku, kiedy mnie sfaulował była dla mnie dobrą nauczką. Dwa lata wcześniej zostałem mistrzem świata w wadze półciężkiej, potem w kategorii cruiser. Wydawało mi się, że jestem najlepszy z najlepszych. Do walki z Graciano wyszedłem nieskoncentrowany. Tym pojedynkiem utarł mi nosa i dzięki niemu później mogłem być jeszcze przez 8 lat mistrzem świata.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.