Pindera: Idzie siła ze Wschodu

Sporty walki

Faworyzowany Dmitrij Biwoł wygrał w Atlantic City z Jeanem Pascalem i obronił pas WBA w wadze ciężkiej. Ale nie znokautował byłego mistrza świata, na co liczono. Denis Lebiediew też wygrał, ale nie powinien już ryzykować, co nie zmienia faktu, że pięściarze ze Wschodu atakują coraz mocniej i coraz szerszym frontem.

Biwoł (15-0, 11 KO) ma 27 lat i dopiero 15 zawodowych walk na koncie. Pascal jest dziewięć lat starszy, wygrał 33 pojedynki, i właśnie poniósł szóstą porażkę. Moim zdaniem nie wygrał żadnej rundy, choć sędziowie ocenili go nieco łaskawiej (117:111, 119:109, 119:109). Biwoł zadał też bez porównania więcej celnych ciosów  i to przed nim, a nie przed Pascalem, jest przyszłość.

 

Być może mógł zaprezentować się lepiej, ale on walczy po to by wygrywać, a nie koniecznie nokautować. Pascal był dobrze przygotowany, nieco chyba zaskoczył Rosjanina urodzonego w Kirgistanie siłą fizyczną i swoim doświadczeniem. Boksersko mu jednak nie zagroził nawet przez chwilę, choć próbował.

 

Po ogłoszeniu werdyktu Kanadyjczyk urodzony na Haiti przyznał, że Biwoł był od niego zdecydowanie lepszy, i że jest dziś numerem 1 w wadze półciężkiej. Rosjanin mówi, że chce walk unifikacyjnych, może też walczyć z najlepszymi z wagi superśredniej.

 

Moim zdaniem jest na to gotowy, choć nie wiem, czy już teraz poradziłby sobie z Arturem Betierbiejwem (IBF),  jak wypadły w starciu z Adonisem Stevensonem (WBC) lub Kolumbijczykiem  Eleiderem Alvarezem (WBO). Zresztą w najbliższą sobotę może się okazać, że mamy kolejnego mistrza mówiącego po rosyjsku, jeśli Ukrainiec Aleksander Gwozdyk pokona Stevensona.

 

Na dziś najbardziej prawdopodobna jest walka Biwoła ze Szwedem Badou Jackiem, i kto wie, być może w niedalekiej przyszłości z Siergiejem Kowaliowem, byłym posiadaczem trzech pasów w tej wadze, ale to zależy od wyniku rewanżu Rosjanina z Alvarezem. Nie da się jednak ukryć, że przewaga rosyjskojęzycznych pięściarzy w kategorii półciężkiej nad resztą świata jest widoczna.

 

To samo w wadze junior ciężkiej. Królem wciąż jest Ołeksandr Usyk, a pas WBA (mistrza w oczekiwaniu) należy do Rosjanina Denisa Lebiediewa, który w minioną  sobotę w Monako pokonał na punkty Amerykanina Mike’a Wilsona. Nie wiem na co jeszcze czeka blisko 40 letni Lebiediew, ale chyba nie powinien już podejmować większego ryzyka, bo biologia w jego przypadku upomina się o swoje. Nie jest już tym wyjątkowym twardzielem jak dawniej. 

 

Ale tym razem miało być bardziej o sobotnich galach, a nie o Lebiediewie. Coraz szerszym frontem atakują rosyjskojęzyczni medaliści igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro, czy tak jak Siergiej Kuźmin, byli mistrzowie Europy.

 

W Monako walczył złoty medalista z Rio w wadze półśredniej, Kazach Danniyar Jeleussinow i raz jeszcze pokazał się z bardzo dobrej strony. A w Atlantic City, na jednej z ostatnich gal HBO, wystąpili Rosjanin Jewgienij Tiszczenko (złoty medalista z Rio de Janeiro w kat. 91 kg) i Uzbek Szachram Gijasow, mistrz świata wagi półśredniej z 2015 roku i srebrny medalista ostatnich igrzysk, który w Rio przegrał finał z Jelleussinowem.

 

Zwycięsko kończyli swoje pojedynki w tym bokserskim mieście również jego rodacy, Murodjon Achmadalijew (brązowy medalista IO 2016 w wadze koguciej) oraz Israił Madrimow (waga junior średnia) znany ze znakomitych występów w WSB). Ten ostatni debiutował na zawodowym ringu dziesięciorundowym pojedynkiem z Meksykaninem Vladimirem Hernandezem (10-3, 6 KO) i zatrzymał go w  szóstym starciu.

 

Pięściarze Uzbekistanu byli rewelacją ostatnich igrzysk, Kazachowie od lat to klasa w sama w sobie, do tego dochodzą Rosjanie, Ukraińcy. Jak tak dalej pójdzie to za kilka lat większość mistrzów zawodowego bosku będzie mówić po rosyjskiu. 

 

A przecież jest jeszcze Białorusin Siergiej Kuźmin, były mistrz Europy wagi ciężkiej, który w Atlantic City rzucił Amerykanina LaRona Mitchella czterokrotnie na deski, wygrywając z nim w szóstym starciu przez TKO.

 

Kuźmin przed laty był krótko w grupie Darka Snarskiego, później bił się w WSB w barwach Husarii. Białorusin chyba zapomniał o swoich problemach ze wzrokiem, bo jak na razie kontynuuje zawodową karierę z bardzo dobrym skutkiem. I nie jest jedynym, który potwierdza, że „Idzie siła ze Wschodu”.

 

Janusz Pindera

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze