To, że podczas 84. Plebiscytu Przeglądu Sportowego i Telewizji Polsat drużyną roku zostanie reprezentacja Polski siatkarzy można się było spodziewać z niemal stuprocentową pewnością. To samo dotyczy wyboru trenera roku, którym został Vital Heynen. Zwycięstwo w Plebiscycie siatkarza już takie oczywiste nie było, bo konkurencja była piekielnie silna i miała swoje argumenty. Ostatecznie wygrał jednak Bartosz Kurek. Chociaż nie! Patrząc na to wszystko, co działo się podczas sobotniej uroczystej gali, trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że wygrała polska siatkówka!

W Polsce jak to w Polsce, od razu rozgorzała dyskusja, czy wybór Bartosza Kurka na Sportowca Roku był prawidłowym wyborem. Też się zastanawiam, bo sam zagłosowałem na Michała Kubiaka - kapitana naszej Złotej Drużyny, który ostatecznie zajął bardzo wysokie trzecie miejsce, co jeszcze bardziej podkreśla dominację siatkówki. W tym miejscu mrugam do wszystkich okiem, bo oczywiście wiem, że dyskusja dotyczyła tego, czy wygrać powinien Kurek, czy Kamil Stoch - było nie było mistrz olimpijski, a dla wielu nie ma nic ponad olimpijskie złoto. 


I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Wyboru dokonali kibice! Nikt inny. I to też pokazuje jaką siłą dysponuje w naszym kraju siatkówka i czym ta dyscyplina sportu jest dla Polaków. Ostatnie lata polskiej siatkówki to pasmo niekończących się sukcesów i to na wszystkich polach, począwszy od systemu szkolenia i selekcji poprzez wyniki reprezentacji na wszystkich szczeblach rozgrywkowych, aż po organizację najważniejszych i największych imprez. 


Znakomity trener Daniel Castellani, były szkoleniowiec naszej reprezentacji, który doprowadził Biało-Czerwonych do pierwszego historycznego mistrzostwa Europy powiedział kiedyś w jednym z wywiadów, że nieprawdopodobna wręcz popularność siatkówki w Polsce wynika ze słabości piłki nożnej w naszym kraju.

 

Po części to prawda, ale tylko po części, co zrozumieją jedynie ci, którzy pamiętają rok 1998 i nasz debiut w rozgrywkach Ligi Światowej. Gdyby nie ówczesna determinacja Janusza Biesiady, Artura Popko, Mariana Kmity i Ireneusza Mazura nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. W ogóle nie wiadomo, gdzie byłaby nasza siatkówka dzisiaj, gdyby nie było warszawskiej restauracji "U Szwejka", a później sygnalizacji świetlnej przy Placu Trzech Krzyży. Brzmi zagadkowo, prawda? Najważniejsze jednak, że to właśnie tam zapalone zostało zielone światło dla siatkówki.


Mistrzowie świata juniorów Zagumny, Kruk, Szczerbaniuk, Prus, Chadała, Gruszka, Murek, Ignaczak, Świderski, Papke, Szymański, Wnuk prowadzeni przez trenera Mazura, choć byli bardzo młodymi ludźmi, szybko zostali rzuceni na głęboką wodę, do seniorskiej reprezentacji, do rywalizacji w Lidze Światowej. Dla tych chłopaków przeskok był niesamowity, nie tylko jeśli chodzi o sprawy stricte sportowe, ale też o całą otoczkę. To naprawdę wcale nie jest łatwe, aby z malutkiej hali na 300 osób przenieść się do kilkunastotysięcznego Spodka i zagrać przy komplecie publiczności dodatkowo przed wielomilionową widownią telewizyjną. I to jeszcze zagrać z najlepszymi na świecie.

 

Obecna siatkarska młodzież, dodajmy że piekielnie zdolna i której na szczęście nie brakuje, ma te wszystkie poboczne problemy z głowy. Oni wychowywali się i rośli z naszą siatkówką, oglądali to wszystko w telewizji, oni widzieli jak powstają nowe piękne hale, dla nich komplety widzów, niesamowity doping kibiców i gra z najlepszymi to norma. Nie wierzycie? Zapytajcie Jakuba Kochanowskiego, czy Bartosza Kwolka - zawodników z naszej mistrzowskiej drużyny - którzy wówczas, 20 lat temu dopiero co... przyszli na świat. Oni rośli z polską siatkówką i jej najnowszą historią.

 

A jak piękna i silna jest cała polska siatkówka będzie można się przekonać już w najbliższą sobotę na Gali 90-lecia „Siatkarskie Plusy”, podczas której spotkają się pokolenia naszych wielkich mistrzyń i mistrzów, tych sprzed lat i tych obecnych, na czele z najlepszym polskim sportowcem A.D. 2018 Bartoszem Kurkiem i drużyną roku.