Dyrektor finansowy Lecha Tomasz Kacprzycki przyznał na konferencji prasowej, że finanse klubu wyglądają zdecydowanie lepiej niż wyniki sportowe.

 

- W kwestiach sportowych te ostatnie sezony były różne, jesteśmy po trzech latach, które nie zaspokoiły naszych ambicji. Tymczasem od strony finansowej najprawdopodobniej były to najlepsze lata w historii tego klubu. Tym audytem stajemy też w kontrze do niektórych wydarzeń w polskiej piłce, które zachwiały jej stabilnością. Pojawiły się zagrożenia dla istnienia niektórych zasłużonych podmiotów. My pokazujemy, że jesteśmy na drugim biegunie ekstraklasy – podkreślił.

 

Dokument zawierający trzy sezony – 2015/16, 2016/17, 2017/18, w trakcie których poznaniacy zdobyli dwa brązowe medale, niezwykle szczegółowo obrazuje przychody i wydatki klubu. We wspomnianym rekordowym sezonie 2016/17 przychody wyniosły aż 115 mln 775 tysięcy złotych. To przede wszystkim zasługa transferów trzech piłkarzy - Dawida Kownackiego do Sampdorii Genua, Jana Bednarka do Southampton oraz Tomasza Kędziory do Dynama Kijów.

 

Klub w trakcie tylko jednego okienka transferowego zarobił ponad 50 mln złotych. Z drugiej strony wzrosły równocześnie koszty działalności o ponad 15 mln złotych na przestrzeni 12 miesięcy.

 

- Transfery wychodzące zawsze pociągają za sobą koszty, jak prowizje menedżerskie, procenty z tytułu solidarity payment, gdzie trzeba oddać procent klubowi szkolącemu piłkarza plus procenty dla PZPN i WZPN. Poza tym w letnim okresie wydaliśmy też sporo na transfery przychodzące, wzmocniliśmy zespół, przyszło dziewięciu nowych piłkarzy, którzy pobierali wysokie wynagrodzenia" – tłumaczył Kacprzycki.

 

Zysk brutto za wspomniany sezon wyniósł 22 mln brutto. Część z tych środków została przeznaczona na inwestycję w infrastrukturę klubową i akademię piłkarską. Nadwyżka finansowa sprawiła, że Lech nie musiał "na siłę" sprzedawać któregoś z zawodników.

 

- Jeżeli latem 2018 roku zgłosił się klub po Roberta Gumnego i położył na stół 2,5 mln euro, to mieliśmy ten komfort, by powiedzieć "nie, wróćcie może za rok" – zaznaczył.

 

Dyrektor finansowy Lecha nie ukrywa, że choć rosną przychody z tytułu sprzedaży biletów, karnetów i dnia meczowego, to jednak ta część nie odgrywa znaczącej roli w klubowym budżecie.

 

- Inne przychody prześcigają te środki pozyskane ze sprzedaży biletów. Dzień meczowy "waży" coraz mniej i dotyczy to klubów nie tylko w Polsce. Oglądanie piłki przenosi się do telewizji, internetu, gdzie coraz więcej pojawia się reklamodawców – tłumaczył.

 

Kacprzycki przyznał, że w każdej sferze działalności klubowej można poprawić wyniki po stronie przychodów. Jednocześnie przyznał, że struktura przychodów Lecha jest wzorowa.

 

- Nie ma przychodów, które są naszym "sufitem". Nie mamy tyle ludzi na stadionie, ile byśmy chcieli, nie mamy przychodów z reklam, ile byśmy chcieli, także dotyczy to kibiców VIP, choć jesteśmy w czołówce klubów ekstraklasy. Z kolei w związku z nową umową prawa z tytułu transmisji telewizyjnych w przyszłym roku poważnie wzrosną. Przyjęło się, że kluby powinny stać na trzech nogach - na dniu meczowym, wpływach od sponsorów i prawach telewizyjnych. Jakby spojrzeć na te nasze podsumowanie, te trzy nogi są mniej więcej tej samej wielkości. Trochę chudnie noga dnia meczowego, a puchnie noga z praw telewizyjnych. Uważam, że to wzorowa struktura przychodów – powiedział.

 

Z audytu można dowiedzieć się, że wynagrodzenia piłkarzy w sezonie 2017/18 (z premiami meczowymi) wyniosły 25 mln 400 tysięcy złotych i były wyższe o ponad 6 mln niż rok wcześniej. Z kolei za udział w trzech rundach eliminacyjnych Ligi Europejskiej klub zarobił blisko trzy mln złotych. W sezonie 2015/16 z tytułu gry w europejskich pucharach do kasy wpłynęło ponad 14 mln złotych, ale wówczas "Kolejorz" występował z fazie grupowej LE.

 

Dokument zawiera też koszty, jakie musiał ponieść w związku z niewłaściwym zachowaniem swoich kibiców. W poprzednim sezonie Lech zapłacił łącznie ponad 500 tysięcy złotych kar, ale rekordowy był sezon 2015/16, gdzie te koszty wyniosły ponad milion złotych.

 

- W sezonie 2015/16 zostaliśmy dotkliwie ukarani za mecz finałowy Pucharu Polski w Warszawie. Płaciliśmy też wysokie grzywny nałożone przez UEFA, w związku zachowaniem naszych kibiców podczas spotkań w europejskich pucharach - wyjaśnił Kacprzycki. 

 

WYNIKI, TERMINARZ I TABELA LOTTO EKSTRAKLASY