Dla Cieślaka było to najpoważniejsze wyzwanie w karierze. Kalenga to przecież były tymczasowy mistrz świata, który walczył na całym świecie z zawodnikami teoretycznie lepszymi. Przed galą "El Toro" odgrażał się, że będzie to dla niego spacerek, a Polak będzie zmuszony zakończyć swoją przygodę z boksem. Na Cieślaku te słowa nie robiły jednak większego wrażenia.

Radomianin od samego początku był niezwykle skupiony i walczył zupełnie inaczej niż w poprzednich starciach. Był cierpliwy, precyzyjny i nie miał problemów z napierającym przeciwnikiem.

- Współpraca z trenerem Andrzejem Liczikiem dopiero teraz zaowocowała. Będzie przynosiła kolejne efekty. Fajnie, że wygrałem i to jeszcze przed czasem - powiedział.

Cieślak w trakcie walki kilka razy zmieniał pozycję na mańkuta, dwukrotnie miał też "podłączonego" Kalengę, ale nie ruszył do szaleńczego ataku. W trzeciej rundzie Kalenga był w stanie zebrać trochę sił i wrócił do walki. Nie był jednak w stanie zaskoczyć Polaka. Czy zawodnik z Radomia żałuje, że nie podkręcił tempa?

- Chciałem go rozbijać przez kolejne rundy, za wszystko, co opowiadał przed walką. Dlatego się tak zachowałem - dodał.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.