Największy sukces w historii polskiego sportu

Sporty walki
Największy sukces w historii polskiego sportu
Fot.PAP

Pięć złotych, dwa srebrne i dwa brązowe medale polskich pięściarzy zdobytych w 1953 roku w pamiętnych mistrzostwach Europy w Warszawie, nie bez powodu uznawane jest za największy, powojenny sukces polskiego sportu. Teraz obok Hali Gwardii, gdzie odbył się ten turniej, stanie pomnik Feliksa Stamma, genialnego trenera, który do tego sukcesu ich poprowadził. Odsłonięcie we wtorek.

Ci, którzy dobrze pamiętają tamte czasy mówią, że transmisji z Hali Gwardii słuchały w całej Polsce miliony ludzi. W jednostkach wojskowych tak układano plany zajęć, by żołnierze mogli słuchać transmisji przez megafony. Atmosfera wielkiego, narodowego święta rosła wraz z każdym kolejnym zwycięstwem Polaka.

 

Nasi pięściarze w pokonanym polu zostawiali przecież wielkich faworytów ze Związku Radzieckiego, w bezpośrednich pojedynkach nie dając im większych szans. Reprezentacja Kraju Rad zdobyła w Warszawie tylko dwa złote medale i drugie miejsce w klasyfikacji drużynowej miało dla radzieckich towarzyszy bardzo gorzki smak.


Nieżyjący już Leszek Drogosz, jeden z pięciu polskich złotych medalistów mówił mi przed laty, że kiedy następnego dnia po mistrzostwach przeglądał nagłówki gazet nie wierzył własnym oczom. – Pisano o zwycięstwie radzieckiej szkoły boksu, choć sprawiliśmy im tęgie lanie. W innej z gazet wyczytałem: Radzieccy bokserzy mistrzami Europy !!! Paranoja, czułem się jak w krainie absurdu – opowiadał Drogosz. Po cichu liczył, że on lub jeden z jego kolegów zostanie uznany za najlepszego zawodnika mistrzostw, ale polscy działacze woleli dmuchać na zimne i wskazali na reprezentanta ZSRR, Władimira Jengibariana. Drogosz skwitował to krótko: widać takie było polecenie partyjne.

 

Dla młodego Drogosza turniej ten miał jeszcze inny wymiar, podczas pobytu w Warszawie zrozumiał czym była wojna. – U mnie w Kielcach było co najwyżej kilka zniszczonych domów, a tu na każdym kroku straszyły ruiny. Ocieraliśmy się o nie bez przerwy, idąc pieszo z Hotelu Polonia, gdzie mieszkaliśmy, do Hali Mirowskiej. Szliśmy na skróty, w otoczeniu kibiców, którzy prosili o bilety. Byli wszędzie, nachodzili nas w hotelowych pokojach, atakowali telefonując bez przerwy. Kiedy Polacy wygrywali wynoszono ich na rękach, Feliksa Stamma również. A później niesiono do hotelu. Szaleństwo nie miało końca.

 

X Mistrzostwa Europy w boksie rozpoczęły się 17 maja o godzinie 14. Zgłoszono do nich 119 pięściarzy z 19 państw, w tym dziesięciu Polaków. W kolejności od wagi muszej do ciężkiej byli to: Henryk Kukier, Zenon Stefaniuk, Józef Kruża, Aleksy Antkiewicz, Leszek Drogosz, Zygmunt Chychła, Zbigniew Pietrzykowski, Zbigniew Piórkowski, Tadeusz Grzelak i Bogdan Węgrzyniak. Z tej drużyny żyje tylko ciężko chory Kukier, słynna maszynka do zadawania ciosów z Lublina.


Znakomity technik Zenon Stefaniuk, chłopak z Siedlec, przystępując do tych mistrzostw miał stoczonych 136 walk, z których przegrał zaledwie 11, a 5 zremisował.


Kruża, były piłkarz spod Tczewa z 209 pojedynków 20 przegrał, i 7 zremisował.


Antkiewicz (na zdjęciu podczas mistrzostw razem z trenerem Stammem w narożniku) też kopał piłkę na Grabówku pod Gdynią. Za sprawą marynarzy, którzy trenowali boks zaraził się tą dyscypliną i z igrzysk w Londynie (1948) przywiózł brązowy medal, pierwszy po wojnie dla polskiego sportu. Cztery lata później w Helsinkach zdobył srebro. Jego bilans – 226 walk, 14 porażek i 4 remisy jeszcze dziś robi wrażenie.


19-letni Drogosz znakomicie grał w ping ponga. Coś o tym wiem, bo 33 lata później rozegrałem z nim dwa zacięte mecze podczas zgrupowania kadry juniorów w Giżycku, gdzie przygotowywali się do mistrzostw Europy. Był asystentem trenera Czesława Ptaka.


Drogosz w młodości dorabiał na weselach grając na akordeonie. Miał talent do wszystkiego do czego się zabrał. Feliks Stamm pisał w swoich pamiętnikach, że gdyby został szermierzem byłby lepszy od Jerzego Pawłowskiego. Drogosz zapytany wtedy ile walk z 85 które stoczył przegrał, odpowiedział, że nie pamięta.


Chychła, Kaszub wcielony w czasie wojny do Wermachtu, był bokserem gdańskiej Gedanii. W Helsinkach zdobył pierwszy złoty medal olimpijski dla Polski po wojnie. Z 250 walk przegrał tylko 12.


Debiutant Pietrzykowski, później czterokrotny mistrz Europy, trzykrotny medalista olimpijski i 11-krotny mistrz Polski znalazł się w tej drużynie tylko na wyraźne żądanie Stamma, który widział w nim coś więcej niż pozostali trenerzy i działacze.


Piórkowski został bokserem z nudy, bo skończył się sezon piłkarski w Łodzi i nie miał co ze sobą zrobić. Miał za sobą 115 walk, w tym 14 porażek i 6 remisów.


Grzelak, syn marynarza. 197 walk, 25 porażek i 10 remisów.


Węgrzyniak, marynarz, też namiętnie kopał piłkę, ale gdy wypływał w morze, to później w portowych zaułkach znacznie bardziej przydatny był mu boks. Stoczył 54 pojedynki, siedem z nich przegrał.


W dniu finałów, 24 maja 1953 roku, w Hali Gwardii nie było jednego wolnego miejsca. Dla Feliksa Stamma, jak to sam określił, był to najszczęśliwszy dzień w życiu. Siedmiu Polaków walczyło o tytuł mistrza Europy, pięciu wygrało swoje pojedynki.


Finały rozpoczęły się od sukcesu Kukiera, który pokonał Czecha Majdlocha, później Stefaniuk, najlepszy technik w polskiej ekipie zatrzymał skutecznie Rosjanina Stiepanowa. Kruża, kolejny z Polaków, miał zagrać z Aleksandrem Zasuchinem, rodakiem Stiepanowa, w bokserskie szachy, bo taki był plan Feliksa Stamma. Plan się powiódł, bo został mistrzowsko zrealizowany przez Krużę, który co trzeba koniecznie przypomnieć pochował przed finałem swojego nowo narodzonego synka i wystąpił w nim na własne żądanie.


Drogosz po wygranej w eliminacjach z Rosjaninem Miednowem miał już prostą drogę do sukcesu. Z Irlandczykiem Terencem Milliganem bawił się w walce o tytuł jak kot z myszą. Ostatnie piąte złoto zdobył Chychła, najlepszy w wadze półśredniej. Mistrz olimpijski z Helsinek przystąpił do turnieju z zaawansowaną gruźlicą. Mimo choroby raz jeszcze pokonał Siergieja Szczerbakowa, silnego jak tur pięściarza z Kraju Rad.


Grzelak i Węgrzyniak przegrali swoje finałowe walki. Grzelak z Niemcem Ulrichem Nitschkem, a Węgrzyniak z legendarnym radzieckim siłaczem, Algirdasem Soczikasem. Brązowe medale w tych historycznych mistrzostwach zdobyli 18-letni Pietrzykowski i Antkiewicz, dwukrotny medalista olimpijski. Jedynym, który nie stanął na podium był Piórkowski.


Tak znakomitego występu polscy pięściarze nie zanotowali ani wcześniej, ani później. Dziś o takim sukcesie nikt nawet nie marzy, bo jest nierealny. Tym bardziej więc odsłaniany we wtorek wieczór pomnik Feliksa Stamma będzie przypominał o potędze polskiego boksu i mistrzostwie tych, którzy 66 lat temu dali tak wiele radości Polakom.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze