Marta Ćwiertniewicz: Jest Pan nadal młodym, ale jakże doświadczonym już siatkarzem, jeśli chodzi o grę w reprezentacji. Ten napięty terminarz chyba nie jest dla Pana niczym nowym.

 

Mateusz Bieniek: W swoim pierwszym sezonie w reprezentacji brakowało mi jednego tygodnia, by być sześć miesięcy bez przerwy na zgrupowaniach. Kalendarz jest napięty, ale walczymy, żeby go skrócić. Zawsze przyjeżdżam na reprezentację zadowolony i staram się od nowa zbudować swoją pozycję.

 

W Polsce zdobył Pan już wszystko w ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Nadszedł czas na debiut w lidze włoskiej. Jest lekki stres przed zmianą ligi? Można go porównać ze tremą przed debiutem w reprezentacji?

 

Wyleczyłem się ze stresu przed meczem. Kiedyś dość mocno mi przeszkadzał i sprawiał, że słabiej grałem. Dziś umiem sobie już z nim radzić.

 

Na pozycji środkowego konkurencja jest coraz większa. Oprócz pojawienia się nowych nazwisk, były również powroty, np. Karola Kłosa. Nie boi się Pan o miejsce w składzie?

 

Uważam, że w reprezentacji powinni grać najlepsi. Zawsze przyjeżdżając na zgrupowanie trzeba ciężko trenować i swoją dobrą grą przekonać trenera, żeby na nas postawił.

 

Czeka Was bardzo trudny sezon wypełniony imprezami. Która z nich będzie dla Pana najważniejsza?

 

Zdecydowanie kwalifikacje do igrzysk. Fajnie byłoby zapewnić sobie awans za pierwszym podejściem. Na drugim miejscu postawiłbym mistrzostwa Europy.

 

Jakie cele stawia Pan przed sobą, a jakie przed drużyną na ten sezon?

 

Chcę, żeby drużyna była zdrowa. Sportowo jesteśmy świetnym zespołem, co udowodniliśmy rok temu. Jeśli będziemy zdrowi, to sukcesy same przyjdą.