- Był to nasz drugi start międzynarodowy w tym sezonie, po Pucharze Świata w Płowdiw, gdzie nie wszystkie osady się zaprezentowały. Nie ominęły nas choroby, przez co jedna z osad, kobieca dwójka podwójna wagi lekkiej, nie mogła wystartować. Jestem zadowolony z poziomu reprezentacji, jesteśmy na dobrej drodze. Mistrzostwa Europy są oczywiście bardzo ważne, ale my od początku traktowaliśmy je jako kolejny etap przygotowań do mistrzostw świata, które będą jednocześnie kwalifikacją olimpijską - powiedział prezes PZTW na konferencji prasowej po powrocie reprezentacji Polski do Warszawy.

 

Przy okazji regat w Szwajcarii odbyło się posiedzenie Europejskiej Federacji Wioślarskiej. Jedną z decyzji było przedłużenie o kolejne dwa lata kadencji Stadniuka na stanowisku przewodniczącego tej organizacji.

 

W Lucernie jedyny złoty medal dla Polaków uzyskali Fabian Barański i Mirosław Ziętarski w dwójce podwójnej.

 

- Już na treningach spodziewaliśmy się, że możemy dobrze wypaść. W pierwszym wyścigu jeszcze nie byliśmy do końca zgrani, ale w finale pokazaliśmy klasę. Jak widzieliśmy, że Szwajcarzy cieszą się na mecie, zastanawialiśmy się, czy jesteśmy na drugim, czy może na trzecim miejscu. Dopiero gdy dopływaliśmy do pomostu powiedziano nam, że mamy złoty medal - relacjonował Ziętarski.

 

Drugie miejsca zajęli Artur Mikołajczewski w jedynce wagi lekkiej oraz czwórka bez sternika Mikołaj Burda, Mateusz Wilangowski, Marcin Brzeziński i Michał Szpakowski.

 

Mikołajczewski przegrał jedynie z utytułowanym Węgrem Peterem Galambosem. Udanym występem w Lucernie pokazał, że jest w dobrej formie i może ubiegać się o miejsce w dwójce podwójnej wagi lekkiej, która w odróżnieniu od jedynki jest konkurencją olimpijską.

 

- Przed regatami nie wiedziałem, na co stać Galambosa. Miałem świadomość, że w przedbiegu i półfinale nie dał z siebie wszystkiego, więc liczyłem się z tym, że w finale będzie ciężko. W pewnym momencie włożyłem wszystko w to, żeby uzyskać chociaż pół łodzi przewagi nad Węgrem, ale niestety na ostatnich 300 m okazało się, że kosztowało mnie to za dużo - opowiadał 28-letni wioślarz z Kruszwicy.

 

Z kolei członkowie czwórki bez sternika znają się dobrze od wielu lat, ponieważ w przeszłości startowali z sukcesami na ósemce.

 

- Mamy nadzieję, że ten występ czegoś nas nauczy. Powinniśmy płynąć pierwsze 1500 m jak w półfinale, a ostatnie 500 m jak w finale. Mamy już jakieś doświadczenie, parę, paręnaście lat startowaliśmy w ósemce. Obyśmy mogli być tak samo zadowoleni po mistrzostwach świata - powiedział Burda.

 

W rywalizacji kobiet w tej konkurencji brąz zdobyły Joanna Dittmann, Monika Chabel, Olga Michałkiewicz i Maria Wierzbowska.

 

- Znamy naszą konkurencję i wiemy, że Holenderki zawsze są silne. Rumunki też, ale zwykle tylko na mistrzostwach Europy, na mistrzostwach świata - niekoniecznie. My popłynęłyśmy na sto procent. Były małe błędy, nierówności, pomyłki, ale mamy przekonanie, że więcej nie byłybyśmy w stanie wywalczyć - przyznała Chabel.

 

Rozczarowaniem była dopiero czwarta pozycja mistrzyń świata i obrończyń tytułu w czwórce podwójnej, w składzie: Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Springwald i Katarzyna Zillmann.

 

- Treningi na to nie wskazywały. Fakty są takie, że nasz wysiłek był nieskuteczny. To nie byłyśmy my, to nie był nasz bieg. Było to bolesne, ale lepiej teraz niż później. To początek sezonu, na razie brakuje nam rytmu startowego. Teraz musimy spokojnie wszystko przeanalizować z trenerem. Nie ma paniki. Jeszcze długa droga przed nami - podkreśliła Zillmann.

 

Przed rokiem w Glasgow Polacy wywalczyli cztery medale: złoty, srebrny i dwa brązowe. Tegoroczne mistrzostwa świata odbędą się w Linzu 25 sierpnia - 1 września.