Kilka lat temu najlepszy strzelec w historii klubu (211 bramek) stwierdził, że w przyszłości chce być trenerem Chelsea. Dla wielu było to oczywiste, ale nie da się ukryć, że kibicom zaczęło mocniej bić serce. Właśnie takiego człowieka, który zna każdą kępkę trawy na Stamford Bridge, brakowało na tym stanowisku praktycznie od zawsze. Kolejni menadżerowie przychodzili i odchodzili, najczęściej zostawiając z jednej strony trofea, z drugiej zniszczoną atmosferę w szatni czy wściekłych kibiców. Skoro jednak w gablocie wszystko się zgadzało, to Roman Abramowicz - coraz rzadziej angażujący się w losy zespołu - nie narzekał.

 

Ostatnie wydarzenia zmieniły jednak nastawienie wielu osób. Zakaz transferowy, który ma obowiązywać latem 2019 oraz zimą 2020 roku, sprawił, że "The Blues" potrzebowali zmian. Trzeba przyznać, iż Maurizio Sarri, były już trener Chelsea, wyciągnął pomocną dłoń. Włoch naraził się kibicom, a także młodym piłkarzom. Od lat panuje opinia, że londyńska akademia należy do najlepszych na świecie, lecz żadnemu trenerowi nie udało się z niej umiejętnie skorzystać. Sarri nawet nie spróbował. Przez rok ani razu nie obejrzał spotkania młodszych roczników, kompletnie nie interesowała go sytuacja potencjalnych gwiazd. Niech dobrym przykładem będzie to, że na towarzyskie starcie z New England Revolution w Stanach Zjednoczonych, które odbyło się po zakończeniu rozgrywek Premier League, a przed finałem Ligi Europy, zabrał Ike Ugbo, a nie choćby Charlie'ego Browna. Ten pierwszy wrócił zimą z wypożyczenia do trzecioligowego Scuntorphe, rozgrywając w tym roku 65 minut. Z kolei ten drugi został królem strzelców Ligi Młodzieżowej UEFA...

 

Sarriego broniły wyniki, jednak zakaz transferowy, a także pośpiech działaczy Juventusu, którzy za wszelką cenę potrzebowali następcy Massimiliano Allegriego, sprawiły, że Chelsea musiała działać. Nazwisko Lamparda pojawiło się więc znacznie wcześniej, niż się spodziewano. Legendarny pomocnik dopiero rok temu zaczął samodzielną karierę trenerską. Zbierał raczej dobre noty, a jego Derby County do ostatniej chwili biło się o awans do Premier League. Przegrało dopiero w "najdroższym meczu sezonu" z Aston Villą na Wembley, ale Lamparda nikt nie krytykował. Właściciel "Baranów" Mel Morris był zadowolony i chciał kontynuować tę współpracę. Zainteresowanie wszystko przekreśliło, ale biznesmen nie zamierzał stawać na jego drodze. To podobna sytuacja jak transfer Edena Hazarda do Realu Madryt. Każdy wiedział o ich marzeniach, każdy wiedział, że prędzej czy później taki ruch będzie musiał się wydarzyć.

 

Lampard wchodzi więc w środowisko, które zna doskonale, ale tym razem w zupełnie innej roli. Jego zadaniem będzie utrzymać Chelsea w szerokiej czołówce Premier League, grając na kilku frontach. Zadanie niewątpliwie bardzo trudne, biorąc pod uwagę brak jakiegokolwiek działania na rynku transferowym. Klubowi udało się tylko zakontraktować Mateo Kovacica, gdyż ubiegły sezon spędził na wypożyczeniu, więc proces zarejestrowania zawodnika nie był konieczny. Jak wynika z ustaleń, zakup Chorwata to pomysł nowego trenera. Tak więc pierwsza decyzja jest już za nim.

 

Co jeszcze przed nim, zanim zacznie się sezon? Przekonanie Calluma Hudsona-Odoia do pozostania w klubie. Jeden z najbardziej utalentowanych skrzydłowych na świecie cierpiał w zeszłym sezonie i nie chodzi tylko o groźną kontuzję, jakiej się nabawił. Sarri ewidentnie mu nie ufał, wprowadzał go niezwykle rzadko. Sytuacja zmieniła się dopiero po naciskach ze strony kibiców. Hudson-Odoi mimo wszystko czuł się komfortowo, gdyż latem 2020 roku kończy się jego kontrakt, a wielkie zainteresowanie jego osobą przejawiał Bayern Monachium. Piłkarz bardzo chciał zmienić barwy, ale po zwolnieniu Sarriego wszystko się zmieniło. Nie chodzi tylko o 18-latka. Gracze, którzy zamierzali odejść z Londynu, nagle zmienili zdanie. Juan Familio-Castillo, George McEachran oraz Tariq Uwakwe - oni mieli odejść z Chelsea, tymczasem niespodziewanie przedłużyli umowę. Oni uwierzyli w wizję Lamparda.

 

A ta jest oczywista. Konsekwentne wprowadzenie młodych piłkarzy. Lampard wie, jak to jest, gdyż przez te wszystkie lata obserwował, jak młodzi zawodnicy dwoją się i troją, ale są pomijani. W trakcie pracy w Derby pokazał, że nie boi się odważnych decyzji. To u niego ważną postacią stał się 18-letni Jayden Bogle. to u niego grali tacy gracze jak Mason Mount oraz Harry Wilson. Dlaczego więc podobnej sytuacji ma nie być w zachodnim Londynie? Oczekiwania są większe, ale jeśli nie teraz to chyba nigdy. Zdają sobie o tym sprawę i kibice, i sami piłkarze.

 

Trudno jednak nie widzieć szansy, skoro w gronie jego asystentów znajdą się Jody Morris, Joe Edwards oraz Eddie Newton. Wszyscy mają znakomite rozeznanie wśród młodych piłkarzy Chelsea, a ten pierwszy był przy Lampardzie w trakcie pracy w Derby County.

 

Pierwsze sygnały są bardzo optymistyczne. Lampard odbył już rozmowę z Mariną Granovskaią, najważniejszą dyrektor w Chelsea, na temat funkcjonowania akademii. Nie ma nic lepszego od codziennego spędzania czasu ze swoimi idolami? Niby nic wielkiego, ale przez ostatnie lata czegoś takiego nie było. Anglik chce, by młodzi zawodnicy przyglądali się z bliska wielkiemu światu, dlatego od tego sezonu wszyscy będą pracować w jednym budynku, a zajęcia młodych mają odbywać się w takich godzinach, by Lampard mógł je śledzić. To gigantyczna zmiana w porównaniu z podejściem Sarriego, którego poczynania młodszych graczy kompletnie nie interesowały.

 

Lampard lubi ofensywną grę, a w Chelsea będzie ją wprowadzać, mając do dyspozycji niezłych technicznie piłkarzy. Jego zespół prawdopodobnie będzie prezentował bardziej bezpośredni styl niż za czasów Sarriego. Tym razem zabraknie jeden motoru napędowego w postaci Hazarda. Jak nie będzie szło, to piłka nie trafi do magicznego Belga, który być może wyczarowałby jakąś bramkę. To jedno z kolejnych zadań Anglika - czy jest w stanie wykreować jego następcę lub też równomiernie rozłożyć siły w zespole, by strata tak genialnego piłkarza nie okazała się zgubą?

 

Czy uda mu się odnaleźć w swoich szeregach bramkostrzelnego napastnika? W zachodnim Londynie od zawsze jest z tym problem, a od czasów Diego Costy w klubie brakuje lidera pierwszej linii. Nie sprawdzili się m.in. Alvaro Morata oraz Gonzalo Higuain. Swoje momenty miewał Olivier Giroud, jednak prawdopodobnie szansę może otrzymać Tammy Abraham. 21-latek ma za sobą genialny sezon na zapleczu Premier League (w barwach Aston Villi strzelił 26 goli), ale czy to przełoży się na grę w elicie?

 

Pytań jest mnóstwo, a odpowiedzi tylko kilka. Na pewno Lampard będzie miał ten komfort, że fani pójdą za nim w ogień. Podczas każdego spotkania na Stamford Bridge stadion będzie stał za nim murem, a głośne "Super Frank" będzie dodawało mu pewności siebie. Anglik nie chce jednak taryfy ulgowej od właściciela, prosząc o równe traktowanie. To też pokazuje wielkie zaufanie do własnych możliwości. W zachodnim Londynie rozpoczyna się nowa era, która popchnie klub na zupełnie nowe tereny. Z takim generałem jak Lampard wydaje się to niezwykle interesująca misja, którą warto śledzić.