Po raz kolejny największa organizacja MMA na świecie miała komfort w układaniu rozpiski. Choć walka Jorge Masvidala z Benem Askrenem znalazła się na dole karty głównej UFC 239, to budziła gigantyczne zainteresowanie kibiców. Powodów było mnóstwo, a oliwy do ognia dolewali sami zawodnicy, którzy ewidentnie za sobą nie przepadali. Podkreślali to w każdej rozmowie, pokazywali to na spotkaniach podczas treningu medialnego czy oficjalnego ważenia, więc atmosfera była regularnie podgrzewana. I słusznie, bo ten pojedynek mógł skraść show w Las Vegas.

 

Sprawa nie była też jakoś skomplikowana. Masvidal liczył na utrzymanie walki w stójce, podczas gdy niepokonany Askren zrobiłby wszystko, by skrócić dystans i rozegrać pojedynek w obszarze zapaśniczko-parterowym. "Funky" ma za sobą dziwny debiut przeciwko Robie'emu Lawlerowi, który mógł skończyć na tarczy już po kilkudziesięciu sekundach. Zdołał jednak przetrwać piekło, by następnie poddać byłego mistrza wagi półśredniej. Z kolei Masvidal brutalnie znokautował faworyzowanego Darrena Tilla w Londynie.

 

- Świat wybrał mnie, bym naprawił pomyłkę, jaką jest Askren - powiedział Masvidal, nawiązując do licznych wiadomości od fanów, którzy prosili go o znokautowanie przeciwnika.

 

Słowa dotrzymał! I to w takim stylu, jakiego nikt się nie spodziewał! To było coś absolutnie szalonego, ale skoro trenuje się z Yoelem Romero (pamiętny nokaut Kubańczyka na Chrisie Weidmanie), to wszystko jest możliwe. Askren nie wyciągnął wniosków z debiutanckiego starcia przeciwko Lawlerowi i zapłacił za to najwyższą cenę.

Masvidal rozpoczął z uśmiechem na twarzy i od razu ruszył na rywala z impetem. W pełnym biegu zaatakował go latającym kolanem, podczas gdy Askren chciał od razu przechwycić nogi w celu obalenia. Nie udało mu się i padł nieprzytomny na deski. Koniec po pięciu sekundach. Tak, po PIĘCIU! To najszybszy nokaut w historii UFC. Wcześniej takim osiągnięciem mógł poszczycić się Duane Ludwig, który w sześć sekund pokonał Jonathana Gouleta.