Próbka od badań najprawdopodobniej pochodzi z dnia 17 lipca, a więc została pobrana kilka dni przed sobotnią walką z Rivasem. Wiele zagranicznych mediów podaje informację, że być może pozytywny wynik był znany jeszcze zanim bohaterowie pojawili się w ringu, ale brytyjska fedearcja bokserska BBBC (British Boxing Board of Control) mimo wszystko zezwoliła na pojedynek.

 

Zgodnie z przepisami obowiązującymi na Wyspach Brytyjskich Whyte na prawo odwołać się od wyniku testów. Stanowisko komisji antydopingowej działającej w tamtym rejonie (UK Anti-Doping) jest klarowne. Do chwili zakończenia procesu i potwierdzenia informacji o naruszeniu przepisów, nie ma podstaw, aby stwierdzić, że zawodnik naruszył regulamin. Do tego momentu BBBC nie może nałożyć żadnej kary na pięściarza.

 

Wynik pozytywny był efektem zawartości próbki "A". Najprawdopodobniej w kolejnym etapie badań rezultat zostanie zweryfikowany po otwarciu próbki "B". Zazwyczaj do takiego procesu dochodzi w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin.

 

W sobotę Whyte pokonał na kartach punktowych Rivasa jednogłośną decyzją sędziów (115-112, 115-112, 116-111). Brytyjczyk nie tylko zdobył pas tymczasowego mistrza WBC, ale także zdobył pozycję obowiązkowego pretendenta do walki z mistrzem Deontayem Wilderem. Aktualne zamieszania mogą jednak wpłynąć negatywnie na potencjalne zestawienie...

 

Warto przypomnieć, że w przeszłości Whyte miewał już nie po drodze z komisjami antydopingowymi. W 2012 roku został zawieszony na dwa lata po walce z Sandorem Baloghem, którego znokautował w czwartej rundzie pojedynku. W organizmie Brytyjczyka wykryto metyloheksanaminę, czyli substancję, która posiada właściwości termogenne i stymulujące układ nerwowy.