Starcie aktualnego mistrza z tymczasowym czempionem zapowiadało się znakomicie. Choć Khabib przyzwyczaił fanów do tłamszenia kolejnych rywali, to Poirier miał swoje szanse. Upatrywał ich przede wszystkim w stójce, w której jest bardzo precyzyjne, a jego ciosy ważą bardzo dużo.

 

Od pierwszych minut oglądaliśmy spokojne podejściu obu zawodników. Kwestią czasu było jednak to, kiedy Khabib spróbuje sprowadzenia walki do parteru. Dagestańczyk nie miał problemów z wywracaniem Poiriera i wydawało się, że pojedynek może zakończyć się w pierwszej rundzie. "Diamond" przetrwał m.in. bardzo ciasną naciskówkę na szczękę. W końcówce zdobył nawet dosiad, trafił wieloma łokciami, ale nie udało mu się skończyć.

 

W drugiej rundzie Khabib przeżył prawdopodobnie najtrudniejsze chwile w karierze. Poirier trafił go prawym sierpowym prosto na szczękę Khabiba. Mistrz ewidentnie odczuł ten cios, zaczął się cofać, mając lekki problem z zachowaniem równowagi. Amerykanin ruszył do ataku, ale nie zdołał ulokować kolejnych uderzeń. Khabib w końcu w swoim stylu poszukał zejścia w nogi i po chwili znalazł się w swoim królestwie.

 

Trzecie starcie to znowu kolejne problemy Khabiba, który w pewnym momencie musiał bronić się przed ciasną gilotyną Poiriera. Dagestańczyk zaczął jednak kręcić się we właściwą stronę, a po chwili odzyskał kontrolę nad przebiegiem pojedynku. Jego przewaga w parterze nie podlegała dyskusji. W pewnym momencie udało mu się zająć plecy i zapiąć duszenie zza pleców. "Diamond" odklepał niemal natychmiastowo.

To druga skuteczna obrona tytułu wagi lekkiej dla "Orła".