Punktacja sędziów (116:112, 117:111, 118: 110) dla „Króla Cyganów” nie oddaje tego co działo się w T-Mobile Arena. Wydawało się, że 28 letni Szwed Otto Wallin nie będzie miał w tej konfrontacji nic do powiedzenia, ale boks raz jeszcze pokazał swoją nieprzewidywalność. Niedoceniany Szwed był lepszy niż oczekiwano, więc trzy lata starszy Fury zamiast bawić publiczność, do końca musiał walczyć o swoje.

 

Spory wpływ na przebieg wydarzeń miała poważna kontuzja łuku brwiowego, której „Król Cyganów” doznał w trzeciej rundzie po lewym sierpowym Wallina. Rozcięcie było tak głębokie, że prawdopodobieństwo przerwania walki było bardzo duże. Mówiliśmy o tym z Grzegorzem Proksą komentując ten pojedynek. I wtedy sensacyjnym zwycięzcą byłby Wallin, bo rozcięcie powstało po ciosie, a nie zderzeniu głowami.

 

Ale na szczęście dla Tysona jego cutman okazał się znakomitym fachowcem, a lekarz Komisji Sportowej Stanu Nevada nie był służbistą przestrzegającym surowo przepisów, więc walka trwała dalej.

 

Fury zadał w niej więcej celnych ciosów (179-127), tzw. power punches również (127-84), ale zapowiadanego spacerku nie było. Pisałem przed tym pojedynkiem dla Polsatsport.pl, że jeśli już, to spacerek może być męczący i tak właśnie było.

 

Inna sprawa, że kondycyjnie Fury wytrzymał walkę znakomicie. Przegrał wprawdzie ostatnią rundę, w której Wallin miał jeszcze ostatnią szansę, by sprawić wielką sensację, ale poprzednie trzy pewnie wygrał. Atakował, szukał walki z bliska, chcąc za wszelką cenę udowodnić swoją wyższość. Ale leworęczny Szwed okazał się twardy, miał dobry plan na ten pojedynek nakreślony przez amerykańskiego trenera Joey’a Gamache, byłego mistrza świata wagi superpiórkowej i lekkiej. W początkowych rundach sporo ciosów zadawał na korpus, dobrze się poruszał. Później kontuzja i dobra postawa Wallina wymusiła na Angliku agresywny atak, ale Szwed zepchnięty do obrony też zdał egzamin.

 

Obaj wytrzymali wysokie tempo, co jest godne pokreślenia tym bardziej, że to przecież wielkie chłopy. Fury 206 cm i 115,4 kg, Wallin nieco niższy – 198 cm i 107 kg, czyli też nie ułomek. A w sumie zadali prawie 900 ciosów. Otto Wallin zrobił co mógł, pokazał serce i determinację. Widać że jest jeszcze nierozbity i ma dobrą kondycję. – Dałem z siebie wszystko – powie po ogłoszeniu werdyktu. Szkoda tylko, że tego pojedynku nie widział zmarły w tym roku 68 letni ojciec Szweda, Carl Wallin, jego pierwszy nauczyciel. Z pewnością byłby dumny z syna.

 

Mówił zresztą o tym Tyson Fury, gratulując postawy rywalowi. I przyznał, że od chwili gdy doszło do kontuzji łuku brwiowego nic nie widział na jedno (prawe) oko. Musiał też zmienić taktykę, by nie pozostawić żadnych wątpliwości sędziom. Ale o Wallinie do końca wypowiadał się z uznaniem nazywając go twardzielem. A na koniec ryknął w swoim stylu do mikrofonu: Teraz dajcie mi tego leszcza Wildera.

 

Ben Davison, trenera Tysona Fury’ego uważa że 12 trudnych rund z Wallinem to znakomite przetarcie przed starciem z mistrzem WBC. Lecz nie tylko ja myślę, że jest to też sygnał ostrzegawczy, Szwed pokazał bowiem jak walczyć z „Królem Cyganów”.

 

Wypada mieć tylko nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie, by możliwie szybko doszło do rewanżu Fury – Wilder. Nie jestem tylko przekonany, że stanie się to już 22 lutego, a taki jest przecież wstępny termin tego pojedynku.