Sięgnijmy do historii klubu znad Loary - w sezonie 1993/94 po dziewięciu meczach Nantes zgromadziło 21 punktów i finalnie zdobyło w tamtych rozgrywkach tytuł mistrzowski. Czyżby sytuacja miała się powtórzyć? Czy prowincjonalny klub zdoła stawić czoła potędze z Neymarem i Mbappe w składzie?

 

Co ciekawe, ostatnimi czasy Kita praktycznie nie udziela się we francuskich mediach. Wydaje się, że taka sytuacja mu odpowiada. Zamiast skupiać się na konfliktach i medialnych przepychankach, zajmuje się tym, co najważniejsze - swoim ukochanym FC Nantes.

 

Jakże musi się teraz cieszyć, że w czerwcu nie uległ pokusie i nie sprzedał klubu Anglikom. A przecież oferta była zniewalająca. Sto milionów euro! Kita zdradził mi, że gdyby nie nadzorująca Ligue 1 Izba Kontroli, która uznała gwarancje bankowe angielskich biznesmenów za niewystarczające, dziś pewnie nie byłby już właścicielem "Kanarków". Zrządzenie losu.

 

W Nantes doszło ostatnio do poważnych przetasowań. Zaledwie dwa dni przed startem sezonu odszedł kontrowersyjny trener Vahid Halihodzić. Całe szczęście, w ostatniej chwili Kicie udało się zakontraktować pozostającego na rynku Christiana Gourcuffa, ojca słynnego Yoanna. To był strzał w dziesiątkę.

 

Piłkarze jasno deklarują, że po odejściu Halihodzicia odżyli. Zdradzili, że Bośniak nieustannie ich opieprzał i równał z ziemią. Z premetydacją wywoływał konflikty - był prawdziwym czarnym charakterem nantejskiej szatni. Gourcuff to człowiek z innej bajki, chociaż ma niełatwy, "bretoński" charakter - zamiast ganić, podbudowuje, zamiast szukać afer, robi dobrą atmosferę. To działa - zjednoczona szatnia na boisku daje z siebie wszystko.

 

Niesamowitą rzeczą jest to, że drugie miejsce w tabeli i 19 punktów w dziewięciu meczach, "Kanarki" zawdzięczają zaledwie... dziewięciu bramkom. Zespołu, który tak pewnie szedłby przed siebie i robiłby to zarazem tak niewielkim nakładem goli, nie było w Ligue 1 od roku 1932. Mało tego. Sześć z tych dziewięciu trafień padło w ostatnich minutach meczów. Można śmiało powiedzieć, że aktualnie Nantes to najbardziej trzymający w napięciu zespół we Francji.

 

Gourcuff nie widzi jednak w tym problemu. - Najpierw zwycięstwa, potem bramki - ucina temat.

 

Kita, 66-letni już biznesmen ze Szczecina, ma więc w końcu sezon, o jakim tyle lat marzył. To dopiero jedna czwarta rozgrywek, ale dorobek jest naprawdę solidny i daje "Kanarkom" nadzieję na co najmniej europejskie puchary. Teraz przerwa na kadrę. Przez następnych parę dni utrzyma się status quo. Co potem? Miejmy nadzieję, że FC Nantes na stałe wróci do francuskiej elity, a obecny sezon będzie ku temu pierwszym krokiem.