Siatkarze będą donosić na polskie kluby? To jest nierealne

Siatkówka

– Zawodnicy i zawodniczki mają zgłaszać ewentualne problemy niewypłacalności. Już ja widzę zawodniczkę, albo zawodnika, który idzie do prezesa i mówi: "ja jutro wysyłam brak zapłaconych dwóch faktur", a prezes na to odpowiada: "to jutro tracimy sześć punktów, spadamy z drugiego na jedenaste miejsce w tabeli, a ja cię wywalam z tego zespołu". To będą rozmowy, które są nierzeczywiste. Ja nie wiem, jakby one miały się odbywać – powiedział Wojciech Drzyzga w magazynie #7strefa.

W poprzednim sezonie PlusLigą wstrząsnęła katastrofa Stoczni Szczecin. Przed rozpoczęciem obecnego ogromne problemy miała drużyna z Warszawy, która ostatecznie otrzymała warunkową licencję i przystąpiła do rozgrywek pod nazwą Projekt. Jakie wnioski wyciągnięto z tych sytuacji? Czy Polska Liga Siatkówki może w jakiś sposób zapobiec podobnym zdarzeniom w przyszłości? Na ten temat dyskutowali goście magazynu #7strefa.
 
– To są pewne sprawy do załatwienia i one nie dotyczą ani Stoczni, ani Warszawy. To są tylko niedobre przykłady. Z takich przykładów trzeba wyciągać wnioski. Liga może wprowadzić system kontroli, co trzy miesiące, wzorem ligi włoskiej. Zawodnicy i zawodniczki mają zgłaszać ewentualne problemy niewypłacalności. Już ja widzę zawodniczkę, albo zawodnika, który idzie do prezesa i mówi: "ja jutro wysyłam brak zapłaconych dwóch faktur", a prezes na to odpowiada: "to jutro tracimy sześć punktów, spadamy z drugiego na jedenaste miejsce w tabeli, a ja cię wywalam z tego zespołu". To będą rozmowy, które są nierzeczywiste. Ja nie wiem, jakby one miały się odbywać  – przyznał Wojciech Drzyzga.
 
– Moim zdaniem, wzorem potężnych i prawdziwie zawodowych lig, które są w pewien sposób okrutne w tego typu sytuacjach, powinna być kontrola zewnętrzna. Prezes PLS Paweł Zagumny mówił, że on nie ma żadnej możliwości kontroli klubów i podpisanych umów, bo to są tajemnice handlowe, skomplikowane sprawy itd... On pokazuje, że jest wiele do zrobienia. Musimy działać w jakimś prawie. Pewien rodzaj koleżeństwa, czy pomocy jest do zaakceptowania, ale to nie może się jednak przerodzić w nagminne, permanentne i coroczne omijanie problemów – stwierdził ekspert Polsatu Sport.
 
– Wiemy, że upadek firmy Onico był czymś nagłym, czymś nie do przewidzenia. To jest precedens i oby się więcej nie powtórzył. Wiemy jednak, że w gospodarce kapitalistycznej takie rzeczy się zdarzają. Liga jest już na tyle zorganizowana, na tyle profesjonalna, że powinna mieć możliwości kontroli wewnętrznej. Podejrzewam, że kilka zespołów nie przeszłoby tego procesu licencyjnego, gdyby to robiła liga. Związek spojrzał łaskawszym okiem i dał trochę czasu. Na hale o odpowiedniej pojemności czekamy po ileś sezonów w wielu miejscach. Takie szturchanie tych zespołów spowodowało też jednak poprawę organizacji w wielu miejscach. Tylko jaki jest limit tego oczekiwania – dodał Drzyzga.
 
– Został zrobiony krok w dobrą stronę, co też musimy podkreślić. Wchodzą już te punkty minusowe i one mogą być przyznawane już na półmetku rundy zasadniczej, gdyby jakieś zespoły się nie wywiązywały... Wiadomo, że jest to kłopotliwa sytuacja dla zawodników. Pamiętajmy, że oprócz tych listów czystości, o których rozmawiamy, są też zobowiązania, które kluby musiały złożyć przed sezonem. Pisma z ZUS, Urzędu Skarbowego, o tym, że nie zalegają tym instytucjom. To jest też jakiś postęp w stosunku do tego, co było w ubiegłym roku. Oczywiście, daleko nam do ideału. Z drugiej jednak strony, zastanówmy się uczciwie, jaki mechanizm możemy zastosować w takiej sytuacji, kiedy sponsor dziś wykłada 15 milionów na klub, a jutro bankrutuje, albo mu się znudziła siatkówka. Co może zrobić w tej sytuacji PZPS, albo PLS? – powiedział dziennikarz Przeglądu Sportowego Kamil Drąg.
 
Cała dyskusja w załączonym materiale wideo. 
RM, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze