Drągowski, Gikiewicz, a może Majecki? Bramkarze walczą o wyjazd na Euro 2020

Piłka nożna
Drągowski, Gikiewicz, a może Majecki? Bramkarze walczą o wyjazd na Euro 2020
Fot. Cyfrasport

Lista bramkarzy, z których może skorzystać Jerzy Brzęczek, jest wyjątkowo długa. Kto może wskoczyć do kadry reprezentacji Polski na Euro 2020? To m.in. sprzedany właśnie za rekordową kwotę do Monako Radosław Majecki, czy wschodząca gwiazda Serie A Bartłomiej Drągowski.

Siedem milionów euro, a z bonusami - osiem. Tyle na transferze Radosława Majeckiego zarobić ma Legia Warszawa, która 20-letniego bramkarza wysłała do Monako. Po podpisaniu kontraktu Majecki wyprzedzi Jana Bednarka i zostanie najdrożej sprzedanym piłkarzem z PKO BP Ekstraklasy. Transfer golkipera do Ligue 1 będzie kolejnym sygnałem wysłanym selekcjonerowi reprezentacji Polski Jerzemu Brzęczkowi, który do tej pory dwukrotnie powołał Majeckiego na zgrupowania (choć młody legionista w kadrze nie zdążył zadebiutować, tak samo, jak w drużynie U-21, prowadzonej przez Czesława Michniewicza).

 

Być może decyzja AS Monaco, sprawi, że Brzęczek pójdzie śladami Pawła Janasa, który w 2006 roku niespodziewanie zabrał na mistrzostwa świata równie młodego Łukasza Fabiańskiego, który do Niemiec pojechał „po naukę”. O ile pozycja Fabiańskiego (jeśli będzie zdrowy), a także Wojciecha Szczęsnego, jest dziś nie do podważenia, to miejsce numer trzy w kadrze wciąż pozostaje do wzięcia.

 

Odważny, odważniejszy, Gikiewicz

 

Za Rafałem Gikiewiczem kolejny kapitalny mecz. Polski bramkarz fantastycznie zagrał z Augsburgiem, jego Union Berlin zwyciężył 2:0, a „Giki” po raz kolejny był najlepszy na murawie. W tym sezonie 32-latek z Olsztyna zachwyca formą. Na początku grudnia po kapitalnym spotkaniu z Koeln, w którym zachował czwarte czyste konto w sezonie, Polak znalazł się na pierwszym miejscu wśród ligowych bramkarzy magazynu "Kicker".

 

Dziś ma pięć czystych kont i w klasyfikacji wyprzedzają go tylko Fin Lukas Hradecky i Niemiec Manuel Neuer. Jego wysoką, równą formę docenił Brzęczek, który w maju 2019 roku, przed meczami z Macedonią Północną i Izraelem, powołał bramkarza do reprezentacji (choć należy pamiętać, że Gikiewicz zastąpi kontuzjowanego Szczęsnego). „Znam hierarchię w reprezentacji. Póki co cieszę się z tego powołania, bo liczyłem na nie od pięciu lat. Wreszcie się doczekałem i teraz skupiam się na każdym kolejnym treningu” – mówił na zgrupowaniu bramkarz.

 

Gikiewicz jest bohaterem Berlina nie tylko dlatego, że od półtora roku jest podporą swojego klubu (w tym sezonie rozegrał komplet spotkań: dziewiętnaście). Piłkarz zasłynął próbą przegonienia z boiska grupy chuliganów, którzy wtargnęli na murawę podczas derbów stolicy. „Odważny, odważniejszy, Gikiewicz” – pisały tamtejsze media. Po meczu do Gikiewicza odezwała się firma ochroniarska, która zaoferowała mu… pracę. Znany z poczucia humoru Polak propozycję odrzucił, ale już niedługo może otrzymać oferty, z których będzie chciał skorzystać. Według „Przeglądu Sportowego” także on był kandydatem do gry w AS Monaco, choć działacze z Księstwa ostatecznie postawili na Majeckiego.

 

Drągowski nie jest już ósmy

 

Start Bartłomieja Drągowskiego we Florencji nie były łatwy. Utalentowany golkiper długo był tylko rezerwowym, miał zostać wypożyczony do duńskiego Vejle, a na dodatek został ukarany finansowo za wywiad, którego udzielił Polsatowi Sport, w którym stwierdził: „Którym bramkarzem jestem? Może siódmy jestem, ósmy? Przede mną są obrońca, fizjoterapeuci. Bo jest pięciu fizjoterapeutów. No i kierowca. Ma niezłą sylwetkę”. Wszystko odmienił krótki romans z Empoli. Tam Drągowski bronił fenomenalnie, a dziurawa jak ser defensywa Azurrich dawała kolejne okazje do interwencji, z czego Polak skrzętnie korzystał. Chociażby w spotkaniu ze swoim kubem, gdy zaliczył dziesięć skutecznych interwencji, a serwis whoscored.com ocenił jego grę notą 9.6. Nic dziwnego, że po dobrej rundzie zainteresowało się nim kilka klubów, a Bournemouth zaoferowało za transfer „Drążka” 10 mln euro. Fiorentina obudziła się jednak w czas i szybko przedłużyła kontrakt Drągowskiego do 2023 roku.

 

Włosi raczej nie żałują, bo w tym sezonie Bartek imponuje. Po niedawnym, zremisowanym 0:0 meczu z Genoą, dziennikarze oszaleli na punkcie 22-latka, który obronił rzut karny i popisał się kilkoma cudownymi paradami. Wcześniej białostoczanin świetnie bronił w meczu z ówczesnym liderem Serie A, Interem Mediolan, i w dużej mierze dzięki jego postawie klub z Florencji zremisował u siebie 1:1.

 

W sierpniu Joe Barone, prawa ręka właściciela Fiorentiny, zdradził, że założył się z Drągowskim o dostanie się golkipera do reprezentacji. „Drągowski potwierdza, że nasz system szkolenia młodych graczy dobrze funkcjonuje” – chwalił Polaka, choć nie chciał zdradzić, jaka jest stawka zakładu. Ale wychowanek Jagiellonii Białystok nie stoi na przegranej pozycji, chociaż po raz ostatni na kadrze pojawił się dawno, w październiku 2018 roku, gdy zastąpił kontuzjowanego Łukasza Skorupskiego.

 

Faworyt z Bolonii

 

Mimo znakomitej formy Gikiewicza i Drągowskiego faworytem w wyścigu o wyjazd na mistrzostwa Europy jest wspomniany Skorupski. Jeden z ulubieńców Adama Nawałki (poznali się jeszcze w Zabrzu), od 2018 roku jest piłkarzem Bolonii. Tego sezonu nie może jednak zaliczyć do wyjątkowo udanych. W 21 ligowych meczach puścił 33 bramki, zachowując dwukrotnie czyste konto. Spośród drużyn Serie A tylko pięć straciło więcej. Z drugiej strony już drugi sezon z rzędu Skorupski jest podstawowym golkiperem niezłego klubu (wcześniej przez dwa sezony regularnie bronił w Empoli).

 

Być może dlatego kolejni selekcjonerzy obdarzają go dużym kredytem zaufania. Bo choć w bramce kadry Skorupski pojawił się trzykrotnie (nigdy w rywalizacji o punkty), to Brzęczek powołał go na wszystkie zgrupowania przed meczami eliminacji z Izraelem, Austrią, Słowenią, Macedonią i Łotwą.  Jeżeli tylko Skorupski utrzyma równą formę, z pewnością będzie faworytem do powołania na Euro.

 

Błędy Grabary

 

Czy są inni kandydaci? Jeszcze niedawno takim wydawał się Kamil Grabara, który dobrą postawą na boisku sprawił, że kibice przestali go traktować jako ciekawostkę z Twittera. Ani na wypożyczeniu do duńskiego Arhus GF, ani na wypożyczeniu w Huddersfield Town, Polak nie potrafił jednak uwolnić się od wstydliwych wpadek. Ostatnią zanotował w styczniu, w ligowym meczu ze Stoke City, gdy stojąc na piętnastym metrze wypiąstkował piłkę wprost pod nogi Tyrese'a Campbella, który przelobował młodego bramkarza.

 

Wcześniej fatalne błędy przydarzały mu się także w meczach z Wigan i Millwall. Dziś Grabara nie powinien martwić się o ewentualną rywalizację ze Szczęsnym i Fabiańskim, bo z bramki kadry do lat 21 może wygryźć go za chwilę utalentowany Marcin Bułka z Paris Saint-Germain. „Nie każdy jest Donnarummą albo Casillasem, żeby w wieku 16 lat debiutować w topowych drużynach. Zobaczymy za kilka lat. Nie będę teraz opowiadał co i jak, patrzę na siebie, nie patrzę na innych. Kto będzie lepszy? Okaże się niedługo” – mówił niedawno Bułka o rywalizacji z Grabarą.


Dużych szans na wyjazd na kolejną wielką imprezę nie ma Bartosz Białkowski, którego Nawałka zabrał na mistrzostwa świata. Białowski wciąż prezentuje równą formę w Championship, a niedawno jego klub - Millwall - zdecydował się na wykupienie go z Ipswich Town. W barwach Millwall Białkowski nie opuścił żadnego ligowego meczu. Zagrał w 28 spotkaniach, w których zachował siedem czystych kont. Trener Brzęczek nie powołał go jednak ani razu i trudno uwierzyć, aby to się zmieniło. I bez udziału Białkowskiego rywalizacja o bramkarskie miejsce numer trzy zapowiada się jednak pasjonująco. 

Sebastian Staszewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze