Boks - teatr rzeczy niemożliwych. Gołota, Bowe, Floyd czy... spadochroniarz

Sporty walki
Boks - teatr rzeczy niemożliwych. Gołota, Bowe, Floyd czy... spadochroniarz
fot. PAP
Walka Tyson - Holyfield w 1997 roku zakończyła się wielkim skandalem.

Boks to teatr rzeczy niemożliwych - dramatów na i poza ringiem. Za każdym razem, gdy wydaje nam się, że już wszystko widzieliśmy, zdarzają się takie wydarzenia, które zmieniły sposób, w jaki odbywają się gale (jak Bowe - Gołota 1), naciągające granice, gdzie kończy się sport, a zaczyna cwaniactwo (Floyd - Ortiz) albo sprawy wręcz niemożliwe, jak atak na uszy (Holy - Tyson) czy spadochroniarz na ringu (Bowe - Holyfield). Zapraszam na kolejny pozaringowy odcinek - z narożnika PG.

Floyd Mayweather Jr - Luis Ortiz jr, Las Vegas, 2011

 

Wszyscy pamiętamy koniec, ale warto przypomnieć początek. Przez pierwsze trzy rundy Floyd bawi się z rywalem, nie daje się trafić, trafia kontrą... i Ortiz, znany z tego, że spokojny nie jest, zaczyna się frustrować, uderzając rywala ciosem głowa, jakby wyjętym prosto z wolnej amerykanki. Ortiz ciągle myśli, że to zabawa, uśmiecha się i obejmuje Floyda, przesyła mu pocałunki. Zapomina z kim ma do czynienia. Sędzia Joe Cortez wchodzi między pięściarzy, rozdziela ich, wyluzowany Ortiz opuścił ręce, a tu BUM, ciosy Mayweathera z lewej i prawej! Ortiz pada na deski, a Cortez kończy walkę. KO dla Floyda. “Chroń się w każdym momencie” (protect yourself at all times), on o tym zapomniał i zapłacił” - mówił z uśmiechem na twarzy Floyd po zakończeniu walki. Miał rację czy nie - to sprawa do debatowania, bo to ta sama walka, kiedy Mayweather ma kłótnie z Larry Marchandem. Wrócił jednak do najstarszej zasady w boksie - faulujesz mnie, ja ci tego nie odpuszczę. Ortiz o tym zapomniał, bijąc głową Floyda.

 

Andrzej Gołota - Riddick Bowe 1, Nowy Jork, 1996

 

O tym pojedynku można napisać książkę, ale zakończenie walki już jest w niechlubnej historii Madison Square Garden. Atak na Gołotę ludzi Bowe, managera Newmana z telefonami i krótkofalówkami - w tamtych czasach mających po pół kilograma. Chaos, 65-letni “ochroniarze” w MSG, którzy uciekali przed bijatykami na widowni, a nie je rozdzielali. Dżentelmen, który wali mnie krzesłem w plecy, a ja na ślepo, bo gość jest za mną, odpowiadam mu celnym uderzeniem z lewej nogi, którego by się Messi nie powstydził. Działo się. Jedna myśl, która zawsze wraca, kiedy wspominam noc w MSG - to niemożliwe, że nikt wtedy nie zginął, nie został zastrzelony... To były czasy przed wykrywaczami metalu w salach sportowych. Gala, która zmieniła sport w Ameryce.

 

Mike Tyson - Evander Holyfield, Las Vegas 1997

 

Nie jedno, ale DWA ataki Mike'a Tysona (jeden zakończony powodzeniem) na ucho Evandera Holyfielda dadzą się wytłumaczyć. Jak to bywa w wielkim boksie - Tyson znalazł sposób, by się nie podać, kiedy już wiedział, że nic tej nocy nie poradzi. Po walce tłumaczył się, że “musiał coś zrobić” reagując na faule - uderzenia głową Evandera. Ale “Żelaznemu” zabrakło pomysłu, jaki miał Mayweather. Jeśli rzeczywiście uważał, że sędzia nie zwraca uwagi na uderzenia głową Hollyego - prawda, kilka ich było - mógł spróbować czegoś legalnego - lub, jeśli tej czerwcowej nocy w MGM Grand nie potrafił, czegoś nielegalnego. Odpowiedzieć tym samym czy uderzeniem poniżej pasa (co jest często robione). Ale wybrał wersję, która musiała się zakończyć nie ostrzeżeniem, a dyskwalifikacją.


CZYTAJ TEŻ: Niespodziewana rozmowa Trumpa z szefami sportu w USA. "Kibice chcą..."

 

Evander Holyfield - Riddick Bowe, Las Vegas, 1993

 

Znowu na liście Evander, znowu Bowe. Spadochron widać było z odległości kilku mil, ale widzowie gali zorganizowanej na parkingu Caesars Palace patrzyli na ring, a nie w powietrze - mieli przed sobą dramatyczny pojedynek Holyfielda z Bowe. Siódma runda, wyrównana walka, paralotnia krąży nad Caesars kilka minut, by wreszcie... spaść na liny ringu, tuż obok pięściarzy. Natychmiast rzucają się na lotniarza ochroniarze i doskonale znany nam z ataku na Gołotę manager Bowe - Rock Newman, zadający lotniarzowi kilkadziesiąt ciosów (znowu!) swoimi krótkofalówkami. James Miller zostaje nieprzytomny odwieziony do szpitala. Miller, ksywka “Fan Man”, robił jeszcze podobne wygłupy (rok później w meczu NFL), ale już nigdy nie próbował lądować tam, gdzie mocno biją. Zakończył tragicznie - w 2002 roku powiesił się domu na Alasce.

Przemysław Garczarczyk, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze