Piątek odbije się we Włoszech czy potwierdzi spadkowy trend?

Piłka nożna
Piątek odbije się we Włoszech czy potwierdzi spadkowy trend?
Fot. PAP
Hertha zrobiła wszystko, aby zejść z kosztów lub chociaż ich cześć przerzucić na kogoś innego. Stąd wypożyczenie napastnika rodem z Niemczy do Florencji i ewentualna opcja wykupu za 15 mln euro.

Krzysztof Piątek przeszedł z Herthy Berlin do Fiorentiny i w debiucie w Pucharze Włoch strzelił gola Napoli. W dogrywce, jako zmiennik, kiedy rywal słaniał się na nogach, grając w dziewięciu. Ale cóż to ma za znaczenie? Słynny „Il Pistolero” znów mógł zademonstrować swój firmowy gest, który zresztą w momencie uniesienia eksplodującą karierą zastrzegł kiedyś w urzędzie patentowym.

Od razu odżyły nadzieje, że wróci magiczny czas, który był udziałem Polaka po jego pierwszym transferze do Włoch, kiedy zadziwiał w Genoi i Milanie. Czy jest na to duża szansa? Nie oszukujmy się, Piątkowi będzie bardzo trudno zbliżyć się do tamtego entuzjazmu.

 

Przypomnijmy: Piątek w latach 2018-2019 zrobił we Włoszech furorę. Wcale nie ponad stan, nie dlatego, że miał niesamowicie dużo szczęścia. Nie da się „na farcie” strzelić w Serie A w jednym sezonie w dwóch klubach 21 goli w 37 meczach. To szczęście było solidnie wypracowane.

 

Polak mocno zyskiwał na wartości. Najpierw odszedł z Cracovii do Genui za 4 mln euro, a pół roku później Milan płacił już 36 mln. Zaskakujące było jednak, że po kilkunastu miesiącach oddał go za dwanaście milionów mniej do Herthy Berlin i to bez żalu. Zastanawiał też fakt, że Piątek aż tak łatwo przegrał walkę ze Zlatanem Ibrahimovicem, który pojawił się w Milanie. Wystarczyło kilka tygodni i blisko czterdziestoletni wówczas Szwed spakował walizkę gracza, który niedawno został okrzyknięty nową gwiazdą Serie A. To było jednak spore rozczarowanie.

 

Gdyby cofnąć się do 2018 roku i dowiedzieć się, że piłkarz dwunastej w tabeli ekstraklasy Cracovii przechodzi za 24 mln euro do trzynastego zespołu Bundesligi, pialibyśmy oczywiście z zachwytu. Skok jakościowy byłby przecież ogromny. Wiadomo, Bundesliga jedna z najlepszych ligi europejskich, wielkie miasto, ogromny stadion, no i pieniądze, które jak zapowiadano miały dźwignąć przeciętniaka na wyżyny. Nie byłoby o czym mówić, fantastyczna sprawa. Sęk w tym, że przez półtora roku Piątek urósł niesamowicie i wbił się nie tylko w naszą świadomość jako napastnik formatu europejskiego. Jeden z najciekawszych wtedy na rynku. A Hertha, jakby na nią nie patrzeć i nie zaklinać rzeczywistości, czołowym klubem europejskim nie była, nie jest i pewnie szybko nie będzie.

 

Jasne, że wtedy nie był nim także Milan, ani tym bardziej wcześniej Genua, w której Krzysztof zrobił takie wrażenie, ale skoro wypracował sobie tak dobrą pozycję, to w jakimś stopniu stał się jej zakładnikiem. Tak jak ludzie czuli rozczarowanie, gdy nagle przestał strzelać gola za golem u swego schyłku w Milanie, tak trudno było o entuzjazm na wieść o transferze do Berlina. Mówiąc wprost: zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, a gra od tamtego czasu dość nisko.

 

Bo jeśli zestawić to z ówczesną możliwością gry u Jose Mourinho (nawet doszło do ich rozmowy) w Tottenhamie i występu w 1/8 finału Ligi Mistrzów, a walką o pozostanie w Bundeslidze, to jednak widać było różnicę. I niestety, czas w Berlinie, jak się okazało, nie był awansem sportowym. Raczej przeciwnie. W stolicy Niemiec Piątek zawodził. Borykał się też z poważna kontuzją. Do Herthy trafił w połowie sezonu 2019/20 za 24 miliony euro, co było drugim najwyższym transferem w historii klubu (kilka dni wcześniej milion euro więcej zapłacono za Lucasa Tousarta z Lyonu), ale na boisku nie potwierdzał, że był wart takich pieniędzy. Łącznie w drużynie z Bundesligi zaliczył 58 występów, w których strzelił 13 bramek i zanotował 4 asysty.

 

Może nie skandalicznie mało, ale bardzo mało jak na oczekiwania. Dodajmy, że Polak kasował w Berlinie 3 mln euro za sezon netto! Czyli kosztował klub prawie dwa razy tyle.

 

Początek obecnego sezonu (podobnie jak wcześniej mistrzostwa Europy) Piątek stracił z powodu kontuzji. Po powrocie do zdrowia wystąpił w 10 meczach we wszystkich rozgrywkach, ale tylko w czterech od pierwszej minuty. Strzelił jedną bramkę i miał jedną asystę.

 

Hertha zrobiła wszystko, aby zejść z kosztów lub chociaż ich cześć przerzucić na kogoś innego. Stąd wypożyczenie napastnika rodem z Niemczy do Florencji i ewentualna opcja wykupu za 15 mln euro. Czyli znowu aż o dziewięć mniej niż Polak wart był przy okazji wcześniejszego transferu.

 

Reasumując: wartość „Il Pistolero” wciąż idzie w dół (a przecież ma dopiero 26 lat), sportowa forma również, ale pułap zarobków i kluby, które reprezentuje wciąż robią wrażenie: Genoa, Milan, Hertha, Fiorentina… Który z polskich napastników poza RL9 i może Milkiem mnie marzyłby o takiej karierze i takich pieniądzach?

 

Otwarte pozostaje także pytanie czy napastnik, którego należy uznać za nasze największe odkrycie w minionych kilku latach, wykonał kolejny zawodowy ostry skręt, który spowoduje odbicie, czy tylko potwierdzi spadkowy trend?

 

Cezary Kowalski, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie