Mia Pohankova zwyciężczynią Winter Polish Open
Mia Pohankova wygrała drugą edycję Winter Polish Open. Trofeum za zwycięstwo w turnieju gry podwójnej odebrały Madelaine Brooks i Amelia Rajecki.

Zuzanna Pawlikowska wykorzystała „dziką kartę” od Polskiego Związku Tenisowego i odniosła w Lesznie jeden z największych sukcesów w karierze. Zawodniczka Górnika Bytom po raz pierwszy awansowała do ćwierćfinału imprezy rangi ITF W75. - Udowodniła, że warto na nią stawiać - mówi trener Krzysztof Puna.
Cenne zwycięstwa odniosły dwie inne zawodniczki LOTTO PZT Team, którym PZT przyznał „dzikie karty” do turnieju głównego. Weronika Ewald oraz Gina Feistel awansowały do drugiej rundy Winter Polish Open. Jeden mecz singlowy rozegrała w Lesznie Barbara Kostecka.
Zuzanna Pawlikowska w swoim debiucie na poziomie ITF W75 awansowała do ćwierćfinału. Polka pokonała Anastasiję Soboliewą (6:4, 6:0) oraz Ralucę Georgianę Serban (6:3, 6:3) i uległa dopiero juniorskiej mistrzyni Wimbledonu z 2025 roku Mii Pohankovej. Młoda tenisistka została drugą Polką, która wystąpiła w ćwierćfinale Winter Polish Open. Rok temu taki sam wynik osiągnęła Urszula Radwańska.
- Jestem bardzo wdzięczna PZT za „dziką kartę”. To dało mi możliwość zmierzenia się z naprawdę silnymi rywalkami - nie kryje Pawlikowska. - Własna publiczność oznacza zazwyczaj więcej stresu, bo człowiek chce się pokazać z jak najlepszej strony, ale daje też podwójną motywację, co wykorzystałam. Mój cel na ten sezon to po prostu dalszy rozwój: na korcie oraz poza nim.
- Zuzanna udowodniła, że warto na nią stawiać. Ma swoje atuty i potrzebuje takich meczów oraz turniejów, aby je rozwijać. Cieszymy się, że PZT zaufało jej progresowi. Ona idzie swoją drogą, która jest trochę bardziej kręta niż u innych dziewczyn. Ostatnie dwa lata to jednak ciągły progres, który nie jest może nadzwyczajnie szybki, ale za to systematyczny. Jej ciężka praca zasługuje na nagrodę w postaci takich zwycięstw - dodaje trener Krzysztof Puna.
Powody do satysfakcji miały także inne zawodniczki LOTTO PZT Team. Awans do drugiej rundy po zwycięstwie nad Valentiną Ryser (4:6, 7:5, 6:3) był sukcesem 19-letniej Weroniki Ewald (Gdańska Akademia Tenisowa). - Mam już na poziomie ITF W75 kilka zwycięstw z zawodniczkami, które były wyżej w rankingu, ale brakuje mi jeszcze trochę regularności - przyznaje młoda zawodniczka.
Zwycięstwo w Lesznie odniosła także Gina Feistel (WKS Grunwald Poznań), która odbudowuje się po dwóch operacjach nadgarstka. 22-latka podczas Winter Polish Open wygrała z doświadczoną Sarą Sorribes Tormo (6:1, 5:7, 6:4). - Za mną naprawdę długa droga, bo przeżyłam okres dziesięciu miesięcy bez grania w tenisa, a teraz znowu mogę to robić. Było sporo trudnych momentów, więc dziś zbieram te dobre. Mam nadzieję, że będzie ich dużo - mówi nasza tenisistka.
„Dziką kartę” od PZT, obok Pawlikowskiej, Ewald i Feistel, dostała także Barbara Kostecka (UKT Winner Kraków). 16-latka, która kilka miesięcy temu awansowała z kadrą do półfinału juniorskiego Billie Jean King Cup, zdobyła cenne doświadczenia, a mecz z Elizarą Janewą (1:6, 2:6) był dla niej pierwszym w karierze występem na takim poziomie.
- Tenisistki, którym przyznaliśmy „dzikie karty” to dziewczyny, które za chwilę mogą stanowić o sile polskiego tenisa. Chcemy dawać im szansę zbierania doświadczenia, bo każda minuta na korcie w turnieju takiej rangi jest dla nich bezcenna. Już wcześniej mówiłem, że będziemy szczęśliwi z każdego zwycięstwa, więc to, co nasze zawodniczki osiągnęły podczas Winter Polish Open, możemy uznać za duży sukces - zapewnia wiceprezes wiceprezes PZT Radosław Szymanik.
Winter Polish Open był dla kibiców nie tylko okazją do wspierania rodaczek, ale także oglądania utalentowanych tenisistek zza granicy, które już za chwilę mogą być gwiazdami turniejów wielkoszlemowych. Jedna z nich, 18-letnia Czeszka Vendula Valdmannova, pokonała w pierwszej rundzie 6:3, 6:4 rozstawioną z „jedynką” Katarzynę Kawę (BKT Advantage Bielsko-Biała).
Valdmannova, która przed meczami relaksowała się, grając z trenerem w „Eksplodujące Kotki”, kolejnego dnia uległa Pohankovej. 17-letnia Słowaczka dotarła do finału, w którym wygrała 6:3, 6:2 z 23-letnią Juliją Awdiejewą. - Staram się cieszyć każdym mecze, treningiem, punktem. Moją idolką jest Ash Barty, chcę grać jak ona. Kiedy schodzę z kortu, zajmuję się moim kochanym pieskiem. Lubię też piec ciasta - mówi zwyciężczyni drugiej edycji Winter Polish Open.
Bohaterki turnieju podkreślają, że Leszno Tenis Klub zdał egzamin z roli organizatora. - Jestem pod wrażeniem, bo wszystko było dopięte na ostatni guzik. Nie ma w kalendarzu zbyt wielu takich imprez. Byłam w Lesznie już rok temu i zapamiętałam właśnie dobrą organizację. Teraz to się potwierdziło - nie kryje Awdiejewa, a Pohankova dodaje: - Było naprawdę miło. Organizatorzy zadbali o wszystko, co ważne dla tenisistów. Naprawdę dobrze się tu czułam i bawiłam.
Rywalizację o tytuł w deblu i singlu poprzedził mecz pokazowy tenisa na wózkach. Fani mogli poznać zasady dyscypliny oraz zobaczyć na żywo czołowych polskich zawodników: Kamila Fabisiaka, Jerzego Kulika, Jarosława Żyłę czy Przemysława Hebisza. Później na kort wyszły finalistki turnieju gry podwójnej, a trofeum padło łupem pary Madelaine Brooks/Amelia Rajecki.
- Winter Polish Open był organizacyjnym sukcesem Leszno Tenis Klubu, dzięki któremu przeżywaliśmy sportowe emocje na najwyższym poziomie, a także okazją do spotkania oraz integracji środowiska - nie kryje prezes PZT Dariusz Łukaszewski. - Chcemy aby ten turniej rósł, a miasto co roku stawało się zimową stolicą polskiego tenisa.
Przejdź na Polsatsport.pl
