Członek zarządu PZN zabrał głos. "Chciałem przeprosić"
- Chciałem w swoim imieniu przeprosić za zaistniałą sytuację. Nie działa to dobrze na nasz wizerunek - powiedział Rafał Kot, członek zarządu Polskiego Związku Narciarskiego, odnosząc się do kontrowersyjnej nominacji olimpijskiej.

Przypomnijmy tło całej sytuacji. PZN w czwartek ogłosił skład reprezentacji na włoskie igrzyska. Znalazło się w nim 21 sportowców: pięcioro skoczków narciarskich, siedmioro biegaczy, dwójka zawodników kombinacji norweskiej, czworo snowboardzistów i troje alpejczyków, w tym Nikola Komorowska. Pozostali przedstawiciele tej dyscypliny, którzy już wcześniej byli pewni nominacji, to czołowa gigancistka świata Maryna Gąsienica-Daniel i Piotr Habdas. Na liście zabrakło natomiast Anieli Sawickiej, która spełniła międzynarodowe kryteria startu.
ZOBACZ TAKŻE: Znamy skład Polski na Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Sensacja w kadrze skoczków narciarskich!
To wywołało burzę w środowisku. W niedzielę Komorowska przekazała w specjalnym oświadczeniu, że rezygnuje ze startu na igrzyskach.
"W obliczu narastającego hejtu oraz bardzo złej atmosfery, jaka wytworzyła się po ogłoszeniu mojej nominacji na Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026, podjęłam jedną z najtrudniejszych decyzji w moim życiu sportowym. Fala niesprawiedliwych ocen i ataków, które uderzyły bezpośrednio we mnie jako zawodniczkę i człowieka, przybrała niewyobrażalną i niespotykaną jak dotąd skalę" - argumentowała.
Na reakcję PZN nie trzeba było długo czekać. W niedzielę federacja opublikowała na swojej oficjalnej stronie internetowej uchwałę zarządu datowaną na sobotę, w której poinformowano o zmianie nominacji olimpijskiej i przyznano się do błędu przy pierwotnym ustalaniu składu. Miejsce Komorowskiej zajęła Sawicka.
Do sprawy odniósł się członek zarządu PZN Rafał Kot, który był gościem niedzielnego Zimowego Magazynu Olimpijskiego w Polsacie Sport.
- Chciałem w swoim imieniu przeprosić za zaistniałą sytuację. Nie działa to dobrze na nasz wizerunek - zaczął Kot.
Następnie nasz gość wyjaśnił, skąd wzięło się zamieszanie.
- Trener podał dwa składy. W jednym z nich była Komorowska, a w drugim - Sawicka. Byliśmy w kropce. Proszę zrozumieć, że każda decyzja sprawia, że druga strona będzie niezadowolona. Nie wiedzieliśmy, dlaczego szkoleniowiec wysłał nam dwa składy. Okazało się, że Sawicka ma prawo startu w tylko jednej konkurencji, a Komorowska - aż w trzech. Uznaliśmy więc, że Nikola będzie lepszym wyborem. Nie przewidzieliśmy jednak, że spadnie na nas taka fala hejtu. Hejtu, którego nie wytrzymała sama Nikola i zrezygnowała z igrzysk - dodał Kot.
Igrzyska rozpoczną się 6 lutego.



