Adam Małysz wkroczył przed kamerę Polsatu Sport, gdy przemawiał Maciusiak! Nie mówią "pas"!
- Nas już skreślano w tym sezonie, że to nie ma sensu, że polskie skoki zginą. Okazuje się, że nie. Kacpra Tomasiaka stać na kolejne sukcesy. Jest następcą tych doświadczonych, którzy poza Kamilem Stochem nie mówią jeszcze „pas”. Walczymy dalej! – powiedział nam trener polskich skoczków Maciej Maciusiak.


Maciej Maciusiak: Kibice mogą pisać to, co chcą, ale jeśli robią to osoby ze środowiska, to czasem jest przykro

Adam Małysz po srebrze Tomasiaka: Igrzyska rządzą się własnymi prawami
Michał Białoński, Polsat Sport: Gratuluję srebrnego medalu Kacpra Tomasiaka! Radość jest chyba tym większa, że konkurs miał szalony wręcz przebieg. Ze ścisłej czołówki wymiotło nie tylko Austriaków, którzy opanowali całe podium w pierwszych zawodach Pucharu Świata, ale także Domena Prevca, który jest dominatorem w cyklu.
Maciej Maciusiak, trener reprezentacji Polski w skokach narciarskich: Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że konkursy olimpijskie znacznie różnią się nawet od MŚ, a co dopiero od zwykłych PŚ. W gnieździe trenerskim emocji jest bardzo dużo i co tam się dzieje, gdy te emocje później nas odpuszczają, to coś fantastycznego!
Oczywiście wyobrażałem sobie całkiem inaczej ten konkurs. Zaczęło się dla nas źle. Dlatego targały mną emocje, była złość. Szkoda mi było Pawła Wąska i Kamila Stocha, którzy nie awansowali do „trzydziestki”.
ZOBACZ TAKŻE: Kacper Tomasiak nie zawahał się ani chwili! "Gdyby nie oni, to bym nawet nie zaczął kariery"
Czy skok finałowy Kacpra był bliski ideału?
Ten drugi skok to był taki, jakie Kacpra widzieliśmy na przygotowaniach w Zakopanem. Nareszcie próg mu oddał energię.
Spadł panu kamień z serca?
Pod naszym adresem kierowano wiele pretensji. Choćby o to, że na MŚ w lotach do Oberstdorfu pojechaliśmy nie w najmocniejszym składzie, że Kacpra i Pawła Wąska tam nie wysłaliśmy.
Tymczasem my wiedzieliśmy, co robimy. Chcieliśmy walczyć o medale nie na MŚ, tylko na IO. Od samego początku po przejęciu reprezentacji zapowiadałem, że głównym celem jest przynajmniej jeden medal na IO. Mamy go, ale nie mówimy „pas”. Tym bardziej, że szczególnie u zawodników zejdą teraz emocje. Dla nas to dopiero początek igrzysk, Konkurs drużyn mieszanych i rywalizacja na dużej skoczni dopiero przed nami, zatem będzie się działo wiele.
Udało się panu zbudować solidarność w ekipie. Piotr Żyła mógłby być wściekły, że nie zamiast walczyć o medale IO występuje w telewizji, a jest tu z wami, wspiera kolegów i cieszy się razem z nimi. Każdy w pana ekipie ciągnie wózek w tę samą stronę.
Podkreślałem to od samego początku: atmosfera. Były zarzuty, że mówimy o niej dużo, ale musieliśmy ją odbudować. Może nie od zera, ale trzeba było ponaprawiać pewne rzeczy. Jest pełna współpraca między kadrą A i B, a także juniorską. Staramy się wszystkim pomagać. W przyszłości chcielibyśmy jeszcze bardziej udoskonalić ten system poprzez większą współpracę ze Szkołami Mistrzostwa Sportowego. Praca w nich dobrze funkcjonuje, czego dobrym przykładem jest Kacper.
Selekcja była oczywiście trudna, ale ci, którzy w niej odpadli – Piotr, Dawid Kubacki, Maciek Kot także kibicują, trzymają kciuki. To nasz wspólny sukces. To również ich zasługa, bo oni brali udział w tworzeniu ekipy od samego początku przygotowań. To jest sukces nas wszystkich. Szczególnie zawodników!
Wojciech Fortuna, Adam Małysz, ani Kamil Stoch nie byli tak młodzi jak Kacper, sięgając po medal igrzysk. Gdzie leży sufit możliwości Tomasiaka, na co go jeszcze stać?
Na bardzo wiele. Już jest wicemistrzem olimpijskim. Mamy kolejnego wielkiego zawodnika. Po Adamie Małyszu mówili, że to koniec skoków, ale następcy wyskoczyli natychmiast: Kamil Stoch, Piotr Żyła, czy Dawid, którzy odnosili największe sukcesy (w tym momencie wywiadu przed kamerę wkracza prezes Adam Małysz z szalikiem Polski, skandując: „Maciek! Maciek!”). Nas już także skreślano w tym sezonie, że to nie ma sensu, że polskie skoki zginą. Okazuje się, że nie. Jest następca tych doświadczonych, którzy poza Kamilem nie mówią jeszcze „pas”. Walczymy dalej!
Widzieliśmy przed chwilą, jak wielkie ma pan poparcie prezesa Małysza. Szef związku stanął murem za panem, gdy niektóre gorące głowy domagały się pańskiego zwolnienia już po PŚ w Zakopanem. Czy takie momenty pana wzmacniały, budziły złość sportową?
Na pewno to było przykre, bo oczywiście kibice mogą pisać, co chcą. To można jeszcze zrozumieć. Ale jeżeli atakują cię osoby ze środowiska, to robi się przykro. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że to uderza nie tylko w nas, ale w nasze rodziny także i w zawodników. Najbliżsi zostają w Polsce, wszystko czytają, przeżywają. Do nas czasem nawet to nie dociera. Dlatego tym bardziej należą im się wielkie słowa podziękowania za wytrwałość. A my robimy swoje. Jesteśmy po pierwszym konkursie i myślę, że wyskaczemy jeszcze niejedną niespodziankę.




