"Witamy w domu". Najmłodsi powitali łyżwiarzy szybkich w Tomaszowie Mazowieckim

Zimowe

Duże grono najmłodszych adeptów panczenów z Tomaszowa Mazowieckiego okrzykami "witamy w domu" i "dziękujemy" powitało łyżwiarzy szybkich z tego miasta po powrocie z igrzysk olimpijskich. Wśród nich był Władimir Semirunnij, który zapowiedział, że wywalczony przez niego medal zawiśnie w Arenie Lodowej.

Uśmiechnięty panczenista Władimir Semirunnij kroi tort podczas uroczystości powitalnej w Arenie Lodowej.
Fot. PAP
Polscy panczeniści zostali po królewsku przywitani w Tomaszowie Mazowieckim

W zakończonych w niedzielę igrzyskach Mediolan-Cortina d’Ampezzo rywalizowało troje reprezentantów Pilicy Tomaszów Mazowiecki – zdobywca srebrnego medalu na 10 000 m Władimir Semirunnij, sprinter Damian Żurek oraz Karolina Bosiek. Z tego miasta pochodzi też trener wicemistrza olimpijskiego Roland Cieślak.

 

ZOBACZ TAKŻE: To trzeci taki wynik w historii! Polska błyszczy w tabeli medalowej

 

W środę powitano ich uroczyście w Arenie Lodowej – jedynej w kraju krytej hali do łyżwiarstwa szybkiego, gdzie na co dzień trenują olimpijczycy. Na reprezentantów kraju czekało duże grono najmłodszych zawodników ćwiczących w tomaszowskich klubach. Po przyjeździe łyżwiarzy skandowali: "witamy w domu" oraz "dziękujemy". Przygotowano baner z napisem "Jesteśmy z was dumni! Dziękujemy!", był też tort, kwiaty oraz okolicznościowe upominki.

 

- Naprawdę czuję, że wróciłem nie tylko do Polski, ale do swojego domu. Byłem zaskoczony, jak wiele osób witało nas na lotnisku w Warszawie, ale takiego powitania w Tomaszowie Mazowieckim w ogóle się nie spodziewałem. Każdy chce zrobić sobie ze mną zdjęcie, dotknąć medalu. To bardzo miłe i nie stanowi dla mnie żadnego problemu – powiedział urodzony w Jekaterynburgu Semirunnij, który od ponad dwóch lat mieszka w Tomaszowie Mazowieckim.

 

W oficjalnej części uroczystości młodzież zasypała olimpijczyków pytaniami. Byli ciekawi, jakie to uczucie startować na igrzyskach, jak ciężko jest zostać olimpijczykiem, jak poradzić sobie z presją, czy w swoich karierach mieli chwile zwątpienia i jak zaczęła się ich przygoda z łyżwami.

 

- Zostać olimpijczykiem jest bardzo ciężko, bo sam nie zostałem nim jako zawodnik, chociaż starałem się wiele lat. To bardzo trudna droga. Wymaga wiele determinacji, ale każdy jest w stanie to zrobić, jeśli uwierzy w siebie – odpowiedział trener Cieślak.

 

- Jakie to uczucie wystartować na igrzyskach? To spełnienie marzeń z dzieciństwa, bo samo zakwalifikowanie się na te zawody wymaga dużo wysiłku – dodał Żurek, który zajął czwarte miejsca na sprinterskich dystansach 500 i 1000 m.

 

Bosiek, która w Mediolanie była 22. w biegu na 1000 m, zwróciła natomiast uwagę, że chwile zwątpienia to nieodłączna część sportu, ale - jak zaznaczyła - ich przezwyciężenie sprawia, że jest się silniejszym.

 

Semirunnij przyznał, że nie wszystko pamięta z olimpijskiego wyścigu na swoim koronnym dystansie.

 

– To był jeden z moich najcięższych startów w życiu. Na ostatnich 10 rundach moja głowa była już wyłączona i nic z tego nie pamiętam, poza tym, że chciałem już być na mecie – mówił.

 

Zdobywca srebra zapowiedział, że jego olimpijski medal zawiśnie w Arenie Lodowej, bo – jak tłumaczył – nie przywiązuje wielkiej wagi do swoich trofeów i chciałby, żeby był on dostępny dla wszystkich kibiców oraz stał się inspiracją dla młodzieży.

 

- Przekażę ten medal do klubu, ale dopiero za jakiś czas, bo jeszcze nie wszyscy moi bliscy go widzieli i muszę im go pokazać. Mam jednak nadzieję, że wkrótce zawiśnie gdzieś w tej hali, żeby te wszystkie dzieciaki, które są tu dziś z nami, zobaczyły, że też mogą osiągać takie sukcesy – zapowiedział 23-letni panczenista.

 

Prezydent miasta Marcin Witko podarował Semirunnijowi srebrną łyżwę.

 

– Chciałbym, żeby to była dla ciebie też motywacja, bo będzie mi niezmiernie miło wręczyć ci za cztery lata złotą łyżwę. Wielkie gratulacje, wielkie dzięki – powiedział.

 

Po zakończeniu części oficjalnej olimpijczycy długo rozdawali autografy oraz robili sobie zdjęcia z młodymi zawodnikami i kibicami.

 

- Pamiętam, jak ponad 10 lat temu, po igrzyskach w Soczi, pojechałem na lotnisko na przywitanie Zbyszka Bródki. Wciąż nie dowierzam, że role się odwróciły i, że ktoś teraz widzi inspirację we mnie. To jest piękne, że jest tu tak duże grono dzieciaków, które może mnie widzieć codziennie na treningach. Zawszę powtarzam im, że nie jestem żaden pan Damian i mogą śmiało podchodzić do mnie zagadać, zrobić zdjęcie, czy dostać autograf – zaznaczył Żurek.

 

PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie