III-ligowiec zachwyca w Pucharze Polski. "Jest rycerzem, który może pokonać każdego"
Zawisza Bydgoszcz zagra w półfinale Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze. III-ligowy zespół to rewelacja rozgrywek. W zeszłym roku zdobył regionalny Puchar Polski, pokonując w finale Wdę Świecie. W tym sezonie Zawisza pokonał m.in. Wisłę Kraków i GKS Tychy, a w ćwierćfinale lokalnego rywala Chojniczankę Chojnice.

Twój zespół idzie śladami Błękitnych Stargard, którzy jako 3-ligowiec również osiągnęli półfinał PP. W ćwierćfinale zasłużenie pokonaliście 2-ligową Chojniczankę. Zbigniew Boniek, wychowanek Zawiszy, napisał, że wasze karne w tym meczu były najlepiej wykonanymi karnymi w ostatniej dekadzie. Plan na spotkanie wykonaliście chyba perfekcyjnie?
Adrian Stawski, trener Zawiszy Bydgoszcz: Nie spodziewałem się, że w 1. połowie tak zdominujemy Chojniczankę. Byliśmy zdecydowanie częściej przy piłce, stworzyliśmy więcej niebezpiecznych sytuacji, ale wynikało to z naszego dobrego przygotowania taktycznego i wnikliwej analizy gry przeciwnika. Jeśli chodzi o rzuty karne, to przede wszystkim przygotowaliśmy ludzi do ich wykonywania. Nie jestem zwolennikiem trenowania karnych w środku tygodnia przed ważnym meczem. Wiesz jak to jest – na treningu możesz strzelać wszystko, ale potem przychodzi mecz i duża odpowiedzialność. Postawiliśmy więc na zawodników, którzy są liderami i ostoją spokoju. Michał Cywiński, Maciej Kona, napastnik Jakub Bojas – oni wszyscy ćwiczą karne, ale chciałem też, by strzelali je środkowi obrońcy. Do piłki miał podejść Mikołaj Staniak zamiast Wojciecha Szumilasa, który strzelał jako pierwszy. 11-tkę wykonywał także Sebastian Golak (wykorzystał decydującego karnego). Już w piątek, kilka dni przed meczem, mieliśmy w głowie piątkę, nawet siódemkę piłkarzy do karnych, w której był też Filip Kozłowski, ale wszedł z niego Bojas i pewnie strzelił.
Poproszę o krótką charakterystykę zespołu Zawiszy Bydgoszcz, bo wicelider grupy 2 na 3-ligowym froncie niekoniecznie musi być dobrze znany kibicom w całym kraju.
Nasza drużyna jest budowana pod konkretny model gry. Mamy scouting – Maciej Łukaszewski i Kornel Sochań jeżdżą po meczach, mają bazę, obserwują zawodników. Jak im się ktoś spodoba, to oglądany jest wielokrotnie. Tak było z Marcelem Strzyżewskim, którego widzieliśmy w 6-ciu meczach. Na koniec pojechałem go osobiście zobaczyć z naszym trenerem bramkarzy Adamem Kopaczewskim, który większość życia spędził w Chemiku Bydgoszcz i zna ten klub bardzo dobrze. Marcel wystąpił na prawej stronie, akurat wówczas spisał się słabiej, ale ja byłem już przekonany do tego zawodnika. Powiedziałem dyrektorowi sportowemu, żeby się nie zastanawiał i brał Marcela. Nasi ludzie jeżdżą po meczach, głównie w regonie i daje to efekty. Jesteśmy w półfinale Pucharu Polski mając w składzie tylko Polaków, z których znaczna część to piłkarze z regionu kujawsko – pomorskiego. Na każdą pozycję mamy określone w naszym modelu gry zachowania. Chcemy grać wysokim pressingiem i dlatego musimy mieć szybkich środkowych obrońców, bo niektóre drużyny pod naszym pressingiem grają długim podaniem. Musimy mieć szybkich bocznych obrońców i skrzydła, które grają jeden na jeden. Musimy też mieć kreatywne 10-tki i 6-tkę, która po odbiorze piłki będzie łącznikiem między obroną a ofensywą. Napastnik musi u nas umieć utrzymać się przy piłce, bo gramy na dwie 10-tki, które są kreatywne, zmieniają strony boiska. Bardzo ważni są dla nas skrzydłowi, którzy nie boją się gry jeden na jednego i oddawania strzałów.
Półfinał Pucharu Polski to dla Was ogromny sukces, ale też wielkie przeżycie dla lokalnych kibiców. Macie ich chyba z każdym meczem coraz więcej?
Na pewno tak. Po meczu z Chojniczanką piłkarze poszli pod trybuny przybijać piątki z kibicami, z których wielu płakało. Dla mnie to coś niesamowitego – 12000 kibiców było szczęśliwych, wdzięcznych. Dzieci, mężczyźni, kobiety, całe rodziny. Fajnie, że ponownie robi się moda na Zawiszę, ludzie utożsamiają się z zespołem. Wynika to z tego, że wielu naszych zawodników jest z regionu. Cieszę się, że Zawisza pogodził i połączył lokalne środowisko. Prezydent miasta był osobiście na meczu z Wisłą Kraków, na ćwierćfinale była pani wiceprezydent i wielu radnych. Zrobiliśmy dobrą robotę. Zawisza połączył magistrat z klubem, a na tej linii w przeszłości było słabo. To jest bardzo ważne ponieważ sukcesu nie da się osiągnąć, kiedy jest więcej przeciwników niż zwolenników. My musimy przekonać swoją grą niedowiarków, ale pomoc miasta jest dla kluczowa.
Czy awans do najlepszej czwórki PP to największy sukces na twojej trenerskiej drodze?
Mam nadzieję, że wszystko jeszcze przede mną, ale na pewno zaszedłem z Zawiszą Bydgoszcz dalej niż z Bytowią Bytów. Z Bytowią skończyłem na ćwierćfinale, odpadając w dwumeczu z Legią Warszawa. Z tego co pamiętam, strzeliliśmy Legii wówczas 3 gole, ale trzeba pamiętać, że byliśmy wtedy w 1-szej lidze, a dzisiaj gramy 3-ciej, czyli na 4-tym poziomie rozgrywkowym w Polsce. Myślę, że teraz zrobiłem z Zawiszą dużo większą rzecz. Wiem, że przed losowaniem półfinałów wszystkie zespoły liczyły, że trafią na nas. Widziałem te memy – my jako blondyneczka do wzięcia itd. Kibice pozostałych półfinalistów kpią z nas, uważają nas za łatwą zwierzynę do zapolowania. Lepiej niech pamiętają, że Zawisza Bydgoszcz jest rycerzem. Zawisza Czarny jest rycerzem i to rycerz może zapolować na kogoś innego.
Dzień przed awansem do półfinału 70-te urodziny obchodził Zbigniew Boniek, wychowanek Zawiszy. ‘Zibi’ wam pogratulował i napisał, że ‘sen trwa dalej’. Macie za sobą najbardziej znanego w kraju kibica, co chyba dodatkowo motywuje przed półfinałem z Górnikiem?
Miałem to, o czym mówisz w głowie, kiedy oglądałem mecz Widzewa z GKS-em Katowice. Liczyłem po cichu na awans Widzewa, bo kiedyś byłem blisko pracy w tym klubie i chciałem teraz się z nim zmierzyć. Kiedy Widzew odpadł, to pomyślałem sobie, że nasze zwycięstwo zadedykuję kibicom i właśnie Zbigniewowi Bońkowi. Fajnie, że to się udało, bo Widzew i Zawisza to jedyne kluby w Polsce, w których Zbyszek był i wiem, że nam kibicuje. My dzisiaj jesteśmy na poziomie kopciuszka, ale trzeba pamiętać, że Zawisza to jest duży klub, który wiele lat grał na najwyższym poziomie w kraju. I w takim mocnym Zawiszy występował Zbigniew Boniek.
Pracowałeś w Bytowi Bytów, Stomilu Olsztyn, a teraz drugi rok prowadzisz bydgoskiego Zawiszę. Zakładam, że nadrzędnym celem w tym sezonie jest awans do 2-giej ligi, na centralny szczebel rozgrywek?
Zdecydowanie tak. Widzimy po sobie, że chcielibyśmy z 3-ciej ligi uciec. To jest liga bardzo niewdzięczna. Czasami przygotowanie do meczu z Wisłą Kraków, GKS-em Tychy czy Chojniczanką Chojnice jest łatwiejsze, bo w wyższych ligach powtarzalność elementów gry jest dużo większa. W 3-ciej lidze potrafi rządzić przypadek, boisko, czasami inne czynniki, a nie organizacja gry przeciwnika. Kto gra w tej lidze, dobrze wie, że najtrudniej jest się z niej wydostać, bo awansuje tylko 1 zespół, a drugi gra w bardzo trudnych barażach, w których musi pokonać drużynę ze spadkowego miejsca w 2-giej lidze. Na szczęście, nasza przygoda w Pucharze Polski, podobnie jak historia Avii Świdnik pokazuje, że można spełniać swoje marzenia.

