W przypadku pierwszego spotkania obie gry wyglądały dość podobnie. Od początku ROCCAT starało się prowadzić równą walkę z przeciwnikiem, wykorzystując jego błędy i czasami nawet wychodząc na prowadzenie w meczu. Zaciekła rywalizacja w obu przypadkach trwała około trzydziestu minut, a po przekroczeniu tej magicznej granicy zapał po stronie ROC wyraźnie słabł, co nie uchodziło uwadze Splyce. Skupiając swoją uwagę na obiektach na mapie i popełniając coraz mniej pomyłek w walkach drużynowych, Sencux i spółka byli w stanie w pełni przejąć kontrolę nad starciem, ostatecznie wygrywając je wynikiem 2-0.

Zgodnie z przewidywaniami, kolejny pojedynek rozpoczął się od pokazu dominacji po stronie Fnatic, które w kilkanaście minut wypracowało sobie dość wysoką przewagę. Od tego momentu jednak gracze wydawali się nieco zagubieni i nie potrafili podjąć wystarczająco zdecydowanych działań, co dało cień szansy dla Origen na powrót do gry. Po dołożeniu do tego drobnych kłopotów przy pozycjonowaniu różnica między drużynami skurczyła się do minimum. Na nieszczęście dla OG był to moment, w którym rywale się obudzili ze swej stagnacji i już bez większych oporów poprowadzili swe miniony ku zwycięstwu.

Jeszcze ciekawiej wyglądała następna potyczka tych dwóch zespołów. Po szybkiej ofensywie FNC przeciwnicy przeprowadzili równie ekspresową odpowiedź, po czym drużyny ponownie szły łeb w łeb. Chociaż Fnatic było minimalnie na prowadzeniu i lepiej przeprowadzało ruchy na mapie, wszystko mogło się jeszcze zdarzyć. Kluczowym momentem okazała się próba zabicia Nashora przez Origen, które nie do końca przemyślało tę decyzję, przez co przeciwnicy skończyli z wygranym teamfightem i zdobytym fioletowym wzmocnieniem. Dało to możliwość na błyskawiczne rozprawienie się ze strukturami, w tym w konsekwencji także i z wrogim nexusem kilka minut później.