"LEGIJA": Hejt jaki spłynął na nas za "crouch jump" był poniekąd uzasadniony

Inne

- Przez trzy miesiące trenowaliśmy z użyciem "crouch jumpa" i nie pokazując go nikomu. Na Majorze spłynął na nas za to ogromny hejt, który jest pewnie poniekąd uzasadniony. Jeśli jednak trenujesz przez tak długi czas, wykorzystując ten skok, to klaruje ci się pewien plan na grę, który chcesz wykonać. Gdy powiedziano nam, że nie możemy tego robić, musieliśmy się przystosować i cieszę się, że się to nam udało - powiedział zawodnik BIG Nikola "LEGIJA" Ninić.

Adam Łuczka: Jak podsumowałbyś występ BIG na PGL Major Kraków 2017? Chyba powinniśmy rozpatrywać go w kategorii sukcesu, a nie porażki?

Nikola "LEGIJA" Ninić: Oczywiście jest to dla nas wielki sukces. Mieliśmy bowiem cel, aby znaleźć się wśród ośmiu najlepszych drużyn i ta sztuka nam się udała. Bardzo się z tego cieszymy, tym bardziej, że w fazie grupowej uzyskaliśmy wynik 3:0 z trzema zespołami ze światowej "dziesiątki". Gdy zakwalifikowaliśmy się do fazy pucharowej mieliśmy uczucie, że stać nas na zajście jeszcze dalej, ale ostatecznie w ćwierćfinale przegraliśmy z Immortals. Wydaje mi się, że mogliśmy pokusić się o zwycięstwo nad Brazylijczykami, ale musimy zaakceptować fakt, że się nie udało.

Po pierwszych dwóch meczach wiele osób zarzucało Wam wykorzystywanie błędu w grze, czyli "crouch jumpa". Później pokazaliście jednak, że potraficie się obejść również bez niego.

Dla nas było to bardzo ciężkie, ponieważ przygotowywaliśmy się przez trzy miesiące wykorzystując ten element gry i nie pokazując go wcześniej nikomu. Spłynął na nas za to ogromny hejt, który jest pewnie poniekąd uzasadniony. Jeśli jednak trenujesz przez tak długi czas, wykorzystując ten skok, to klaruje ci się pewien plan na grę, który chcesz wykonać. Gdy powiedziano nam, że nie możemy tego robić, musieliśmy się przystosować i cieszę się, że się to nam udało.

Teraz znajdujecie się wśród "legend", więc będziecie mieli kolejną szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności.

Jesteśmy z tego powodu bardzo szczęśliwi, gdyż to było naszym głównym celem. Wszyscy jesteśmy dumni z tego osiągnięcia - i to nie tylko zawodnicy, ale również osoby luźniej związane z drużyną. Ćwiczyliśmy przez pół roku i jest to dla nas wielki krok naprzód. Cel był piękny i mam nadzieję, że zrealizujemy go również w przyszłym roku.

Kto Twoim zdaniem będzie zwycięzcą drugiego półfinału, Virtus.pro czy Immortals?

Lubię obię drużyny, ale uważam że górą będą Virtusi. Gdy Polacy mają bowiem za sobą doping własnych fanów, to otrzymują niesamowitego "kopa". Wiem o czym mówię, bo tydzień temu graliśmy przed niemieckimi kibicami w Kolonii i to było coś świetnego. To takie uczucie, jakbyś nagle z niczego dostawał dodatkowe 10 procent!

Jak odnalazłeś się w Polsce?

Absolutnie kochamy Polskę! Johannes "tabseN" Wodarz ma polskie korzenie, więc kochamy Polaków. Ponadto Wasz kraj nie różni się za bardzo kulturowo od Serbii, więc każdy z nas cieszył się, że mógł przyjechać do Polski.

Jakie są Twoje plany na najbliższą przyszłość?

Chcemy walczyć dalej i trenować, tak jak robiliśmy to do tej pory. Dzięki pracy wykonanej przez ostatnie pół roku udowodniliśmy, że poprzez oddanie i siłę woli można osiągnąć sukces. Ludzie mogą być znacznie silniejsi, jeśli postawią sobie cel, a następnie będą go wspólnie realizować.

Rozmowa z Nikolą "LEGIJĄ" Niniciem w załączonym materiale wideo.

Adam Łuczka, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze